swietokrzyskie.info

Wtorek, 15 września 2026, Do końca roku 107 dni Imieniny: Albina, Lolity, Ronalda

Wiadomosci

Połaniec: Stanie przed sądem za zabójstwo ojca

Dodane: MCK Data: 2008-09-22 10:33:45 (czytane: 13628)  Wersja do druku

W znakomitej większości zabójstw w naszym województwie przyczyna jest taka sama. Kłopoty w rodzinie.

Znajomi mówią "spokojny chłopak, "nie nadużywający alkoholu”. Biegły dodaje: "był pod wpływem silnych emocji”. Prokurator oskarża. Zarzut: zabójstwo ojca. Dla 24-letniego mieszkańca Połańca koszmar pewnej marcowej nocy będzie miał teraz ciąg dalszy. Przed sądem.

polaniec_zabojstwo1.jpg
Tragedia rozegrała się w połowie marca w bloku przy ulicy Witosa w Połańcu. (M. Jarosz)


Życie tej rodziny nie było usłane różami, zwłaszcza matki i dwojga dzieci - 24-letniego dziś chłopaka i 18-letniej dziewczyny. Wszystko za sprawą ojca, który - jak mówili jego najbliżsi - nie stronił od kieliszka, a potem znęcał się nad rodziną psychicznie. To właśnie dlatego, w lutym ubiegłego roku z domu wyprowadziła matka. Zostały dzieci. Dziewczyna, bo chodziła w Połańcu do szkoły i tak było najłatwiej. Chłopak - ponieważ miał tu pracę, musiał też i chciał opiekować się siostrą.

ŚPIEW I CISZA

Dzieci regularnie odwiedzały matkę w podbuskiej wsi, w której zamieszkała. Nierzadko razem z nimi jeździł też ojciec. Tak też było wtedy, w marcu. Cały weekend spędzili u matki - oboje rodzice i ich dzieci. Mówili potem w śledztwie, że nic istotnego się nie zdarzyło, nie było zatargu, nie było awantur. Wydawałoby się, normalny rodzinnie spędzany czas.

Pierwszy do domu w Połańcu wrócił ojciec. Dzieci przyjechały samochodem w niedzielny wieczór, około godziny 20. Wszystko wskazuje na to, że ojciec do tego czasu zdążył sporo wypić, skoro już na klatce schodowej usłyszeli dochodzący z mieszkania jego śpiew…

Młodzi wiedzieli, że to może się skończyć awanturą, dlatego do mieszkania weszli na paluszkach, prosto do pokoju 24-latka. Tak cicho, jak tylko to możliwe. Tak cicho, by ojciec nie usłyszał. W naiwności swojej sądzili, że ojciec po prostu zaśnie. Mylili się.

OJCIEC UCICHŁ

Z kuchni posypały się wyzwiska. I niestety, doszło do konfrontacji ojca z synem. Policjanci mówili potem, że "pan domu” miał pretensje do swych dzieci o zbyt późny powrót”.

Słysząc kłótnię między bratem a ojcem, 18-latka zamknęła się w swoim pokoju. Ale i tu dochodziły wyzwiska, wulgaryzmy, słyszała, jak ojciec wyrzuca ich z domu…
W pewnym momencie wyszła. Zobaczyła makabryczną scenę: brata, który czymś metalowym uderzał ojca w głowę.

Uciekła znów do siebie. Ojciec ucichł…
Niewiele czasu minęło, gdy w drzwiach jej pokoju stanął brat. Miał na twarzy krew, a z tego, co mówił, dziewczyna zrozumiała, że zabił ojca.
Postanowili się zwrócić do najważniejszej dla nich osoby. Do matki. Pojechali do niej, powiedzieli, co się stało, a potem zdecydowali, co należy zrobić w tej sytuacji. Nad ranem zgłosili się do policji w Połańcu.

"TO BYŁ ODRUCH”

Policjanci natychmiast pojechali do mieszkania, w którym rozegrała się tragedia. Zwłoki 48-letniego mężczyzny znaleźli na kanapie w dużym pokoju. Tu było też narzędzie zbrodni - metalowy walec, którego 24-latek używał jako sztangi do ćwiczeń. Później podczas badań okazało się, że w dramatycznej chwili ojciec miał we krwi 2,8 promila alkoholu. Syn był trzeźwy.

24-latek został zatrzymany, potem aresztowany. Przyznał się do zabójstwa ojca. Tłumaczył, że tuż przed tragedią ojciec awanturował się, wyzywał i jego, i siostrę. To wtedy - jak mówił - złapał sztangę i kilka razy uderzył go gryfem w głowę. Mówił, że tego nie planował, że to był odruch.

Biegli, którzy obserwowali 24-latka, nie stwierdzili u niego ani choroby psychicznej, ani zaburzeń, ani też niedorozwoju. Stwierdzili za to, że w tamtej mrocznej chwili działał pod wpływem silnych emocji. Z wywiadu środowiskowego wynikało, że 24-latek wśród swoich znajomych cieszył się dobrą opinią osoby spokojnej, nie nadużywającej alkoholu.

Prokuratura Rejonowa w Staszowie po kilkumiesięcznym śledztwie skierowała niedawno do Sądu Okręgowego w Kielcach akt oskarżenia 24-latka. Zarzucono mu zabójstwo ojca. Za tamtą jedną chwilę przyjdzie mu teraz zapłacić. A cena może być wysoka, bo najniższa kara, jaką kodeks karny przewiduje za przestępstwo, o które jest oskarżony, to osiem lat więzienia, najsurowsza zaś - nawet dożywocie.

ŻONA MĘŻA,
MĄŻ ŻONĘ


Przerażające jest to, że historia tego młodego człowieka - śmiertelny finał nieporozumień rodzinnych - to w naszym, regionie, zresztą jak wskazują statystyki w innych częściach kraju także, sprawa wcale nie rzadka. Nie ma nocy, prawie nie ma też dnia, by świętokrzyscy policjanci nie byli wzywani do rodzinnych awantur. Część z nich kończy się w najgorszy możliwy sposób.

- Kłopoty w domu, złe stosunki w rodzinie - taka jest najczęściej przyczyna zabójstw w województwie świętokrzyskim - mówi nadkomisarz Krzysztof Skorek, rzecznik prasowy świętokrzyskich policjantów. - Spośród ośmiu zabójstw, do jakich doszło od stycznia do sierpnia tego roku w województwie świętokrzyskim, aż siedem miało podłoże tzw. rodzinne.

I rzeczywiście. Pierwsza tragedia rozegrała się w styczniu na kieleckim osiedlu Ślichowice między żoną a mężem, czego świadkiem miało być ich dziecko, Mężczyzna zginął od ciosu ostrym narzędziem w okolice ramienia, ostrze przecięło tętnicę podobojczykową. A później znajomi obojga na forach internetowych opowiadali, co się działo w tej rodzinie. I że się działo źle. W zależności od tego, czy wypowiadali się znajomi jej czy jego, jako winnych wskazywali drugą stronę. Kobieta niebawem stanie przed sądem.

Do następnej rodzinnej tragedii doszło w maju, w Kielcach. To tutaj pewnego poranka w bramie na deptaku ktoś zauważył zakrwawionego mężczyznę, jak się potem okazało 30-latka. Miał rany nóg, stracił dużo krwi, ale żył. Szybko stało się jasne, że młody człowiek mieszka w pobliskiej kamienicy. Policjanci poszli do jego mieszkania. I tu zobaczyli prawdziwy dramat. Znaleźli zwłoki 61-letniej matki rannego. O jej zabójstwo funkcjonariusze podejrzewają syna kobiety, zaś narzędziem zbrodni jest najprawdopodobniej nóż, jaki znaleźli w jego kieszeni. Mężczyzna został aresztowany, trafił do szpitala więziennego w Krakowie. A śledczy krok po kroku odkrywają mroczne tajemnice rodziny, o której sąsiedzi mieli jak najlepsze zdanie.

Maj przyniósł jeszcze jedną rodzinna tragedię, która rozegrała się w Połańcu. To tutaj mieszkańcy domów przy niewielkiej cichej uliczce pewnego poranka usłyszeli dwa strzały, niewątpliwie oddane z broni. To tu, we własnym mieszkaniu zginęła 52-letnia kobieta. Tym, który pociągnął za spust myśliwskiej strzelby był, zdaniem policji, 55-letni mąż kobiety. Inaczej niż zwykle w takich sytuacjach, tu znajomi pary mówili, że to ona była słabszym ogniwem związku. Jego próbowali usprawiedliwiać. Wskazywali na to, że długo był cierpliwy. I że tego poranka puściły mu nerwy.
- Tego rodzaju zbrodnie to z reguły efekt narastającej od wielu lat frustracji, konfliktu, który w którymś momencie, nawet bez z pozoru istotnej przyczyny, nagle wybuchł ze zwielokrotnioną mocą. Efekt - tragedia - mówi nadkomisarz Skorek.

KUCHENNY NÓŻ…

Zdarzyły się jednak w tym roku, co najmniej dwie takie rodzinne tragedie, w których - jakby się z pozoru wydawało - powodu do dramatu nie było. W takich okolicznościach we własnym domu pod Kielcami zginął 33-letni mężczyzna. Policjanci, którzy odtwarzali przebieg tragedii, relacjonowali potem, że w tamten czerwcowy wieczór doszło do kłótni między 56-latkiem, a jego 33-letnim synem. Starszy z mężczyzn jadł obiad, młodszy kręcił się po kuchni. W pewnym momencie starli się rzekomo o jakiś drobiazg. Starszy z mężczyzn - jak mówili policjanci - chwycił za nóż. Gdy do kuchni moment później weszła żona 56-latka, już było po wszystkim.

33-latka zabrano do szpitala, jego ojca - do komendy. Syn zmarł w szpitalu. Ojciec, gdy wytrzeźwiał, stanął przed obliczem prokuratora.

Najbardziej jednak kuriozalna historia tego roku rozegrała się w czerwcu w niewielkiej wsi w gminie Ćmielów. Tu wraz z matką mieszkali dwaj bracia. Jeden kawaler, drugi - w separacji. Policjanci zebrali o nich potem opinie miejscowych, a z nich wynikało jasno, że bracia, co prawda nie odmawiali, gdy ktoś stawiał alkohol, ale do awanturników nie należeli.

Aż do tego wieczora. To wtedy pokłócili się w letniej kuchni, jak mówią policjanci, poszło im o… kotleta: jeden z braci chciał go zjeść, drugi nie zgadzał się na to. I to stało się wystarczającym powodem by - jak opowiadają śledczy - młodszy z braci, 45-latek chwycił za kuchenny nóż i ugodził starszego, 51-letniego w podbrzusze. Później wyjął ostrze z rany. Zraniony najpierw się skulił, potem na chwilę podniósł, ale upadł. I na ziemi zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia.

- Często jest też tak, że w niektórych rodzinach przemoc jest jedyną formą rozwiązywania konfliktów, a dzieci od najmłodszych lat uczą się tego, obserwując kłócących się, czy wręcz - bijących rodziców - mówi nadkomisarz Krzysztof Skorek. - Potem, gdy sami staną w obliczu problemu, nie znają innej formy jego rozwiązania. I czasami nie jest ważne czy chodzi o drobiazg, czy o coś naprawdę bardzo istotnego.

Sylwia Bławat

źródło: Echo

  • Wiadomości z regionu
  • Aktualności
  • Sport
  • Kultura, rozrywka
  • Polityka

Uwaga: Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

  Komentarze (0)
     

Nasz patronat

Data: 2026-09-19, godz: 13:00

Futsal Team Busko-Zdrój zagra z Ruchem Chorzów

Przed Futsal Team Busko-Zdrój ważny moment. W sobotę, 19 września, zespół rozpocznie sezon 2026/2027 w 1. Polskiej Lidze Futsalu. Pierwszym rywalem buskiej drużyny będzie Ruch Chorzów Futsal. Spotkanie odbędzie się w hali PMOS w Busku-Zdroju.



Wróć do góry