swietokrzyskie.info

Wtorek, 15 września 2026, Do końca roku 107 dni Imieniny: Albina, Lolity, Ronalda

Wiadomosci

Skruszony gangster w służbie sądu

Dodane: MM Data: 2007-11-23 09:46:41 (czytane: 16190)  Wersja do druku

Historia jak z kryminalnego filmu - sprawa zabójstwa właściciela kantoru z Buska - znalazła wreszcie finał.

 krzysztof.jpg
Ciało zastrzelonego biznesmena znaleziono nieopodal jego domu.
(archiwum)

To była zbrodnia, która tragicznie naznaczyła losy wielu osób. Jedna z najgłośniejszych historii kryminalnych ostatnich lat, w której miłość przeplata się z bólem i goryczą, życie ze śmiercią. Czy udało się ją ostatecznie wyjaśnić?

Ta sprawa dwa razy wstrząsnęła Buskiem, miasteczkiem, w którym wszyscy wszystkich znają. Najpierw, kiedy rankiem 4 listopada 2004 roku znaleziono zwłoki Krzysztofa. 45-letni właściciel kantoru został zastrzelony. Ciało leżało tuż za ogrodzeniem jego własnej posesji. Zniknęło pół miliona złotych, jakie miał przy sobie. Zaczęło się śledztwo, przesłuchania, żmudna policyjno-prokuratorska robota. Ale po kolei.

NIEUDANE MAŁŻEŃSTWO

W 2002 roku rozpadło się małżeństwo Krzysztofa. Żona - Iwona - odeszła od niego. - Krzysztof wyjechał nad morze. Gdy wrócił, żony już nie było - opowiadał dużo później w sądzie jego brat. - Zabrała cenne rzeczy i pieniądze z konta.

Czemu odeszła? Z relacji bliskich wynikało, że w rodzinie - delikatnie mówiąc - nie układało się najlepiej. Później, w sali rozpraw jedna z ich córek porównała ściany rodzinnego domu do murów obozu koncentracyjnego... - Krzysztof był załamany. Miał myśli samobójcze, nie miał środków do życia - twierdził jednak jego brat. - W końcu mu przeszło. Pożyczył pieniądze, otworzył kantor. Czasem jeszcze wściekał się na Iwonę. Że dorabiał się przez całe życie, a przez nią został bez niczego.

Sąd orzekł rozwód. Małżonkowie zaczęli układać sobie życie oddzielnie. Krzysztof zakochał się, do jego domu wprowadziła się nowa przyjaciółka, Anna. Iwona otworzyła konkurencyjny kantor.

NAPAD

Jednak sprawy wcale nie układały się różowo. Na początku października 2004 roku Iwona wracała z kantoru do domu. W torebce niosła utarg, około 100 tysięcy złotych. Na ulicy napadło na nią dwóch mężczyzn. Grozili jej bronią i nożem. Próbowali wyrwać torebkę z pieniędzmi, ale im się nie udało. - Iwona była przekonana, że to Krzysztof zorganizował ten napad, że mści się na niej - zeznawał przed sądem brat Krzysztofa.

- Tak myślała na początku, ale potem się dowiedziała, że Krzysztof też dostawał telefony z pogróżkami. Doszła do wniosku, że ten napad na nią nie był z jego inspiracji - opowiadała z kolei przyjaciółka Iwony.

Ale to nie był koniec tragicznych zdarzeń w tej rodzinie. To był dopiero początek krwawej i tajemniczej bardzo historii.

ZABITY OBOK DOMU

3 listopada 2004 roku. Krzysztof skończył pracę około godz. 17.50. Zamknął kantor, który prowadził w jednym z domów towarowych. Zszedł na parking, wsiadł do samochodu, ruszył w stronę domu. - To ostatnia bezsporna okoliczność w tej sprawie - mówił sędzia Adam Kabziński, gdy w kieleckim Sądzie Okręgowym podsumowywał to, co udało się ustalić o tej historii podczas późniejszego procesu.

- To, co wiemy o następnych wydarzeniach, jest wynikiem analizy dowodów.
Sąd przyjął, że około godziny 18 auto Krzysztofa znalazło się w garażu. A 30 minut później Anna, która w domu czekała na jego powrót, zaniepokojona zaczęła go szukać. A więc w ciągu pół godziny doszło do zbrodni. - W tym czasie i miejscu rozegrał się dramat - potwierdzał sędzia.

Według sądu, atak miał dwa etapy - najpierw Krzysztof został brutalnie pobity. Dopiero później ktoś strzelił do niego dwa razy. Strzały były śmiertelne. Potem ciało odciągnięto za ogrodzenie.

NIEOCZEKIWANY ŚWIADEK

Anna - jak opowiadała - przez całą noc szukała Krzysztofa, zawiadomiła o jego zniknięciu policję. Następnego dnia rano na podwórku, przed garażem, znalazła dwie łuski z pistoletu, okulary ukochanego, klucze... Wkrótce odkryto zwłoki...

Zaczęło się śledztwo. Żmudne i długie. Pomoc przyszła z nieoczekiwanej strony. Na początku 2005 roku do organów ścigania zgłosił się "osobnik o skomplikowanym życiorysie” - jak go określono w sądzie. Przestępca z Podhala, członek tamtejszego gangu, znanego ze swej brutalności. Bandyta, który ma na koncie sporo wyroków, a na rękach ludzką krew. Ale odkąd trafił za kraty, postanowił współpracować z policją i prokuraturą.

Zaczął sypać, nie tylko w swoich sprawach. Opowiadał też szczegóły wielu innych przestępstw, o których, jak mówi, dowiadywał się w więzieniu. I twierdził, że właśnie od kolegi z celi usłyszał relację ze zbrodni, do jakiej doszło w Busku. - Na początku nikt się jego relacją nie zainteresował - mówił sędzia. - Dopiero pół roku później podjęto czynności sprawdzające.

CELA 202

Skruszony gangster siedział w jednej celi, o numerze 202, z Norbertem Szymańskim, 24-latkiem z Buska. Ten trafił za kratki, bo wraz z żoną przyłapano go na napadzie na listonoszkę. Kolega spod celi podobno zaimponował mu swoim "dorobkiem”. - Szymański był nim zafascynowany, właśnie takim gangsterem chciał zostać - oceniał sędzia Kabziński.

Postanowił więc do swojego idola się zbliżyć. Po pierwsze - jak przyjął sąd - zaczął go namawiać na wspólne przestępstwo - porwanie syna jednego z buskich biznesmenów. A po drugie - miał mu się zwierzyć ze swojej tajemnicy - udziału w zabójstwie Krzysztofa. - Stał się ofiarą swojej naiwności. Koledze, którego uważał za swojego guru, opowiedział to, co później doprowadziło go do więzienia - podkreślił sędzia Kabziński.

ZBRODNIA NA ZLECENIE?

Według zeznań skruszonego gangstera Norbert Szymański miał mu powiedzieć, że zabójstwo Krzysztofa zleciła jego była żona - Iwona. Że w realizacji planu miały wziąć udział cztery osoby: on, jego kolega Rafał Ordak, Paweł P. oraz czwarty osobnik - nigdy nie zidentyfikowany mężczyzna o pseudonimie "Czarny” lub "Szary”. Choć Norbert Szymański nigdy nie potwierdził tych rewelacji, taką wersję przyjęła prokuratura, pisząc akt oskarżenia. Wskazane osoby zatrzymano, oprócz "Czarnego”. Trzem mężczyznom postawiono zarzut zabójstwa, Iwonie - zlecenia mordu.

Gdy Iwonę zatrzymała policja, Buskiem zatrzęsło po raz drugi. W tym momencie zaczął się kolejny dramat. Iwona od początku nie przyznawała się do winy. Mimo tego trafiła do aresztu tymczasowego. Jej serce nie wytrzymało. Umarła kilka tygodni przed rozpoczęciem procesu. Nie miała szans, aby przed sądem dowieść swojej niewinności. Związany z nią wątek tej sprawy umorzono.

CÓRKI BRONIŁY MATKI

Na każdej rozprawie sala sądowa była pełna. W sprawie było aż czterech oskarżycieli posiłkowych: matka Krzysztofa, jego narzeczona Anna oraz dwie córki z małżeństwa z Iwoną. Obie dziewczyny - choć występowały w sprawie o zabójstwo ojca - miały jasny cel: bronić dobrego imienia nieżyjącej matki. Dowiodły tego dobitnie, gdy jedna z nich wygłosiła przed sądem wzruszające przemówienie. - Dla mamy zawsze najważniejszy był człowiek, a najważniejszą wartością tu na ziemi ludzkie życie. Wiedziała, że tylko Bóg może je dać i je odebrać. Jak mogłaby chcieć śmierci ojca swoich dzieci? Jak potem mogłaby spojrzeć nam w oczy? - pytała rozpaczliwie dziewczyna. - Walczyłam o moją mamę, odbyłam wiele rozmów z prokuratorem. Podczas jednej powiedział mi, że sprawiedliwość jest dopiero po śmierci. A później mama zmarła. Gratuluję prokuratorowi takiego "sukcesu”.

PROKURATURA ZMIENIA ZDANIE

Oskarżeni o zabójstwo do winy się nie przyznawali. Ich obrońcy starali się przede wszystkim podważyć wiarygodność zeznań skruszonego gangstera, które były podstawą aktu oskarżenia. - Cyniczny morderca. Do dziś, jak mówi o mordowaniu, widać psychopatyczny błysk w jego oku. Tworzy sobie tło, aby starać się o przedterminowe zwolnienie z więzienia - tak oceniał jego motywy mecenas Przemysław Gierada, obrońca Rafała Ordaka.

Że przynajmniej niektóre tezy prokuratury zaczynają się kruszyć można było domyślić się w momencie, gdy sąd zdecydował wypuścić z aresztu jednego z oskarżonych - Pawła P. Wyszedł po zapłaceniu 150 tysięcy złotych kaucji.

W mowach końcowych obrońcy wnioskowali o uniewinnienie swoich klientów. Tak jak i oni sami. - Nie mam obowiązku dowieść swojej niewinności. To prokuratura musi udowodnić mi winę. A prokuratura nie ma dowodów i mieć nie będzie - mówił butnie Rafał Ordak.

A prokuratura pod koniec procesu zmieniła zdanie. Uznała, że nie było zlecenia na zabójstwo. - Była żona zleciła rozbój na Krzysztofie. Chciała się zemścić za to, że wcześniej została napadnięta (patrz ramka - przyp. red.). Podejrzewała, że na zlecenie eks-męża. Początkowo może rzeczywiście miała zamiar go zlikwidować. Potem jednak ochłonęła - przedstawiał prokurator swoją nową koncepcję. - Chciała, aby został pobity, porwany, nastraszony. Ale napastnicy nie poradzili sobie, ofiara się broniła. Wtedy padły strzały.

SĄD: EKS-ŻONA NIE ZLECIŁA ZBRODNI

- Sprawcy zamierzali ograbić Krzysztofa - zgodził się sąd. - Ale on się bronił, ściągnął jednemu z nich kominiarkę z głowy, zidentyfikował go. To dlatego został zastrzelony. Idąc na napad sprawcy wzięli broń. Zakładali, że jeśli zajdzie taka konieczność, będą zabijać.

Sąd dał wiarę zeznaniom skruszonego gangstera. Ale uznał jednocześnie, że w dwóch punktach został on przez Norberta Szymańskiego okłamany. Po pierwsze - co do zleceniodawcy przestępstwa. - Rozumowanie, że była żona zleciła tę zbrodnię jest w świetle zgromadzonych dowodów uproszczone i nas nie przekonuje - mówił sędzia Kabziński. - Nie miała w tym żadnego interesu. Jest rzeczą bardzo bolesną, że nie mogliśmy tego powiedzieć jej samej.

Ale jednocześnie sąd uznał, że Iwona mogła być inspiratorką jakiejś innej intrygi, która miałaby wpędzić Krzysztofa w tarapaty finansowe. Podobno przed śmiercią on wziął sporą pożyczkę. Okradziony - miałby pewnie kłopoty z jej spłaceniem.

WYROK

Drugi punkt, w którym Norbert Szymański miał skłamać, to moment, w którym oskarżył o udział w zbrodni Pawła P. - To fałszywe oskarżenie. W tej sprawie dla Pawła P. nie mam miejsca, on ma murowane alibi - uznał sąd i uniewinnił mężczyznę.

Sąd nie ustalił dokładnie, jakie role dwaj pozostali oskarżeni odegrali w tej zbrodni. Uznał ich jednak za winnych. Norbert Szymański został skazany na 25 lat więzienia. - Oddaniem strzałów obciążył on nieustalonego "Czarnego” Tylko to uchroniło go przed dożywociem - mówił sędzia Kabziński. - Nie mamy bowiem dowodów na to, że "Czarny” istnieje.

Rafał Ordak został skazany na 15 lat więzienia. - Jego rola była prawdopodobnie drugorzędna. Nie rozumiemy, dlaczego tak uparcie milczy? - zastanawiał się sędzia.
Obaj mężczyźni byli już uprzednio karani. Ich obrońcy zapowiadają apelację. Nad tym samym zastanawia się też prokuratura. - Całkowicie się zgadzamy z wyrokiem. Jestem wdzięczna za przywrócenie mi wiary w sprawiedliwość - powiedziała po wyjściu z sali rozpraw jedna z córek Krzysztofa i Iwony.


PS. Niektóre personalia zmieniono.

Monika Wojniak
źródło: Echo 

  • Wiadomości z regionu
  • Aktualności
  • Sport
  • Kultura, rozrywka
  • Polityka

Uwaga: Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

  Komentarze (0)
     

Nasz patronat

Data: 2026-09-19, godz: 13:00

Futsal Team Busko-Zdrój zagra z Ruchem Chorzów

Przed Futsal Team Busko-Zdrój ważny moment. W sobotę, 19 września, zespół rozpocznie sezon 2026/2027 w 1. Polskiej Lidze Futsalu. Pierwszym rywalem buskiej drużyny będzie Ruch Chorzów Futsal. Spotkanie odbędzie się w hali PMOS w Busku-Zdroju.



Wróć do góry