W ponownym procesie Sąd Okręgowy w Kielcach skazał w czwartek Norberta Sz. i Rafała O. na kary 15 i 12 lat więzienia, za rozbój i spowodowanie uszkodzenia ciała, a nie jak chciała tego prokuratura - za zabójstwo. Trzeciego oskarżonego Pawła P. uniewinnił.
Sędzia uzasadniając wyrok powiedział, że oskarżeni użyli przemocy, aby ograbić właściciela kantoru, ale nie planowali zabójstwa. Doszło do niego w momencie, w którym napadnięty bronił się i zdjął jednemu z napastników czapkę, którą zasłaniał twarz.
Wyrok jest nieprawomocny.
Przypomnijmy: do zabójstwa doszło 3 listopada 2004 roku wieczorem w
pobliżu domu właściciela kantoru. Krzysztof M. został zastrzelony.
Sprawcy obrabowali go z pieniędzy i biżuterii o wartości pół miliona
złotych.
Pierwszy proces w 2007 roku.
Prokuratura w pierwszym procesie w 2007 roku oskarżyła o zabójstwo trzech mężczyzn: krewnego ofiary Norberta Sz. oraz Rafała O. i Pawła P. Oskarżeni nie przyznali się. Czwartego mężczyzny o pseudonimie Czarny, który miał strzelać, nie udało się zidentyfikować.
Kluczowe dla sprawy były zeznania współpracującego z policją skruszonego przestępcy Krzysztofa Ł., który siedział w jednej celi z Norbertem Sz. i od niego miał się dowiedzieć, jaki był przebieg zbrodni.
Sąd ustalił, że obaj oskarżeni i ich nieznany wspólnik postanowili obrabować Krzysztofa M. Podczas rozboju na terenie jego posesji doszło do walki, w wyniku której napadnięty broniąc się zerwał jednemu z napastników kominiarkę. Gdy zamaskowany sprawca został rozpoznany, padły dwa śmiertelne strzały.
W 2007 roku Sąd dał wiarę zeznaniom Krzysztofa Ł. dotyczącym udziału w zbrodni Norberta Sz. i Rafała O., natomiast uznał za nieprawdziwe zeznania, jakoby zabójstwo zleciła Dorota M. - była żona Krzysztofa M. Kobieta sama miesiąc przed zabójstwem padła ofiarą rozboju dokonanego przez Norberta Sz. i Rafała O.
Dorota M. była w 2004 roku dwa lata po rozwodzie z mężem, i jak stwierdził Sąd podczas pierwszego procesu, nie sposób dopatrzeć się w jej postępowaniu, oprócz braku motywacji, moralnych przesłanek do podżegania do zbrodni. Dorota M. w areszcie przeszła zawał serca i zmarła.
Fałszywie oskarżył Norbert Sz. także Pawła P. Z kolei Sławomir W. wprawdzie wypowiedział się w obecności świadków, że "jest ktoś, kto by dał dużo za sprzątnięcie M." lecz to - zdaniem Sądu - nie miało nic wspólnego ze zbrodnią.
/red/