Szlaban na Sikorskiego? 2006-03-14 10:12:05
To nie prima aprilis - wspólnota mieszkaniowa grozi zamknięciem wjazdu na największe buskie osiedle. We wtorek minął termin ultimatum, jakie Zespół Wspólnot Mieszkaniowych MBM postawił Spółdzielni Mieszkaniowej w Busku Zdroju. Rzecz dotyczy wjazdu na osiedle Sikorskiego, który znajduje się na terenie należącym do wspólnoty bloku numer 2. Ta grozi, że jeśli nie będą spełnione jej warunki, droga wjazdowa zostanie zamknięta 31 marca 2006 roku. I choć dla wielu brzmi to jak ponury żart primaaprilisowy, widmo szlabanu odcinającego osiedle od świata staje się coraz bardziej realne.
Zwłaszcza że na placu boju pozostała sama spółdzielnia. Sprawa dotyczy tysięcy mieszkańców, jednak władze miasta i powiatu umywają ręce. "Gmina nie jest stroną" - twierdzi burmistrz. Starosta oświadcza, że "nie może w żaden sposób pomóc w rozwiązaniu problemu". Buszczanie są zdezorientowani. Nie potrafią zrozumieć, jak to możliwe, by niewielka grupa osób grała wszystkim na nosie, posuwając się nawet do szantażu. A spółdzielnia... Mając nóż na gardle, zwróciła się do wspólnoty o przedłużenie terminu. Wjazd niezgody Przypomnijmy, że kością niezgody stał się teren położony w zachodniej części osiedla Sikorskiego. Cała działka, należąca teraz do wspólnoty "dwójki", ma 25 arów powierzchni. Sporny kawałek, na którym znajduje się wjazd od ulicy Grotta, to 460 metrów kwadratowych. "Dwójka", wybudowana w 1981 roku, jest jednym z najstarszych bloków na osiedlu. Obecnie żyje tam 20 rodzin (około pół setki mieszkańców). W 1996 roku teren ten został sprzedany Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Ta rok później odsprzedała działkę wspólnocie mieszkaniowej. Choć gwoli ścisłości, w księgach wieczystych jako właściciel figuruje nadal... Skarb Państwa. O żądaniach wspólnoty budynku nr 2 mogliśmy się dowiedzieć podczas "okrągłego stołu", zorganizowanego 21 lutego w sali konferencyjnej ratusza. Spotkanie - z udziałem przedstawicieli wspólnoty, spółdzielni oraz władz miasta - odbyło się kilka dni po tym, kiedy pojawiły się w Busku obwieszczenia o planowanym na 31 marca zamknięciu wjazdu od ulicy Grotta. Wspólnota kontra spółdzielnia Mieszkańcy "dwójki" borykają się z brakiem miejsc do parkowania samochodów. Próbowali rozwiązać ten problem, prowadząc rozmowy ze spółdzielnią w sprawie sprzedaży lub zamiany części działki na teren, na którym mogliby wybudować garaże. Negocjacje nie przyniosły jednak żadnych konkretnych rozstrzygnięć. - Staraliśmy się porozumieć ze spółdzielnią mieszkaniową na różne sposoby. Proponowaliśmy kilka wariantów rozwiązania tej sprawy: sprzedaż, użyteczność, dzierżawę, zamianę. Niestety, bez rezultatu. Spółdzielnia gra na zwłokę, dlatego dłużej czekać nie będziemy - oznajmiła Barbara Krężołek, dyrektor Zespołu Wspólnot Mieszkaniowych MBM w Kielcach, który jest zarządcą buskiego budynku nr 2. Poinformowała ponadto, że wspólnota podjęła uchwałę w sprawie zamknięcia wjazdu na osiedle Sikorskiego. Inaczej widzą całą sprawę władze Spółdzielni Mieszkaniowej. Nie zgadzają się z zarzutami o graniu na zwłokę, braku chęci porozumienia. - Rozmawiamy ze wspólnotą, wykazując maksimum dobrej woli, ale musimy też unormować pewne kwestie. Niefortunne decyzje z lat poprzednich dotyczą kilku tysięcy mieszkańców miasta, dlatego winny być wyjaśnione i tak rozwiązane, by nie szkodziły mieszkańcom - podkreśla wiceprezes spółdzielni Teresa Kwiatkowska. - Próbowaliśmy rozwiązać ten problem choćby w 2002 roku. Wspólnota żądała wtedy opłat: 1000 złotych za drogę wjazdową oraz 600 złotych miesięcznie za użytkowanie terenu, na którym znajduje się osiedlowy śmietnik. To stanowczo zbyt dużo. Zwłaszcza że i tak musieliby za to zapłacić nasi mieszkańcy. Samorządy umywają ręce Po "okrągłym stole" w ratuszu zarząd spółdzielni zwrócił się do Urzędu Miasta i Gminy oraz Starostwa Powiatowego, prosząc o przeprowadzenie ponownej analizy prawnej i pomoc w rozwiązaniu sporu ze wspólnotą. Sprawa była tym bardziej pilna, że na zakończenie spotkania dyrektor Krężołek postawiła ultimatum: - Czekamy czternaście dni na konkretną ofertę spółdzielni. Odpowiedzi z obu urzędów nadeszły w poniedziałek, 6 marca. Na dzień przed upływem terminu wyznaczonego przez wspólnotę. I choć różnią się w treści, konkluzja jest taka sama: samorządy umywają ręce od całej sprawy. W piśmie podpisanym przez starostę Jerzego Kolarza możemy przeczytać, że "jedynym rozwiązaniem jest nabycie przez spółdzielnię części działki stanowiącej drogę wjazdową na osiedle Sikorskiego". Powiat wyjaśnia również, że "w obecnym stanie prawnym nie może w żaden sposób pomóc w rozwiązaniu tego problemu". "Gmina nie jest stroną w tej sprawie", a sprawa wjazdu na osiedle Sikorskiego "jest wyłącznie sprawą spółdzielni" - wynika z dokumentu podpisanego przez burmistrza Witolda Gajewskiego. Dodajmy, rzecz dotyczy największego osiedla w Busku. Dalsza część drogi - poza 20-metrowej długości spornym wjazdem - stanowi własność gminy (spółdzielnia jest tylko wieczystym użytkownikiem). Z ulicy osiedlowej korzystają mieszkańcy całego miasta, ale też pogotowie ratunkowe, policja, straż pożarna, służby miejskie. W rejonie drogi, oprócz bloków mieszkalnych, znajdują się m.in. przychodnia zdrowia, apteka, przedszkole, poczta, placówki handlowe i usługowe. Tunel czy helikopter? - Czyli co, jak inaczej mamy dostać się na osiedle? Helikopterem, a może przekopać tunel pod ziemią? - pytają poirytowani mieszkańcy. - Co to znaczy, że wspólnota zamknie drogę? I w ogóle dlaczego tak się dzieje, że mała grupa ludzi bezkarnie gra wszystkim na nosie, posuwając się nawet do szantażu? Za takie obwieszczenia z pogróżkami powinno się ich podać do sądu. Spółdzielnia mieszkaniowa stara się tonować wojownicze nastroje. - Wspólnota "dwójki" jest właścicielem tego terenu, a własność to rzecz święta. Dlatego musimy to uszanować - przekonuje prezes Kwiatkowska. - Owszem, istnieje możliwość ustanowienia przez sąd "drogi koniecznej", wiązałoby się to jednak z wynagrodzeniem dla wspólnoty. Odszkodowanie zapłaciliby mieszkańcy, a nie możemy narażać ich na takie koszty. Przewodniczący rady nadzorczej spółdzielni, Wiesław Gałek, widzi sposób rozwiązania patowej sytuacji. - To gmina Busko powinna uregulować wszelkie zobowiązania, ponieważ jest właścicielem terenu, na którym znajduje się wjazd na osiedle. Po prostu kupić działkę, potem ewentualnie nam ją przekazać - uważa. - Nie zapominajmy też, że połowa mieszkańców Buska żyje w naszych zasobach. A spółdzielnia odprowadza co roku do gminnego budżetu duże pieniądze. Choćby z tytułu podatku od nieruchomości, innych podatków i opłat lokalnych. Możemy spać spokojnie? We wtorek Spółdzielnia Mieszkaniowa przygotowała odpowiedź dla kieleckiego MBM, prosząc o przesunięcie wyznaczonego przez wspólnotę terminu - do 31 marca. "(...) Na dzień dzisiejszy spółdzielnia winna sama rozwiązać problem wjazdu na osiedle mieszkaniowe. W związku z tym, że sprawa wymaga dalszych analiz i stosownych działań prawnych, prosimy o akceptację powyższego terminu oraz odstąpienie od zamknięcia drogi wjazdowej na osiedle do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy" - czytamy w dokumencie. Teresa Kwiatkowska jest dobrej myśli. - Wierzę, że nie dojdzie do zamknięcia wjazdu przez wspólnotę. Tym bardziej, że istnieją wzajemne zobowiązania stron, choćby korzystanie przez mieszkańców "dwójki" z przyłącza wodociągowego i innej infrastruktury technicznej budowanej przez spółdzielnię. Możemy spać spokojnie - twierdzi pani prezes. - Mieszkańcy osiedla Sikorskiego nie muszą się obawiać, że nie dojadą do swoich mieszkań. To problem połowy miasta W lokalach należących do buskiej Spółdzielni Mieszkaniowej żyje około 9 tysięcy osób, a więc tyle, co... połowa miasta. Największe osiedle - Sikorskiego, powstałe na początku lat 80., liczy dzisiaj blisko trzy tysiące mieszkańców. Adam LIGIECKI źródło: Echo Dnia |
|
|