Rok w ratuszu
2005-12-13 13:09:13

Dzisiaj mija rok od objęcia przez Witolda Gajewskiego urzędu burmistrza Buska Zdroju. Jaki to był czas? Co z zamierzeń szefa największej gminy na Ponidziu udało się zrealizować, a co przyniosło rozczarowanie? Jakie są blaski i cienie sprawowania władzy? Czy burmistrz stanie ponownie w wyborcze szranki, za rok?

Dzisiaj mija rok od objęcia przez Witolda Gajewskiego urzędu burmistrza Buska Zdroju. Jaki to był czas? Co z zamierzeń szefa największej gminy na Ponidziu udało się zrealizować, a co przyniosło rozczarowanie? Jakie są blaski i cienie sprawowania władzy? Czy burmistrz stanie ponownie w wyborcze szranki, za rok?

* Panie burmistrzu, pamięta pan ten dzień - 9 grudnia 2004 roku?
- Bardzo dobrze. To był czwartek. Wstałem jak zwykle wcześnie rano, zrobiłem żonie śniadanie. Potem zawiozłem ją do pracy, otrzymałem życzenia "dobrego dnia".
* Kiedy pojawił się pan w ratuszu?
- W sali konferencyjnej byłem o godzinie 8.45. Na kwadrans przed rozpoczęciem uroczystej sesji Rady Miejskiej, podczas której miałem złożyć ślubowanie. Miałem lekką tremę, ale... starałem się nie dać poznać tego po sobie. Burmistrz musi trzymać fason (śmiech).



Żałuję, że nie jestem Świętym Mikołajem - przyznaje Witold Gajewski,
burmistrz Buska Zdroju, w specjalnym wywiadzie dla "Echa Ponidzia"


* Najbardziej pamiętne chwile z inauguracji?
- Pierwsza to ta, kiedy przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej ogłosił oficjalnie wyniki przedterminowych wyborów burmistrza. Sala była pełna ludzi, czuło się szczególną atmosferę. I oczywiście sam moment złożenia ślubowania. Nie zapomnę tego do końca życia. A potem mnóstwo gratulacji, życzenia, kwiaty.
* Jaki był pierwszy rok Witolda Gajewskiego w ratuszu?
- Po pierwsze, pracowity. Zostało sporo zadań inwestycyjnych z poprzedniego roku, które trzeba było dokończyć, a jednocześnie realizowaliśmy zadania przewidziane na 2005 rok. To był także rok edukacyjny. Musiałem skończyć z "lekkim" życiem emeryta i radnego - rozpoczął się aktywny czas pracy burmistrza. Czas zdobywania nowych doświadczeń z innej, nieznanej mi dotychczas perspektywy.
* Właśnie, radny a burmistrz - jaka to różnica?
- Ogromna. Powiedziałbym, że radny ma komfortową sytuację. Zakres odpowiedzialności burmistrza jest o wiele większy. Twierdzę to z pełnym przekonaniem, ponieważ przez 10 lat byłem radnym i mogę ocenić te dwa "etaty".
* Z czego więc jest pan dzisiaj najbardziej zadowolony, jako burmistrz?
- Przede wszystkim z wykonania inwestycji. Zrealizowaliśmy ponad 100 zadań inwestycyjnych na terenie miasta i 47 sołectw, a ich wartość przekracza 21 milionów złotych. Inwestycje dotyczyły infrastruktury komunalnej - kanalizacja, wodociągi, drogi, oświetlenie, jak i oświaty - remonty szkół, przedszkoli, świetlic wiejskich, obiektów sportowych. Do sukcesów zaliczam też podpisanie umowy na dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej największej naszej inwestycji - rozbudowy Buskiego Samorządowego Centrum Kultury i parku zdrojowego - w kwocie 9.300.000 złotych.
* Co uważa pan za priorytet w swoich działaniach?
- Kontynuację działań mojego poprzednika, burmistrza Stefana Komendy w zakresie inwestycji, kierunków rozwoju miasta i gminy. Deklarowałem to w trakcie kampanii wyborczej i pilnie tę lekcję odrobiłem. Cieszę się, że mimo "czarnego scenariusza" pesymistów pełnię tę funkcję... nie trzy miesiące, ale już rok. Miło wspominam poparcie, jakiego w początkowym okresie udzielił mi wojewoda, a także współpracę z marszałkiem województwa. Myślę, że w sumie był to rok udany, bez większych błędów. Bo błędy popełnia każdy, kto cokolwiek robi.
* Czego nie udało się przez ten rok dokonać?
- W związku z przeciągającymi się procedurami przetargowymi niektóre z planowanych zadań inwestycyjnych nie zostały rozpoczęte w terminie. Wykonamy je w przyszłym roku. Nie udało mi się także wprowadzić kilku zmian organizacyjnych. Wynika to z patrzenia na organizm, jakim jest gmina, z perspektywy odpowiedzialnego zarządcy. Łatwo jest bowiem coś zniszczyć, znacznie trudniej budować i naprawiać. Nie ukrywam, że jako burmistrz nauczyłem się ostrożności w podejmowaniu decyzji dotyczących funkcjonowania urzędu.
* Gdyby więc mógł pan zmienić swoje wcześniejsze decyzje - co by pan dzisiaj poprawił?
- ...Proszę o następne pytanie.
* Jakie są plusy bycia burmistrzem?
- Możliwość spojrzenia na wszystko - na gminę i jej problemy - z lotu ptaka. Pełniąc ten urząd mam dostęp do informacji, które umożliwiają podejmowanie właściwych decyzji. Mogę doraźnie pomagać mieszkańcom w rozwiązywaniu ich problemów.
* A minusy?
- Mimo dobrych chęci i uprawnień, jakie mi przysługują, wielu spraw nie udaje się załatwić. Trudno jest wtedy tłumaczyć, że wynika to z przepisów prawa. Chwilami nawet żałuję, że... nie jestem Świętym Mikołajem, który może wszystko (śmiech).
* Jak postrzega pan rolę swoich zastępców, Bożentyny Pałki-Koruby i Mirosława Wieczorka?
- W 100 procentach spełnili oczekiwania, jakie w nich pokładałem. To osoby pracowite, inteligentne, otwarte na zdobywanie nowych doświadczeń. Wiem, że w trudnych sytuacjach mogę liczyć na ich wsparcie. Resortowy podział zadań między zastępców sprawdził się i dobrze funkcjonuje.
* A jak oceniłby pan załogę buskiego magistratu?
- W większości są to ludzie z dużym doświadczeniem zawodowym. Doceniłem to i po objęciu stanowiska burmistrza nie robiłem "rewolucji" w urzędzie. Dokonałem jedynie pewnych zmian, które z pewnością usprawniły jego funkcjonowanie, poprawiły wizerunek urzędu w oczach mieszkańców. Gdyby jednak wymagała tego sytuacja, będą zmiany.
* Jakie zadania stawia przed sobą burmistrz Witold Gajewski na najbliższe tygodnie, miesiące?
- Przede wszystkim, przedstawię Radzie Miejskiej projekt budżetu na 2006 rok, zaś po jego zaakceptowaniu chciałbym jak najszybciej rozpocząć realizację zaplanowanych zadań. Jeżeli chodzi o sprawy prywatne, planuję krótki wypoczynek z rodziną u teściowej.
* Rok temu, w wywiadzie dla "Echa Ponidzia" powiedział pan, że władza smakuje "jak piołun i miód". A dzisiaj?
- Dokładnie tak samo. Dzisiaj jestem tego pewien.
* Pełnienie funkcji burmistrza z pewnością zmieniło pańskie życie prywatne. Ma pan dzisiaj choć odrobinę czasu na swoje ulubione ryby, działkę?
- Przyznaję, nie udało mi się znaleźć recepty na pogodzenie obowiązków służbowych i dotychczasowego, spokojnego życia rodzinnego. Obawiam się zresztą, że... nie ma takiego "cudownego środka". Pomimo to czasami znajdę trochę wolnego czasu, żeby wyskoczyć na ryby, do lasu na grzyby albo popracować na działce. To pozwala "naładować akumulatory". A to, że w miarę spokojnie przetrwałem mijający rok, zawdzięczam wyrozumiałości, życzliwości i wsparciu mojej drogiej małżonki. Korzystając z okazji, chciałbym jej za wszystko serdecznie podziękować.
* I na koniec pytanie, które zadają sobie pewnie wszyscy buszczanie - czy Witold Gajewski będzie ubiegał się ponownie o fotel burmistrza w 2006 roku?
- Decyzję podejmę 31 grudnia, o godzinie 24. A jaka ona będzie, powiem... nieco później.
* Dziękuję za rozmowę.

Witold Gajewski
Ma 57 lat, mieszka w Busku Zdroju. Jest żonaty - żona Marta, syn Jakub. Wykształcenie wyższe - absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Hobby: sport, wędkarstwo, grzybobranie, praca na działce. Jest założycielem Stowarzyszenia "Ziemia Buska", w latach 1994-2004 pełnił mandat radnego Rady Miejskiej. Od 9 grudnia 2004 roku sprawuje urząd burmistrza Buska Zdroju.


Adam LIGIECKI
źródło:www.echo-dnia.com.pl


https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=851