Trzy twarze "Witacza" 2002-08-31 16:02:23
Jest czarny od stóp do głów. Waży blisko 800 kilogramów, ma trzy twarze i patrzy na świat z wysokości pierwszego piętra. "Witacz" - niezwykła rzeźba, której autor wziął dłuto do ręki... po raz pierwszy w życiu - stanęła w środę rano przed frontonem pływalni miejskiej w Busku Zdroju.
- Niech będzie... "Witacz"! - zdecydował po krótkim namyśle Czesław Bednarski, dyrektor
pływalni, kiedy zapytaliśmy, jakie imię nosi czarne monstrum. - O, to jest właśnie to! - przyklasnął autor Witold Żelichowski. Chwilę potem obydwaj panowie nerwowo zaciskali kciuki, kiedy potężny dźwig powoli, centymetr po centymetrze, opuszczał rzeźbę na kamienno-betonowy cokół. Punktualnie o godz. 8, w blasku połyskujących zza chmur promieni słonecznych, "Witacz" stanął dumnie przed frontonem pływalni przy ulicy Grotta.
- Wszystko zaczęło się na przełomie lutego i marca. Akurat drogowcy przeprowadzali wiosenną wycinkę drzew, więc poprosiłem, żeby wybrali dla mnie ładną, wysoką topolę. Ta pochodziła akurat ze stadionu AKS przy ulicy Kusocińskiego. Położyliśmy ją na placu po północnej stronie pływalni, żeby drewno podeschło. Już wtedy wiedziałem, że będzie z tego superrzeźba - opowiada dyrektor Bednarski.
Pierwsze kroki w poszukiwaniu rzeźbiarza skierował do Witolda Żelichowskiego. Popularny "Marek" miał kontakt z drzewami o tyle, że pracował kiedyś jako pilarz. Natomiast rzeźbiarskiego dłuta,
jak zapewnia... nie trzymał w rękach nigdy. Mimo to dał się namówić. - Postanowiłem spróbować.
A zresztą dyrektor pocieszał, że gdyby mi nie wyszło, przeznaczymy rzeźbę na drewno opałowe -
wspomina.
Pracę rozpoczął w ostatnich dniach czerwca. Przyznaje, że nie miał wtedy żadnego konkretnego pomysłu. Trochę pomogła plastyczka z pływalni, trochę przypadek... w każdym razie po kilkunastu dniach zarysowały się już wyraźne kształty: monstrum o trzech głowach, z których każda skierowana jest w inną stronę świata. "Marek" pracował z przerwami. Jeśli miał swój dzień, rzeźbił z zapałem nawet 5-6 godzin. Więcej się nie dało. Bolały ręce - topola to nie tylko "trudne", twarde drzewo, ale i łupliwe. Kilka dni temu, kiedy uznał dzieło za skończone, pomalował je czarną farbą ochronną.
Jeden z zaprzyjaźnionych przedsiębiorców zaoferował swoją pomoc przy zainstalowaniu rzeźby. Aby bezpiecznie ją ustawić, potrzebny był dźwig o kilkutonowej nośności. Wbrew obawom, wszystko poszło jak z płatka - i czterometrowej wysokości "Witacz" króluje teraz nieopodal
głównego wejścia do obiektu, przyciągając spojrzenia przechodniów oraz kierowców jadących ruchliwą obwodnicą Grotta.
To już siódma drewniana rzeźba zdobiąca otoczenie buskiej pływalni. Największa, a zarazem... pierwsza z nowej serii, o której myśli Czesław Bednarski. - Na pewno powstaną "Witacze-bis". Chciałbym postawić wzdłuż frontonu jeszcze kilka tego typu rzeźb - przekonuje. - Rozmawiałem już o tym z "Markiem". Niedługo znowu bierzemy się do roboty!
- To prawda. Dałem słowo dyrektorowi, że spróbuję raz jeszcze - potwierdza Witold Żelichowski.
- Myślę, że teraz wyjdzie mi troszkę lepiej. Bo prawdę mówiąc, z "Witacza" numer jeden... nie jestem do końca zadowolony.
Adam LIGIECKI
źródło: Echo Ponidzia
foto: busko.com.pl |
|
|