Płomienne amory z wyższych sfer 2005-08-08 17:16:50
BUSKO. Do karczemnej awantury doszlo kilka dni temu o świcie w klatce schodowej jednego z bloków w centrum Buska.
Do drzwi jednego z mieszkań łomotała stęskniona małżonka, pragnąc wywać swego ślubnego z objęć konkubiny. Wrzask przy tym rozlegał się na pół miasta, nie mówiąc już o bloku, którego mieszkańcy mieli nie lada widowisko.
- Ta wydra więzi go u siebie, a zwabia podając mu jakieś specjały - wrzeszczała połowica - jak się wkrótce okazało - prominentnego urzędnika jednego z wydziałów Starostwa Powiatowego w Busku. Nie obyło się bez interwencji policji. Dzielnicowy po rozpoznaniu sprawy ograniczył się do pouczenia stron, a stęskniona małżonka wyrwała męża z niewoli i odprowadziła do domu, wyklinając po drodze na czym świat stoi, na przemian to na męża, to na konkubinę, która ani chybił musi "czymś podejrzanym" go karmić, skoro len wybiera noce w innym, aniżeli małżeńskie, łożu.
Busku to nie piewszyzna i dzieje płomiennych romansów miejscowych VIP-ów znane są ze szczegółami i szeroko komentowane. Niewiele ponad rok temu miejscowa Temida rozstrzygnęła wyjątkowo bulwersującą sprawę najścia na mieszkanie prawowitej małżonki przez kochankę. Ta, w miłosnym szale uniesień, tak bardzo dotkliwie pobiła połowicę innego prominenta, że finał najścia musiał się znaleźć w sądzie. Zapadł nawet wyrok skazujący konkubinę ale... sam konkubinat ocalał.
Historia Buska zna także męskie rękoczyny, których powodem stawały się wdzięki pięknych urzędniczek urzędów publicznych. Żeby było weselej, do rękoczynów dochodziło także w miejscach publicznych, jak najbardziej. Niech więc nikt już więcej nie opowiada, że urzędnicy to ludzie bez serc.
(imi)
źródło: Słowo |
|
|