W rocznicę "Godziny W", spotkanie z "Kamą" 2002-08-05 17:01:43
1 sierpnia 2002 r., w świetlicy sanatorium "Włókniarz" w Busku Zdroju zebrali się licznie kuracjusze, aby spotkać się z uczestniczką powstania warszawskiego. Kuracjuszy powitał pracownik KO Grzegorz Matyja i przedstawił prelegentkę - red. Marię Stypułkowską-Chojecką.
Przypomniałem sobie, że z panią Marią spotkałem się w styczniu 1994 r. w sanatorium "Świt" w Solcu Zdroju, a to z okazji 50 rocznicy zamachu na dowódcę SS i policji hitlerowskiej w Warszawie gen. Franza Kutschery. Wówczas - 1 lutego 1944 r. pani Maria używająca pseudonimu "Kama" nie miała jeszcze 18 lat, a do AK wstąpiła dwa lata wcześniej, podając celowo fałszywą datę urodzenia oraz skłamała, że jest już po maturze. Chęć walki z okupantem była tak silna, że zmusiła "Kamę" do jednorazowego złamania zasady harcerskiej prawdomówności. W latach 1942-1943 dh. "Kama" uczęszczała na kurs w tajnej podchorążówce AK, którą ukończyła w stopniu podchorążego.
Zebrani w świetlicy "Włókniarza", wysłuchali opowiadań pani "Kamy" o harcerskim batalionie "Parasol". Początkowo nazywał się on "Agat" - czyli "anty gestapo", później "Pegaz" - "przeciw gestapo", a w końcu "Parasol" i był on harcerskim pododdziałem Kedywu AK. "Parasol" w okresie od lipca 1943 r. do lipca 1944 r. brał udział w 13 akcjach bojowych.
W czasie powstania warszawskiego, "Kama" jako sanitariuszka - łączniczka, walczyła na szlaku: Wola, przez ruiny getta, na Starym Mieście, kanałami przedzierała się z powstańcami na Śródmieście, następnie Czerniaków i znów kanałami od Śródmieścia. Słuchając opowiadań harcerki - sanitariuszki AK przypomniały mi się słowa piosenki:
"Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,
bronią ich chłopcy od "Parasola",
choć na "tygrysy" mają visy,
to warszawiaki, fajne chłopaki są.
Czuwaj wiaro i wytężaj słuch...
Każdy chłopak chce być ranny,
sanitariuszki - morowe panny
i gdy cię kula trafi jaka,
poprosisz pannę - da ci buziaka - hej."
Po kapitulacji powstania, "Kama" wyszła z Warszawy razem z cywilami. O godzinie 17.00, czyli w rocznicę "Godziny W" - wybuchu powstania, wszyscy zebrani w świetlicy "Włókniarza" wstali z miejsc i minutą ciszy uczcili pamięć tych, którzy oddali swe życie dla Ojczyzny. Stojąc w milczeniu, przypomniałem sobie motto z "Kamieni na szaniec" druha Aleksandra Kamińskiego - "Kamyka":
"Niech żywi nie tracą nadziei.
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga
rzucane na szaniec."

Po wysłuchaniu ciekawej prelekcji, a była to cząstka historii, którą opowiadała uczestniczka walk o wolną Polskę, zebrani gorąco podziękowali i odśpiewali na cześć - "legendarnej Kamy" - "Sto lat". Posypały się pytania kierowane do "Kamy", a pierwsze zadała pani Grażyna Barszczewska. Kuracjusze słysząc jej nazwisko - powitali ją brawami. Warto dodać, że pani red. Maria Stypułkowska-Chojecka ps. "Kama" jest kapitanem rezerwy WP, odznaczona krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych, krzyżem kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i wieloma innymi odznaczeniami. Szkoda, że pani "Kama" przyjechała na kurację w Busku Zdroju w okresie wakacji i jej wspomnień nie usłyszała młodzież z buskich szkół. Ale miejmy nadzieję, że pani "Kama" jeszcze nie raz odwiedzi Busko Zdrój.
Leszek Marciniec
źródło: Tygodnik Ponidzia
zdjęcia: Grzegorz Matyja |
|
|