W niedzielę, punktualnie o godzinie 14 nie kto inny, a sam Koziołek Matołek otworzył kukurydziany labirynt w Kurozwękach pod Staszowem. Jest to jedyna taka atrakcja w województwie świętokrzyskim.
Pomimo padającego z przerwami deszczu, otoczenie kurozwęckiego pałacu Marcina Popiela nie świeciło pustkami. Wszędzie spacerowali zadowoleni turyści. O zaparkowaniu samochodu przed bramą nie było już mowy.

W progu labiryntu do butów wlewała się woda. Tuż przed przecięciem wstęgi, znowu porządnie pokropiło. Błoto po kostki nie przeszkodziło w zwiedzeniu krętych ścieżek rodzinom Kucharskich i Gruszczyńskich ze Szczercowa w województwie łódzkim.
- Przyjechaliśmy na weekend do województwa świętokrzyskiego, spaliśmy w schronisku w Bodzentynie. O labiryncie w Kurozwękach powiedział nam znajomy, który był tu w ubiegłym roku – mówi przedstawicielka rodziny. – Dzieci od samego początku nie dawały nam żyć, ciągle mówiły, jedźmy do labiryntu.
W tym roku labirynty są dwa: mały i duży, wszystkie na łącznej powierzchni czterech hektarów (przed dwoma laty labirynt zajmował półtora hektara). Ścieżki w polu dwumetrowych łodyg kukurydzy wytyczono na planie postaci Koziołka Matołka - logo Europejskiego Centrum Bajki, powstającego w Pacanowie, w powiecie buskim. Tylko w ubiegłym roku labirynt w Kurozwękach odwiedziło 11 tysięcy osób. W ten sposób Centrum Bajki chce się promować. Turyści w Kurozwękach usłyszą o pacanowskiej atrakcji i na odwrót.
autor: Michał Leszczyński
echodnia.eu