Waldemar Szymański, zastępca szefa kazimierskiej policji, stracił posadę po tym jak "zaopiekował się” starostą Janem Nowakiem.
"Echo Dnia” dysponuje nagraniem kilkudziesięciu rozmów, z których wynika niezbicie, że zastępca komendanta kazimierskiej policji utrudniał zbadanie starosty na obecność alkoholu.

Waldemar Szymański, zastępca szefa kazimierskiej policji, stracił posadę
po tym jak "zaopiekował się” starostą Janem Nowakiem.
Posunął się nawet do tego, że policjantów, którzy zatrzymali samorządowca i mieli go zabrać na pobranie krwi, wyrzucił z gabinetu!
To, co w Komendzie Powiatowej Policji w Kazimierzy Wielkiej działo się po zatrzymaniu w niedzielny wieczór starosty kazimierskiego (podejrzewanego o jazdę po alkoholu), przyprawia o zawrót głowy.

Jan Nowak starosta kazimierski, prawie trzy godziny spędził w gabinecie Waldemara Szymańskiego, zastępcy komendanta policji w tym powiecie.
Wiceszef tamtejszej policji Waldemar Szymański koniecznie chciał przejąć sprawę. Z nagranych rozmów wynika, że z włodarzem powiatu obchodził się jak z jajkiem, goszcząc go w gabinecie i nie dopuszczając do niego policjantów, którzy go zatrzymali i mieli zabrać na badania krwi (na obecność alkoholu w organizmie). Nawet po tym, jak dyżurny z Komendy Wojewódzkiej Policji przekazał polecenie szefa świętokrzyskiej policji Mirosława Schosslera, by funkcjonariusze wykonali to, komisarz Szymański nie ustąpił.
- Czy panowie mówiliście, że jest polecenie? - pytał funkcjonariuszy z drogówki dyżurny Komendy Wojewódzkiej Policji.
- Tak, byliśmy u komendanta (Szymańskiego - przyp. red.) - odpowiedzieli.
- I co powiedział?
- Że "proszę wyjść z gabinetu, bo to jest mój gabinet i to ja zapraszam tam gości, których ja uważam”. Więc my nie byliśmy tymi gośćmi. No i siedzi tam z tym panem, którego podejrzewamy (starostą - przyp. red), w tym gabinecie - tłumaczyli policjanci z drogówki.
Ostatecznie dopiero o godzinie 21.30, a więc prawie trzy godziny od chwili zatrzymania, gdy do komendy w Kazimierzy dojechał szef świętokrzyskiej drogówki, staroście pobrano krew.
Pełny zapis niektórych rozmów między policjantami
Rozmowa1
Policjant z Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach, szef funkcjonariuszy, którzy zatrzymali starostę kazimierskiego rozmawia z oficerem dyżurnym Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach. (oryginalny zapis):
Policjant: Trafili moi klienci jakiegoś starostę czy jakiegoś z Kazimierzy Wielkiej i słuchaj w tym jest problem. Trafili go, odmówił badania na alkosensorze ten dżentelmen. Dzwonił do mnie zastępca komendanta z Kazimierzy i on chciałby to przejąć że tak powiem w sensie… nie wiem, czy dupę mu chce chronić, czy coś. No i słuchaj, powiedz mi, bo się nie mogę dodzwonić do mojego naczelnika, bo komendant tamten chce przejąć tamtą sprawę i poddać go badaniu, wszystkie ten, tylko teraz pytanie jest czy moi policjanci powinni być obecni przy tych czynnościach, które podjęli i je rozpoczęli czy nie. On się nie poddał badaniu (…). Oni twierdzą, że jest trafiony, że czuć woń alkoholu i nie jest dokonane badanie. Tamten twierdzi, że on to wykona, jak najbardziej tak wszystko w jednostce, no i by chciał przejąć te dokumenty, no bo on tam o bezpieczeństwo i tak dalej dba. Moim zdaniem to jest, że powinni oni być obecni przy tych czynnościach.
Rozmowa2
Policjant Ruchu Drogowego:
Jeszcze przed badaniem (starosty - przyp. red.) zostaliśmy wyproszeni z gabinetu komendanta (Szymańskiego - przyp.red). No wszystko w tym temacie. Nie zostało zrobione do tej pory nic. Utrudniają tak jak utrudniali przeprowadzanie czynności.
Dyżurny KWP: - Wiedział, że powinno być badanie zrobione. (…) Byliście u niego i wyprosił was z gabinetu?
Policjant: - Tak. No dokładnie. No i siedzi tam (starosta - przyp. red) z panem komendantem w gabinecie.
Więcej w czwartkowym wydaniu papierowym Echa Dnia
Sylwia Bławat
źródło: