Ważą się losy domu dziecka w Winiarach
2008-10-15 19:01:56

Ważą się losy domu dziecka w Winiarach. Starosta buski ma 30 dni, aby przedstawić wojewodzie, co zamierza zrobić, żeby poprawić złą sytuację w placówce. Jeśli plan się nie spodoba, zarząd powiatu straci zezwolenie na prowadzenie domu dziecka.


- To byłaby ostateczność, ale sytuacja w placówce jest poważna. Według nas proces wychowawczy jest zakłócony, a dzieci są najważniejsze. Dlatego dajemy czas staroście, aby przedstawił nam, jak zamierza rozwiązać te problemy. Bo to starosta jest władny podejmować w placówce wszelkie decyzje kadrowe i organizacyjne - uzasadnia Renata Segiecińska, wicedyrektorka wydziału polityki społecznej Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Pismo do starosty już zostało wysłane, który ma 30 dni na odpowiedź. - Jeśli nie będzie dla nas satysfakcjonująca, nie wykluczamy uchylenia decyzji zezwalającej na funkcjonowanie placówki - mówi dyrektorka Segiecińska.

Gdyby taki scenariusz się sprawdził, starosta będzie musiał wyznaczyć wykonawcę zastępczego, a potem dom dziecka przejmie organizacja niepubliczna, np. kościół czy stowarzyszenie.

Takie kroki to efekt niezapowiedzianej kontroli, jaką służby wojewody przeprowadziły w domu dziecka w Winiarach i nadzorującym go buskim Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Sygnałem była publikacja "Gazety". Na początku września napisaliśmy, że dyrektorka domu dziecka jest oskarżana o to, że nie powiadomiła organów ścigania o kilkunastu przestępstwach, jakie popełnili jej podopieczni. Okazało się też, że w ostatnich miesiącach policja jest tam częstym gościem. Wychowankowie mają na swoim koncie kradzieże, włamania, picie alkoholu, wagary, a nawet pobicie wychowawcy.

Kontrolerzy wojewody sprawdzali ostatni rok pracy domu dziecka i PCPR. Zastrzeżeń mieli sporo. Np., że nie jest realizowany program naprawczy, który zarówno PCPR i placówka same przyjęły. Zgodnie z nim do końca 2008 roku z 60 do 40 miała się zmniejszyć liczba dzieci, a tymczasem w ciągu roku przyjęto 10 nowych wychowanków. W tym kilkoro "trudnych" dzieci ze Śląska, które miały na swoim koncie czyny karalne.

Kolejnym zarzutem jest brak psychologa w domu dziecka. PCPR wprawdzie udostępnił kilka razy swoich fachowców, ale dzieci dowożone są na wizyty do Buska. - Psycholog powinien być na miejscu, można było oddelegować taką osobę do Winiar. Wtedy zupełnie inaczej rozmawia się z dzieckiem - uważają kontrolerzy. Ich zdaniem cała współpraca PCPR z domem dziecka nie jest satysfakcjonująca.

W zaleceniach pokontrolnych znalazło się m.in. niezwłoczne opracowanie z dyrekcją domu dziecka planu przeciwdziałania i zwalczania przemocy i agresji wśród wychowanków.

Starosta buski Jerzy Kolarz twierdzi, że większość zaleceń pokontrolnych już od dawna jest realizowana. - Bardzo trudno jest znaleźć psychologa, nawet ostatnio zrezygnował jeden z tych pracujących w PCPR. Owszem, przyjmowaliśmy nowe dzieci, ale to dlatego, że część wychowanków odejdzie, bo będą pełnoletni. Dziś mamy 45 dzieci, a od 1 stycznia 2009 będzie ich 40 - tłumaczy starosta.

Podkreśla, że takie kłopoty, jak Winiary, ma wiele innych domów dziecka. - U nas problem zaczął się dopiero, kiedy przyjęliśmy kilkoro dzieci ze Śląska, które miały konflikt z prawem. One powinny trafić do ośrodków wychowawczych i teraz je tam kierujemy. Mimo że są ogromne trudności z wolnymi miejscami w tych ośrodkach, to w ciągu ostatnich dwóch tygodni udało nam się znaleźć dwa. Trafią tam najwięksi prowodyrzy i myślę, że to bardzo poprawi atmosferę w Winiarach. Zanim te dzieci do nas trafiły nie mieliśmy żadnych informacji, że mają taką przeszłość - mówi.

Uspokaja, że nie dojdzie do zmiany organu prowadzącego placówkę. - Mamy 30 dni na odpowiedź do urzędu wojewódzkiego, postaramy się podjąć takie działania, aby placówka funkcjonowała prawidłowo - stwierdza.

Agnieszka Drabikowska

źródło:Gazeta




https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=4508