Policja w całym kraju od ponad miesiąca poszukuje groźnego pedofila i zabójcy. Wczoraj sąd zezwolił na publikację jego danych i wizerunku.

60-letni Stanisław Stańczyk 8 września uciekł ze szpitala psychiatrycznego w Radomiu. To groźny przestępca. W latach 70. był skazany przez warszawski sąd za morderstwo sześcioletniej dziewczynki i gwałty dokonane na dzieciach. Dzięki amnestii wyszedł po kilkunastu latach. Potem za gwałty na dzieciach skazał go także kielecki sąd. Tym razem odsiedział 10 lat. Wyszedł w 2006 roku i znów zaatakował. Dwa lata temu w Bliżynie koło Skarżyska uprowadził spod szkoły 11-letnią dziewczynkę. Zaciągnął ją do lasu i próbował molestować seksualnie. Sytuację zauważył przypadkowy świadek, spłoszony sprawca uciekł. Kilka tygodni później został zatrzymany w Żywcu, decyzją sądu w Skarżysku w czerwcu tego roku został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym w Radomiu na oddziale zamkniętym. I stamtąd uciekł.
- Popełniając przestępstwo w Bliżynie, mężczyzna działał w stanie całkowitej niepoczytalności. Biorąc pod uwagę także czyny, za które został skazany, istnieje niebezpieczeństwo, że może dopuścić się podobnych - podkreśla Magdalena Michalewicz, przewodnicząca wydziału II karnego Sądu Rejonowego w Skarżysku. List gończy wystawiono za Stanisławem Stańczykiem już 10 września, wczoraj sąd wyraził zgodę na publikację jego danych i wizerunku. - Dotychczasowe poszukiwania nie przyniosły rezultatu, a w liście gończym ja nie mam możliwości podać informacji ostrzegawczych - uzasadnia sędzia Michalewicz.
Poszukiwaniami Stańczyka zajmuje się sekcja poszukiwawcza w wydziale kryminalnym V komendy rejonowej w Warszawie. Czy policjanci nie powinni wcześniej ostrzec, szczególnie rodziców, że taka osoba przebywa na wolności? - Pierwszy etap poszukiwań to zwykle działania operacyjne. Podanie natychmiast publicznego komunikatu mogłoby w pewnym sensie utrudnić poszukiwania: przestraszyć, spłoszyć sprawcę - tłumaczy Marcin Szyndler, rzecznik komendy stołecznej policji.
Tłumaczy, że ponieważ pierwszy etap nie dał efektów, policja wystąpiła do sądu o zgodę na upublicznienie danych Stańczyka. Szyndler dodaje także, że natychmiastowe komunikaty ostrzegawcze podaje się zwykle tylko w sytuacjach zagrożenia, kiedy np. ucieka uzbrojony bandyta. Niepoczytalny pedofil skazany za gwałty i zabójstwo dziecka nie jest takim zagrożeniem? - Tak naprawdę ani ja, ani pani nie znamy tej sprawy tak dokładnie jak policjanci, którzy się nią zajmują. Oni mają ogromne doświadczenie, to profesjonaliści. A proces poszukiwawczy zawsze dobiera się indywidualnie - podkreśla Szyndler.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
źródło: