Pozostało nas już tylko trzech
2004-04-09 13:13:09

Zaczynaliśmy kolarską przygodę w roku 1953 XX wieku. Stanisław Szymański, Stefan Kowalczyk, Bronisław Kucybała i nieżyjący najsławniejszy z kolarzy Ponidzia, zawodnik, trener, wychowawca młodych kadr rowerowego ścigania Andrzej Imosa – mówi nestor kolarstwa z naszego terenu Stefan Kowalczyk. Dziś, kiedy mając już swoje lata siadamy na rowery nadal trenując, wielu stuka się w głowę obserwując nasze poczynania.

Czasami słyszy się – wariaci, zamiast iść na sportową emeryturę, nadal uganiają się po szosie jak młodzieniaszki. Rzeczywiście jest to w pewnym stopniu wariactwo, ale kto choć raz poczuł prawdziwą miłość, ten wie, że trudno się od niej uwolnić. A taką właśnie pierwszą, jedyną miłością (oczywiście poza naszymi żonami, chociaż czasami spychało się je na drugi plan), stało się dla nas kolarstwo.



W początku lat 50-tych ubiegłego stulecia jak grzyby po deszczu powstawały Ludowe Zespoły Sportowe. Kolarstwo w LZS-as było jedną z wiodących dyscyplin. Na Ponidziu pierwsze wyścigi rozgrywano w Kazimierzy Wielkiej, Pińczowie, Busku Zdroju, zawodnicy wówczas (wówczas było ich bardzo dużo) jeździli na rowerach marki "Bałtyk", dobrych ale jak to po wojnie jeszcze nie dopasowanych do potrzeb wyczynowego sportu. Ale były i pierwsze ścigania na szosach naszego terenu przyciągały tłumy. Popularność kolarstwa w Polsce spowodował, że fabryka rowerów w Bydgoszczy wypuściła na rynek już w miarę profesjonalny sprzęt – rowery wyścigowe z przerzutkami marki "Huragan", sprzęt na którym jeździliśmy aż do roku 1970. Kiedy pokazały się w początku lat 70-tych sławne już "Jaguary" – marzeniem było wsiąść i pojechać na wyścig właśnie tym modelem. I my wyrzekając się wielu przyjemności, kosztem wielu pilnych wydatków – takie rowery mieliśmy. Na tych rowerach jeździli kolarze w Wyścigu Pokoju i okazały się udanymi dla profesjonalistów. Obecnie , kiedy na kolarskich trasach dominują grupy zawodowe, sprzęt kosztuje już nie kilka tysięcy, cena markowego, wysoce profesjonalnego roweru wyścigowego to kwota sięgająca nawet 300 tysięcy złotych.


Po roku 1980 fascynacja kolarstwem powoli mijała ustępując miejsca piłce nożnej, dyscyplinie widowiskowej, przyciągającej wiele więcej publiczności w jednym miejscu, tańszej w uprawianiu masowym. Zresztą era motoryzacja wypychała powoli rower jako środek lokomocji, narzędzie pracy, współczesny świat przyspieszył bieg, ludzie nie wiadomo dlaczego zaczęli się gdzieś bardzo śpieszyć, na nic nie mając czasu. Samochód zawładnął codziennym życiem ludzi i dopiero alarmujące apele lekarzy o stanie zdrowotności społeczeństw przypomniały o istnieniu tak prostego sposoby na utrzymanie w komforcie zdrowia i kondycji – jazda rowerem – lekarstwo na stres, relaks i kondycja zdrowotna.

Dziś z grupy twórców kolarstwa amatorskiego na Ponidziu w połowie XX wieku pozostaliśmy w trójkę, wierni naszej dozgonnej miłości do tej dyscypliny, nadal sprawni, zdrowi i pełni optymizmu. Nadal siadamy na nasz sprzęt, może czasem dla wielu zabytkowy (w porównaniu z współcześnie oferowanym sprzętem kolarskim) ale sprawny i niezawodny. Uczestniczymy w wyścigach, zajmujemy różne w nich pozycje – ale jeździmy dla siebie, dla naszych nadal aktualnych młodzieńczych marzeń i naszej nieprzemijającej miłości do kolarstwa. Takiej pasji, oddania wybranej dziedzinie sportu życzymy naszym następcom, ludziom młodym, wśród których jest wiele wartościowych talentów.

Refleksji na trasie kolarskiego treningu nestora ponidziańskich kolarzy Stefana Kowalczyka z Buska Zdroju – wysłuchał jadąc wraz z nim Robert Gwóźdź.


https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=450