W Kocinie niedaleko Opatowca ma stanąć pomnik poświęcony pamięci lotników alianckich, którzy zginęli tu podczas II wojny światowej.
Działo się to 16 października 1944 roku. Po zestrzeleniu przez Niemców brytyjskiego bombowca liberator śmierć poniosło sześciu żołnierzy.
64 lata później w Urzędzie Gminy w Opatowcu odbyło się spotkanie inaugurujące działalność komitetu organizacyjnego budowy pomnika.
Wójt Opatowca Henryk Barański (w środku) prowadził spotkanie komitetu budowy pomnika w Kocinie. (A. Ligiecki)
Z KRAKOWA I ONTARIO
W zebraniu, które prowadził wójt Henryk Barański, wziął udział Jacek Janiec – syn dowódcy placówki Armii Krajowej w Kocinie, mieszkający dziś w Krakowie, wraz z siostrą Urszulą Janiec-Frąckowiak. Przybyli też Ryszard Ruta, świadek wydarzeń z 1944 roku, mieszkaniec Krakowa i Ontario, oraz działacze samorządowi: Tadeusz Nur z Kociny, Jarosław Kociński, Stanisław Jarkiewicz i Marian Gruszka z Krzczonowa. Ze względów osobistych nie mógł przyjechać Stanisław Widłak z Gliwic. W skład komitetu weszli Tomasz Paluch, dyrektor Szkoły Podstawowej w Krzczonowie, Andrzej Tułak i dyrektor firmy Polan Jerzy Nowakowski. Funkcję rzecznika prasowego objął Krzysztof Nurkowski, historyk z Gimnazjum imienia Armii Krajowej w Cieszkowach, zajmujący się tematyką tragicznego lotu.
To mało znany epizod z historii II wojny światowej. 16 października 1944 roku aliancki samolot z siedmioosobową załogą rozbił się na polach w okolicach wsi Kocina.
– Pierwotnie myślałem, za wypowiedzią Bohdana Thugutta, oficera Armii Krajowej, którego znałem osobiście, że samolot leciał na pomoc powstańcom warszawskim. Najnowsze badania wykazują jednak, że było inaczej. To miał być zrzut broni dla placówki AK w rejonie Końskich – mówi Krzysztof Nurkowski.
NOCNY LOT
Co więc udało się ustalić historykom? Czterosilnikowy liberator B24J, z załogą 34 Dywizjonu Bombowego SAAF (Południowoafrykańskich Sił Powietrznych), wystartował z lotniska we włoskim Brindisi. Ciężki bombowiec, używany do niszczenia fabryk na terenie III Rzeszy, tym razem miał inne zadanie.
Czekał go nocny, 12-godzinny lot do Polski. Bez osłony myśliwców, gdyż Rosjanie nie zgodzili się na międzylądowanie na zajętych przez nich terenach. Przelot nad Węgrami przebiegał spokojnie, lecz w pobliżu Krakowa liberator trafił na niemieckiego messerschmita. Naładowana paliwem maszyna nie miała szans w starciu z szybkim myśliwcem. Bombowiec rozbił się na polach w Kocinie.
– Nazajutrz wraz z mieszkańcami poszliśmy obejrzeć szczątki samolotu rozrzucone po polu. Dookoła stali Niemcy z pistoletami maszynowymi, ale nie strzelali. Widać było resztki materiałów, chyba ze spadochronów – wspomina ośmioletnia wtedy mieszkanka Kociny, Maria Kwiecień.
Z siedmioosobowej załogi bombowca uratował się tylko strzelec pokładowy, 24-letni Roland Pither, Anglik pochodzący z Birmingham. Pozostałych pochowali Niemcy w miejscu katastrofy. Po wojnie ciała ekshumowano i pogrzebano na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
KONTAKT Z RODZINĄ
Rannego Anglika odnalazła rodzina Widłaków z Kociny, doprowadziła do dowódcy placówki Armii Krajowej, Mieczysława Jańca (pseudonim „Lot”). Przez dwa tygodnie opatrywała go sanitariuszka, która przyjeżdżała z pobliskiego majątku w Kamiennej. Potem Roland Pither został przewieziony do majątku Gawrońskich w Rachwałowicach koło Koszyc. W 1945 roku, po ogłoszeniu dekretu o reformie rolnej, Gawrońscy opuścili swoje dobra i przenieśli się do Krakowa. Uratowany lotnik pojechał z nimi. Później zgłosił się do punktu dla żołnierzy alianckich i – przez Odessę, Kair – dotarł do Londynu. Po wojnie był nauczycielem w college’u niedaleko Brighton. Zmarł we wrześniu 2004 roku.
Synowie gospodarzy z Kociny, Stanisław Widłak i Jacek Janiec, chcą by stanął obelisk poświęcony pamięci mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Stanisław Widłak przez kilka lat próbował odnaleźć rodzinę uratowanego pilota. Dzięki jego staraniom, w maju 2008 roku przyjechali do Polski młodszy syn Rolanda Pithera oraz jego córka. Odwiedzili krakowskie Muzeum Armii Krajowej i cmentarz z grobami załogi liberatora. Być może przyjadą ponownie na Ponidzie, do miejsca bohaterskiej śmierci lotników.
Adam Ligiecki
źródło: 