- Rodzice ponoszą moralną odpowiedzialność za to, co się stało - mówił sędzia, ogłaszając wyrok na dwóch nastoletnich braci spod Krasocina.
Sąd odtworzył przebieg tego tragicznego wieczoru sylwestrowego na przełomie 2006 i 2007 roku. Oskarżeni bracia, wówczas 15 i 17-letni, bawili się na prywatce w domu kolegów. Dorosłych nie było. Po północy na prywatce pojawił się 33-letni Robert. - Między jego rodziną, a ojcem nastolatków był od jakiegoś czasu konflikt o kwestie majątkowe - relacjonował sędzia Marcin Chałoński.
Młodszego z braci sąd skazał na osiem lat więzienia. (A. Piekarski)
BÓJKA I ŚMIERĆ
Według ustaleń sądu, zaczęło się od bójki między nieproszonym gościem a starszym z braci. Później miał dołączyć młodszy. 33-latek w końcu stracił przytomność.
- Ale na tym się nie skończyło - kontynuował sędzia. - Młodszy z braci poprosił syna gospodarzy domu, aby pobiegł po jego ojca. I ojciec przyszedł. Wyprowadzili 33-latka na podwórko, rzucili na ziemię.
Tu 15-latek miał dalej znęcać się nad ofiarą: bić, kopać, dwukrotnie rzucić betonowymi bloczkami w głowę leżącego mężczyzny. - Paradoksalnie śmierć pokrzywdzonego nie nastąpiła z tego powodu. Biegli ustalili, że udusił się, bo nie mógł nabrać powietrza - mówił sędzia.
Po wszystkim starszy z braci i ojciec mieli wynieść ciało 33-latka z podwórka i porzucić w przydrożnym rowie. Rano zwłoki mężczyzny odnalazła jego matka.
WYSTARCZYŁO ZŁAPAĆ ZA RĘKĘ?
Choć młodszy z braci w chwili zdarzenia był nieletni, to jednak sądzono go jak dorosłego. Sąd podkreślił, że chłopak nie chciał zabić, ale mógł przewidzieć, że ofiara umrze. - Ze względu na młody wiek, warunki, w jakich się wychowywał, sąd wymierzył mu najniższą z kar możliwych za zabójstwo - uzasadniał sędzia wyrok 8 lat więzienia dla młodszego z braci.
Starszy brat został skazany na rok i cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na pięć lat - za pobicie i nieudzielanie pomocy ofierze. Półtora roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat to kara dla ojca obu nastolatków - także za to, że nie udzielił pomocy bitemu. Sędzia podkreślił, że moralną odpowiedzialność za to, co się stało, ponoszą rodzice braci.
- Zachowanie młodszego odbywało się na oczach ojca. Wystarczyło krzyknąć, złapać chłopaka za rękę… - dodał sędzia Chałoński.
Monika Wojniak
źródło: 