W Busku pozbawili niepełnosprawnego mieszkania. Jego sąsiedzi stawiają zarzuty opiekunce prawnej i mówią, że będą walczyć o sprawiedliwość.
- To straszne, że można w ten sposób usunąć człowieka z mieszkania - oburzają się mieszkańcy bloku przy ulicy Mickiewicza w Busku-Zdroju. - Opiekunka prawna powiedziała naszemu sąsiadowi, że jedzie na wczasy, a wywiozła go do Domu Pomocy w Gnojnie. Jego majątek zniknął.
Z bloku usytuowanego tuż koło Urzędu Miasta i Gminy w Busku wyszli na dwór wszyscy mieszkańcy, zdenerwowani i oburzeni opowiadają o tym, co spotkało ich dobrego sąsiada. - To, co się zdarzyło, wprost nie mieści się w głowie - krzyczą Aleksander Palmowski, Bogumiła Kwiatkowska, Sławomir Leszczyński, Zofia Wróbel i pozostali lokatorzy. - Naszego długoletniego sąsiada, 44-letniego Grzegorza Legudzińskiego, który ma problemy ze zdrowiem, cierpi na przykurcze w nogach i jąka się, znamy od dziecka i nie spodziewaliśmy, że ktoś go tak potraktuje. Opiekunka prawna, która sama zgłosiła się do sprawowania opieki nad nim dwa lata temu, potrafiła powiedzieć mu, że wyjeżdża na wczasy, a tymczasem trzy tygodnie temu wywiozła go do placówki. Wcześniej ubezwłasnowolniła go, nie mieliśmy o tym pojęcia. Mężczyzna był samotny, jego rodzice zmarli dziesięć lat temu. Gdy tylko został zabrany, natychmiast w jednym dniu go wymeldowano. Jego trzypokojowe mieszkanie komunalne zajęli inni lokatorzy, którzy już robią w nim remont. Co ciekawe, w tym roku, tego typu mieszkanie warte co najmniej 90 tysięcy złotych można nabyć już za 9 tysięcy, nawet chcieliśmy się złożyć, żeby pomóc mu je wykupić. Słyszeliśmy, że ci nowi mieszkańcy mają powiązania z opiekunką, musiała odnieść jakieś korzyści z tego tytułu, że usunęła lokatora z atrakcyjnego mieszkania. Nie wiadomo gdzie podziały się jego meble, telewizor, pralka, rodzice przed śmiercią wyposażyli go we wszystko.
Kolejni sąsiedzi przedstawiają następne zarzuty pod adresem opiekunki. - Zabierała Grzesiowi wszystkie pieniądze, a były one niemałe, 1400 złotych renty plus 100 złotych zasiłku - wyliczają. - Nie miał ani złotówki na własne wydatki. Nieraz prosił się, żeby mu dać złotówkę na bułkę z jagodami. Nie rozumiemy też, kto zgodził się na to, aby ta pani opiekowała się osobą niepełnosprawną, skoro sama miała ciężko chorego syna. Jej opieka polegała jedynie na tym, że czasami kupowała mu pomidory i pasztetową, i zostawiała na dole przed blokiem. Sam sobie sprzątał, prał, na obiady chodził do opieki, a w weekendy jadł na plebanii, codziennie uczestniczył też w terapii zajęciowej i tam właśnie natknął się na kobietę, która zadeklarowała się, że zostanie jego opiekunką. Mógł spokojnie tu żyć dalej, w przyjaznym mu środowisku, jeśli ktoś chciał mu pomóc, to jedynie można mu było załatwić mniejsze mieszkanie na parterze i o to jako sąsiedzi chcieliśmy się w przyszłości starać. Był człowiekiem samodzielnym. Chodził do kościoła, do sklepu, do znajomych. To złota rączka, potrafił jeszcze innym pomóc.
- Ale ta opiekunka nikogo do niego nie dopuszczała - podkreślają Bogumiła Kwiatkowska i Krystyna Obarzanek. - Jak kiedyś chciała zamieszkać z nim nasza sąsiadka, żeby jeszcze bardziej mu pomagać na co dzień, to opiekunka nawet nie chciała o tym słyszeć. Konsekwentnie realizowała swój plan, żeby go ograbiać z pieniędzy i pozbawić lokalu mieszkalnego.
Faktycznie w mieszkaniu niepełnosprawnego położonym w bardzo atrakcyjnym miejscu w Busku-Zdroju remont idzie pełną parą. Nowi lokatorzy nie są skłonni do rozmowy. - Nie będziemy niczego komentować, skąd się tu wzięliśmy, proszę o to pytać w urzędach, my jesteśmy zajęci remontem - odpowiada niezadowolony z przepytywania mężczyzna.

OSZUKANO MNIE
Tymczasem wystraszonego i zagubionego Grzegorza Legudzińskiego zastajemy w Domu Pomocy Społecznej w Gnojnie. Przyznaje, że został oszukany i wywieziony tu podstępem. - Opiekunka powiedziała mi, że jadę na wczasy, zrobiłem pranie, spakowałem swoje rzeczy i nagle znalazłem się w dziwnym miejscu - opowiada. - Powiedziano mi, że jestem w Domu Pomocy, to był szok. Nikt mnie o tym nie uprzedził. Bardzo chciałbym wrócić do dawnego mieszkania i sąsiadów, miejsca, które dobrze znam.
Grzegorz dodaje, że nie ma pojęcia, co się stało z wyposażeniem jego mieszkania. - Tak nie postępuje się z człowiekiem, jakbym był śmieciem - uważa. - Można było mnie zapytać, czy chciałbym tu zamieszkać.
Tego samego zdania jest Stanisław Koziol, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Gnojnie. - Ja jedynie wykonałem decyzję Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Busku - tłumaczy. - Uważam, że nasza placówka to dobre miejsce dla tego pana, bo jest samotny, z każdym rokiem może czuć się gorzej, ma trudności z chodzeniem, ale można to było załatwić w inny sposób. Uprzedzić go, spytać, czy się zgadza na przeprowadzkę, wcześniej pokazać dom.
Inną opinię ma w tej sprawie opiekunka. Udaje nam się z nią porozmawiać na warsztatach terapii zajęciowej, gdzie przebywa razem ze swoim 33-letnim synem. - Teraz jestem zajęta, karmię moje niepełnosprawne dziecko, chore na porażenie mózgowe, proszę poczekać 10 minut - mówi Maria Kolarz, opiekunka prawna Grzegorza Legudzińskiego.
Po tym czasie wyjaśnia, że nie czuje się niczemu winna, bo bardzo dobrze wywiązała się ze swoich obowiązków. - Umieściłam mojego podopiecznego w placówce dla jego dobra - tłumaczy. - Ciężko mu było żyć samemu, mieszkać na trzecim piętrze, borykać się z losem. Na pytanie, dlaczego go okłamała mówiąc mu, że wyjeżdża jedynie na wczasy, nie odpowiada. A potem dodaje cicho: - Tak jakoś wyszło, ale to przesada - mówi. I dopowiada, że z tego, jak korzystała z jego pieniędzy, rozliczała się w sądzie przed panią kurator raz na pół roku. - Ale z tymi nowymi lokatorami, którzy mieszkają po Grzegorzu, nie mam żadnych powiązań - usprawiedliwia się. - On teraz został bez mieszkania, ale po co mu, skoro ma Dom Opieki. Jego rzeczy zostały zabezpieczone w zakładzie komunalnym. Ja sama zrezygnowałam już z roli jego opiekuna prawnego, bo nie mam na to siły.
WSZYSTKO ZGODNIE Z PRAWEM
Jak mogło dojść do tak skandalicznej sytuacji? Odpowiedzi szukaliśmy u osób za to odpowiedzialnych. Andrzej Smulczyński, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, wyjaśnia, że on jedynie wykonał decyzję sądu i gminnego ośrodka pomocy o umieszczeniu tego człowieka w Domu Pomocy. Nie mógł jej nie zrealizować, skoro były wolne miejsca w placówce. - Wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, ale nie znam tła tego wydarzenia - mówi.
W Sądzie Rejonowym w Busku poinformowano nas, że przychylono się do wniosku opiekunki prawnej, która uważała, że najlepszym rozwiązaniem dla podopiecznego będzie umieszczenie go w Domu Pomocy Społecznej.
Piotr Wąsowicz, burmistrz Buska-Zdroju, mówi, że jest zaskoczony całą sytuacją i szumem wokół tej sprawy, właśnie wrócił z urlopu i nie zna wszystkich szczegółów. - Nie mogę brać odpowiedzialności za to, co opiekunka powiedziała temu podopiecznemu o wczasach, bo mnie przy tym nie było - mówi. - Nie wiem też, co się stało z wyposażeniem tego mieszkania, będziemy to sprawdzać. Podpisałem dokumenty o zamianie mieszkania komunalnego tego pana na inne na parterze, o co występowała do gminy opiekunka. To drugie mieszkanie jest z ubikacją i kuchnią na korytarzu, miał być tam robiony remont. Z drugiej strony ten pan nie miał pieniędzy na remont, a opiekunka wyjaśniała, że tego niepełnosprawnego nie stać na utrzymanie własnego mieszkania. Ostatnio złożyła do nas kolejne pismo, żeby to mieszkanie jednak zwrócić do gminy, bo nie jest już potrzebne. Ono nie zostało przeze mnie podpisane, będziemy się zastanawiać, co z tym wszystkim zrobić, historia jest dość skomplikowana. Dziwi mnie tylko postawa sąsiadów, dlaczego nikt z nich nie chciał być opiekunem prawnym, a teraz mają pretensje.
Sąsiedzi zapowiadają dalszą walkę. - Złożyliśmy skargę do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rzecznika praw obywatelskich, buskiej prokuratury, wojewody świętokrzyskiego, posłów, centrum pomocy rodzinie, burmistrza, poruszymy jeszcze inne instytucje, żeby sprawiedliwość zwyciężyła, a nasz sąsiad odzyskał zabrane mu mieszkanie. Został brutalnie wyrwany ze swojego środowiska - Opiekunka ubiła interes i szybko zrezygnowała z roli opiekuna, to jasne - nie dziwią się Sławomir Leszczyński i Aleksander Palmowski. - To mieszkanie, które fikcyjnie mu przyznano na Górce, jest w bloku, gdzie mieszkają sami degeneraci, o wiele gorsze niż miał - dopowiadają Bogumiła Kwiatkowska, Krystyna Obarzanek i Bożena Leszczyńska. Stał się ofiarą, oszukano go bezlitośnie.
źródło: 