Nie każdy Robin Hood był zbójem - komentarz radnego 2026-01-05 12:23:06
Felieton burmistrza Buska-Zdroju opublikowany w ostatnim numerze 'Magazynu Buskiego' wywołał reakcję wśród części samorządowców. Do zawartych w nim tez dotyczących polityki podatkowej gminy oraz rozumienia sprawiedliwości społecznej odniósł się radny Rady Miejskiej Robert Grabski. Poniżej publikujemy jego stanowisko.
 /zdj. autor Robert Grabski/ "Nie każdy Robin Hood był zbójem"
Huczny koniec roku w Busku-Zdroju za nami. O północy burmistrz Jerzy Szydłowski odśpiewał kanon pop-rockowy „We Are the Champions”. Dzień wcześniej odbyła się XXII sesja Rady Miejskiej, na której poparliśmy - z wieloma uwagami - tegoroczny budżet oraz niestety, bez mojego poparcia, podjęto decyzję o likwidacji szkoły w Siesławicach. Tego samego dnia przeczytałem felieton burmistrza, opublikowany w kwartalniku UMiG „Magazyn Buski” 2/2025. Nie mogę, jako radny, pozostawić go bez komentarza.
Metafora Robina Hooda dobrze brzmi w felietonie, ale w debacie o finansach publicznych bywa zwodnicza. Sprowadza bowiem złożoną rzeczywistość funkcjonowania wspólnoty samorządowej do prostego moralitetu: jedni pracują i płacą, inni tylko korzystają. Taki obraz jest atrakcyjny retorycznie, lecz ekonomicznie niepełny.
Podatki lokalne nie są ani aktem grabieży, ani jałmużną. Są składką na wspólne ubezpieczenie, z którego korzystamy wszyscy - niezależnie od tego, czy prowadzimy firmę, pracujemy na etacie, wychowujemy dzieci czy przechodzimy na emeryturę. Drogi, szkoły, kanalizacja, bezpieczeństwo, planowanie przestrzenne - to nie „wydatki socjalne”, lecz warunki istnienia rynku i lokalnej przedsiębiorczości.
Teza, że niskie podatki automatycznie prowadzą do dobrobytu, jest kusząca, ale niepotwierdzona przez historię gospodarczą. Najlepiej rozwinięte regiony Europy nie budowały swojej pozycji na fiskalnym minimalizmie, lecz na stabilnych dochodach publicznych inwestowanych w edukację, zdrowie i infrastrukturę. Kluczowe nie jest to, jak niskie są podatki, lecz jak mądrze są wydawane.
Wzrost dochodów gminy „na mieszkańca” to wskaźnik ciekawy, ale niewystarczający. Bez uwzględnienia inflacji, demografii i realnego dostępu do usług publicznych łatwo pomylić wzrost nominalny z poprawą jakości życia. Więcej pieniędzy w portfelu nie zawsze oznacza lepsze warunki do życia, jeśli jednocześnie pogarsza się dostęp do lekarza, transportu publicznego czy też brakuje kanalizacji w wielu miejscowościach gminy.
Niepokojące jest także przeciwstawianie „uczciwie pracujących” tym, którzy korzystają z polityk społecznych. Emeryci, osoby z niepełnosprawnościami czy rodziny wychowujące dzieci nie są beneficjentami cudzej hojności, lecz uczestnikami tego samego kontraktu społecznego. Dzisiejszy podatnik był wczoraj uczniem, a jutro może potrzebować wsparcia systemu, który dziś współfinansuje.
Samorząd nie powinien konkurować wyłącznie niskimi opłatami. To strategia krótkoterminowa. Długofalową przewagą jest jakość instytucji, usług publicznych i przestrzeni do życia. Dobrze zaprojektowane podatki lokalne nie są wrogiem rozwoju - są jego narzędziem.
Robin Hood z legendy działał poza prawem, bo państwa nie było. My żyjemy w świecie instytucji. Warto o nich rozmawiać poważnie, zamiast sprowadzać debatę o wspólnych pieniądzach do opowieści o lesie Sherwood.
Robert Grabski Radny Rady Miejskiej w Busku-Zdroju
Poniżej przytaczamy artykuł opublikowany w kwartalniku UMiG „Magazyn Buski” 2/2025 |
|
|