Kazimierza: Zapłacą kilka tysięcy za bombowy wybryk?
2008-07-22 11:06:09

Policja nie wyklucza, że kosztami akcji - kilka tysięcy złotych - obciąży rodziców nastolatków spod Kazimierzy Wielkiej.

Czterech chłopców spod Kazimierzy Wielkiej, z których najstarszy ma 16, a najmłodszy 14 lat, policjanci podejrzewają o to, że to oni - dla zabawy - spowodowali trzy alarmy bombowe w Kielcach i w powiecie. Akcja szukania nieistniejących ładunków kosztowała co najmniej kilka tysięcy złotych.

O fałszywych alarmach bombowych w niedzielny wieczór już pisaliśmy. Przypomnijmy - oficer dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Kielcach w niedzielę wieczorem w ciągu 10 minut odebrał od mieszkańców trzy zgłoszenia o alarmach bombowych.

kazimierza_falszywy_alarm1.jpg
Policja zatrzymała sprawców alarmów bombowych. (policja)


KASA ALBO "BUM”

Pierwszy telefon z "bombowym” szantażem zadzwonił o godzinie 18.12 u mieszkańca gminy Mniów. Męski głos w słuchawce powiedział gospodarzowi, że za trzy godziny na terenie jego posesji wybuchnie bomba, jeżeli nie przygotuje 10 tysięcy złotych i nie położy ich w walizce przy drodze.

Następny podobny telefon odebrał kielczanin o godzinie 18.32, tyle że tu szantażysta domagał się 9 tysięcy, grożąc, że jeśli gotówki nie będzie, ładunek eksploduje. Trzy minuty później taki sam telefon otrzymał kolejny kielczanin - też mowa była o 9 tysiącach i wybuchu za trzy godziny.

- W tym ostatnim przypadku sytuacja jednak była nieco inna. Dwie pierwsze groźby dotyczyły właścicieli domków jednorodzinnych, trzeci adresat telefonu jest mieszkańcem bloku, trzeba więc było nie tylko wezwać na miejsce wszystkie służby, łącznie z pogotowiem gazowym i energetycznym, ale też ewakuować mieszkańców - opowiada komisarz Krzysztof Skorek, rzecznik prasowy świętokrzyskiej policji. - W żadnym z tych przypadków ładunku nie znaleziono.

Sprawa wyglądała poważnie - policjanci zastanawiali się, czy fałszywe alarmy to nie jest zasłona dymna: ktoś mógł chcieć odciągnąć policję od eskortowania kibiców na mecz Wisły Kraków z Legią Warszawa w Ostrowcu Świętokrzyskim. Nie wykluczano także i tego, że półświatek próbuje osłabić policję, dać jej zajęcie, by w tym czasie w innej części miasta czy powiatu zrobić coś złego - taka historia przecież już się kiedyś w Kielcach wydarzyła. Okazało się na szczęście, że scenariusz jest znacznie prostszy.

NAMIERZONY NUMER

Policjanci ustalili, że wszystkie trzy informacje o rzekomych ładunkach pochodziły z tego samego telefonu komórkowego, ten logował się do sieci w rejonie Kazimierzy Wielkiej. Bardzo precyzyjnie ustalono skąd. W niedzielę około godziny 22 kazimierscy policjanci pojechali do domów czterech nastolatków: dwóch 16- i dwóch 14-latków. Wszyscy chłopcy zostali zatrzymani i przewiezieni do Kielc. W poniedziałek rano policjanci z Kazimierzy w krzakach niedaleko domu jednego z nich znaleźli zniszczoną kartę SIM "komórki”, z której wykonywano "bombowe” telefony.

- Wygląda na to, że chłopcy z nudów urządzili sobie zabawę, a numery telefonów swoich "ofiar” znaleźli w książce telefonicznej - opowiada komisarz Krzysztof Skorek. Akcja kosztowała co najmniej kilka tysięcy złotych. - O losie nastolatków zdecyduje sąd rodzinny. My będziemy się starali, by za wybryk dzieci zapłacili ich rodzice - pokryli koszty akcji.

/saba/

źródło: Echo



https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=4180