Po 26 latach wzorowej służby Andrzej Witczak opuścił strażackie szeregi i przeszedł do cywila. Prosto... z nocnego dyżuru.
Stało się to we wtorek, podczas uroczystego spotkania w buskiej komendzie straży pożarnej. Były podziękowania, gratulacje, kwiaty i łzy wzruszenia.
- Żegnamy wspaniałego kolegę. Człowieka, który swoją postawą pokazał, że praca jest najwyższą wartością - mówił o Andrzeju Witczaku zastępca komendanta buskiej straży Kazimierz Zabłotny.
Ostatni raz w mundurze - starszego ogniomistrza Andrzeja Witczaka pożegnali koledzy strażacy, samorządowcy. (A. Ligiecki)
PORA DO CYWILA
Bohater dnia stanął po raz ostatni przed frontem kolegów. Prosto... z nocnego dyżuru, w galowym mundurze ze złocistymi epoletami. Dosłużył się stopnia starszego ogniomistrza, otrzymał wysokie odznaczenia resortowe - srebrny i brązowy medal "Za zasługi dla pożarnictwa”. Teraz zdecydował się przejść na emeryturę.
- Bardzo miło wspominam ćwierć wieku pracy w komendzie. Serdecznie dziękuję kolegom, dowódcom i przełożonym. Ale czas nie stoi w miejscu. Jestem chyba najstarszym pracownikiem komendy - zauważył pół żartem, pół serio. - Pora odejść do cywila, ustąpić miejsca młodszym.
Andrzej Witczak starał się trzymać "fason”, lecz w takiej chwili trudno oprzeć się emocjom. Żegnał się z mundurem drżącym ze wzruszenia głosem. W oczach dorosłego mężczyzny pojawiły się łzy.
LUDZIOM NA RATUNEK
O tym, że Andrzej Witczak był dobrym strażakiem, mówił wiele razy Kazimierz Zabłotny. Gratulacje złożyli także zaproszeni na wtorkową uroczystość burmistrz Piotr Wąsowicz i wicestarosta Stanisław Klimczak. Okolicznościowy list od komendanta wojewódzkiego przekazał naczelnik wydziału Czesław Lalewicz. Były życzenia i piękne kwiaty od załogi buskiej komendy.
Andrzej Witczak służył tu od lutego 1982 roku. Świetnie pamięta pierwszy dzień w pracy - w starej strażnicy przy ulicy Partyzantów, gdzie przyjął go komendant Radosław Kałamaga. Strażackiego fachu uczył się od Waldemara Misztala, "chrzest bojowy” przeszedł jesienią, podczas gaszenia pożaru w Kwasowie koło Pacanowa. Brał udział w wielkiej akcji ratowniczej w Kuźni Raciborskiej w 1992 roku, ratował też ludzi i dobytek podczas powodzi na Ponidziu - w 1997, 2001 i 2006 roku.
W ŚLADY TATY
Andrzej Witczak pochodzi z podbuskiego Szańca. Ma 49 lat, jest żonaty - żona Renata, dzieci: Konrad (23 lata), Łukasz (20 lat), Paweł (14 lat), Anna (12 lat). Synowie są członkami jednostki ochotniczej w Szańcu. - Ja też tam zaczynałem - wspomina z sentymentem. - Mam nadzieję, że chłopaki pójdą w ślady taty.
Adam Ligiecki
źródło: