W Szydłowie i okolicy miały powstać elektrownie wiatrowe. Jeszcze nie stanęły, a już podzieliły mieszkańców.
Wzburzeni mieszkańcy Szydłowa zebrali się w budynku gimnazjum by zaprotestować przeciw pomysłowi budowy w gminie elektrowni wiatrowych. Dowiedzieli się, ze w ich gminie podpisywane są z niektórymi mieszkańcami umowy na dzierżawę gruntów pod budowę wielkich wiatraków. Nie chcieli by gmina robiła takie inwestycje poza ich plecami.
Mieszkańcy głosują przeciw wiatrakom. W środku Tadeusz Graca. (M. Maciągowski)
Korzystny wiatr
Szydłów nie dość, że ma najlepsze sady śliwowe w Polsce, to jeszcze okazało się, leży na wzgórzach, gdzie doskonale wieje wiatr. Ten wiatr można zaprząc do produkcji energii.
- Badania wykazały, że w gminie panują idealne warunki do budowy elektrowni wiatrowych. Z badań róży wiatrów ustaliliśmy miejsca najkorzystniejsze. W gminie można postawić około 40 wiatraków. W starostwie powiatowym otrzymaliśmy wyrysy geodezyjne i nazwiska właścicieli działek. Zaczęliśmy podpisywać umowy przedwstępne - mówi przedstawiciel firmy projektowej Ekowent z Krakowa, działającej w imieniu anonimowego inwestora.
Jak wynikało z zapewnień gmina mogłaby mieć z wiatraków korzyść w postaci 50 tysięcy podatku rocznie od wiatraka. Razem to dwa miliony rocznie - kwota olbrzymia dla Szydłowa, którego roczny budżet wynosi 9 milionów.
Gmina nie inwestuje
Wójt Jan Klamczyński na początku wytłumaczył zebranym, że to nie gmina zamierza budować wiatraki. On nie może nic zabraniać i zakazywać i to nie gmina jest stroną w sporze, bo nikt nie zwrócił się nawet o warunki zabudowy. Wicewójt tylko wskazał projektantom działki, które ich interesowały. I to była jedyna pomoc dla Ekowentu, jakiej zresztą gmina udzieli każdemu inwestorowi, który tu chce coś zrobić. Projektanci umowy podpisywali indywidualnie z właścicielami gruntów.
To zniszczy sady
Mieszkańców Szydłowa to nie przekonuje.
- Sprawę załatwia się po cichu. Nie wiemy, jaki wpływ będą miały elektrownie na sady. Nikt z nami o tym nie rozmawiał. Zwołaliśmy się i protestujemy - mówi Tadeusz Gruca.
- Nie chcemy żadnych wiatraków. Żyjemy ze śliwek, to nasze miejsca pracy, do gminy po pomoc nie chodzimy. Chcemy rozwijać sady, a wiatraki w tym nie pomogą. Może je nawet zniszczą, bo w szumie nikt nie będzie chciał cały dzień pracować - mówi Władysława Celińska.
- Jesteśmy gminą ekologiczną, to strefa chronionego krajobrazu. Wiatraki niech stają tam, gdzie ludzie są bez pracy - dodaje Dorota Kaniszewska.
Podczas zebrania na 123 obecne na sali osoby przeciw wiatrakom zagłosowało 112.
Wiatraków nie będzie
- Nigdzie tak na nasze propozycje nie reagowano i nigdzie opór nie był tak duży. Podpisujemy korzystne umowy. Za dzierżawę 10 arów na 30 lat inwestor płaci 15 tysięcy złotych rocznie. Nie było problemów z podpisaniem tych umów. Wiatraki nie są szkodliwe, być może popełniliśmy błąd nie rozmawiając o tym najpierw z mieszkańcami. Ale skoro ludzie ich nie chcą, wycofamy się z tego terenu. Elektrownie powstaną w innej gminie. Szkoda. Szydłów jako gmina mógł na wiatrakach tylko zyskać - uważają przedstawiciele krakowskiej firmy.
Marek Maciągowski
źródło: