Skandalicznie w pogotowiu ratunkowym
2008-05-13 09:48:39

W karetce ratownika brak, nie wiadomo czy pacjent dostał środek na uspokojenie, czy na pobudzenie.

To nie miało wpływu na chorych - broni się szefostwo.

Brak odpowiedniego personelu w karetkach pogotowia, niewłaściwe wykorzystywanie ambulansów i nieścisłości w dokumentacji wyjazdowej to najpoważniejsze nieprawidłowości, jakie stwierdził świętokrzyski oddział funduszu zdrowia po ostatniej kontroli 10 stacji pogotowia ratunkowego w całym województwie świętokrzyskim.

Kontrola Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego była przeprowadzona przez świętokrzyski oddział funduszu na zlecenie wojewody, który za pośrednictwem NFZ płaci za ratownictwo medyczne. Trwała kilka miesięcy. Sprawdzono ponad 10 tysięcy dokumentów i okazało się, że wszędzie, m.in. w Kielcach, Skarżysku, Ostrowcu Św., dopuszczono się działań niezgodnych z prawem, które znacznie obniżały jakość świadczonych usług.

BEZ RATOWNIKA

- Dochodziło do poważnych przewinień - uważa rzecznik. - Do najpoważniejszych należą te, że do chorych wyjeżdżały niezgodne z podpisaną umową składy osobowe karetek, a centrum nie poinformowało o tym funduszu w ponad 200 przypadkach. Ponadto stwierdzono, że często zamiast ratownika jechał sanitariusz, czyli osoba bez uprawnień, o czym też nas nie informowano. Często nie zapewniano gotowości dobowej; na przykład zamiast oczekiwać na zlecenie wyjazdu ratunkowego, karetka świadczyła usługi transportowe, co mogło skutkować zagrożeniem zdrowia i życia mieszkańców województwa.

Za ten sam czas pracy płacił więc i fundusz, i szpital zlecający transport np. na badania specjalistyczne. Gdyby coś się stało w tym czasie, to mieszkańcy na danym terenie nie byli zabezpieczeni. Warto wiedzieć, że w 2007 roku fundusz płacił za samą gotowość dobową 2205 zł za karetkę reanimacyjną, 2050 zł za karetkę neantologiczną, a 1750 zł za karetkę wypadkową. W styczniu na takich dodatkowych wyjazdach, zleconych przez inne niż pogotowie podmioty, zespoły wyjazdowe spędziły ponad 1400 godzin. Natomiast na 5489 zbadanych przypadków, aż w 2114 stwierdzono, że składy osobowe karetek były niezgodne z przepisami. Stwierdzono też nieścisłości w dokumentacji, wiele stron było zupełnie nieczytelnych. Z jednej dokumentacji można było wywnioskować, że choremu podano jednocześnie lek uspokajający i pobudzający. Raczej pozytywnie oceniono natomiast organizację systemu przyjmowania, wyposażenie karetek i zestawy leków.

KARA ZMNIEJSZONA

Za popełnione przewinienia świętokrzyski oddział funduszu nałożył na Centrum Ratownictwa w Kielcach karę w wysokości 370 tys. złotych. Dyrekcja centrum odwołała się do prezesa funduszu i ten zmniejszył karę do 74 tys. zł. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pracownicy funduszu są tym zbulwersowani i nie rozumieją dlaczego kara została tak drastycznie zmniejszona. - Nie ma ku temu żadnych podstaw - mówią. - Tym bardziej, że prezes w swoim piśmie zgodził się jednocześnie z prawidłowością ustaleń, poczynionych w czasie kontroli.

Z zarzutami funduszu i wysokością nałożonej kary nie zgadza się Marta Solnica, wicedyrektor ds. medycznych Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i dlatego złożyli odwołanie. Jej zdaniem to, że kara została zmniejszona przemawia na ich korzyść.

- Nasze działania w żaden sposób nie miały wpływu na bezpieczeństwo chorych w karetkach, ani na jakość usług - broni się wicedyrektor Solnica. - Na przykład sprawa transportowania chorych ze szpitali, kto ma to robić, do tej pory nie jest rozwiązana w całej Polsce. Natomiast na to jak mają wyglądać składy karetek, kto ma w nich jeździć, ustawa daje czas do 2010 roku. Nie zamierzamy się więcej odwoływać, zapłacimy karę 70 tysięcy złotych.

TYLKO RZUT OKA

Grzegorz Świercz, dyrektor Wydziału Monitorowania Ochrony Zdrowia Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego, powiedział, że wojewoda jest zainteresowana tym jak funkcjonuje u nas ratownictwo i zawiadomili o tych nieprawidłowościach organ założycielski, marszałka. Marek Gos, członek Zarządu Województwa, mówi, że spojrzał na protokół pokontrolny prezesa funduszu u dyrektora pogotowia, ale nie miał okazji się z nim dokładnie zapoznać, za kilka dni będzie miał go na biurku.

- To, że kara została zmniejszona o czymś świadczy, ale szczegóły poznam wkrótce - informuje. - Wtedy na nie zareagujemy.

Iwona Rojek 

 

źródło: Echo


https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=3946