Siedmiu policjantów na jednego awanturnika 2008-05-06 14:01:23
Aż siedmiu policjantów musiało pomóc, by lekarz bez obawy mógł pobrać próbkę krwi awanturującemu się kierowcy.
Chodzi o mężczyznę schwytanego po pościgu zakończonym samochodową kraksą.
Rzecz rozegrała się we wczesny niedzielny ranek. Kilka minut po godzinie 5 policjanci pilnujący porządku na ulicach Buska zwrócili uwagę na volkswagena passata, którym jechał młody mieszkaniec jednej z podbuskich miejscowości.
- Niewykluczone, że około 30-letni mężczyzna właśnie wracał z nocnej imprezy. Policjanci dali mu znak do zjechania na pobocze, ale on zaczął uciekać - opowiada Roman Sobczak, szef Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju.
Passat uciekał przez kilka kilometrów. W miejscowości Widuchowa wypadł z drogi i - jak opowiadają policjanci - uderzył w ogrodzenie, a nim się zatrzymał, zniszczył go ponad 20 metrów. Stróże prawa wyciągnęli mężczyznę z auta i wezwali pogotowie. W szpitalu towarzyszyli kierowcy.
- Mężczyzna, od którego czuć było alkohol, odmówił dmuchnięcia w urządzenie sprawdzające trzeźwość - opowiada Roman Sobczak. - Ostrzeżenia, że krew zostanie mu pobrana siłą, nie pomagały. Żeby lekarz mógł wkłuć się w żyłę, ręka musi pozostać nieruchoma. Dwóch policjantów nie wystarczyło, żeby zapanować nad kierowcą. Wezwani zostali kolejni. Łącznie potrzeba było aż siedmiu.
Kierowcy pobrano krew do badania na zawartość alkoholu, ale także i narkotyków. Z relacji policjantów wynikało, że młody mężczyzna nie miał prawa jazdy, bo zatrzymano mu je za jazdę po alkoholu. źródło: 
|
|
|