Z kopyta kulig rwie... (foto)
2024-02-05 16:32:05

I porwał nas z Buska do Zakopanego. Stowarzyszenie 'Razem Dzieciom' z Buska-Zdroju, w ramach spotkań z kulturą miast i regionów, zorganizowało wyjazd do zimowej stolicy Polski. Wyruszyliśmy o świcie, by jak najwcześniej zobaczyć śnieg w górach, którego nam w Busku-Zdroju trochę brakuje.



Podróż, swoją narracją, umilała Przewodnicząca Stowarzyszenia Bogusława Majcherczak. Opowiedziała o kalendarzu wydarzeń Stowarzyszenia, a także po krótce przybliżyła historię powstania Zakopanego i znaczenia zakopiańskiego stylu w sztuce. Przygodę pod Tatrami rozpoczęliśmy indywidualnie, kto jak lubi. Były więc: eksploracja Krupówek, czas na pamiątki, McDonald’s, kawa, oscypek z żurawiną, odwiedziny Cmentarza na Pęksowym Brzysku, muzea, zdjęcie z Białym Misiem czy wjazd kolejką na Gubałówkę. W samo południe z Kościeliska wyruszyliśmy saniami w sześć zaprzęgów - na kulig, który prowadził leśnymi trasami.

Zobacz

 Zobacz

Przypomnijmy, że kulig to jeden lub kilka zaprzęgów konnych z przyczepionymi saniami w formie orszaku. Historycznie to rodzaj zabawy, organizowanej i najbardziej popularnej w ostatnim tygodniu karnawału (w Polsce zwanego zapustami), której często towarzyszy muzyka, śpiew oraz zabawa przy ognisku. Wieczorem częstokroć kulig jest oświetlany pochodniami. Od XVI wieku do początku wieku XX kuligi były bardzo popularną rozrywką zarówno magnaterii, jak i średniej części szlachty, dla których stanowiły one uroczystość patriotyczną, po rozbiorach Polski, organizowaną na przekór zaborcom jako kultywacja polskiej tradycji narodowej.

Na czele kuligu stał wodzirej tradycyjnie zwany Arlekinem, zadaniem którego było tak zaplanować trasę przejazdu kuligu, by łączyć zwaśnione ze sobą rody szlacheckie na wypadek wspólnej akcji zbrojnej przeciwko zaborcom. Taki kulig mógł trwać nawet kilkanaście dni. Kuligi miały również wymiar kulturalny – podczas kuligu wykonywano polskie tańce narodowe - krakowiaki, mazury, polonezy, kujawiaki, oberki, a także regionalne polki oraz drabanty. Nie wolno było z kolei prezentować tańców zagranicznych, takich jak walce czy tango - groziło to usunięciem z orszaku, tak samo, jak za pojawienie się na kuligu we fraku.

Zobacz

 Zobacz

Kulig zakończył się ogniskiem z kiełbaskami i rozgrzewającą herbatą. Gdy tylko wysiedliśmy z sań, już od progu chaty biesiadnej witała nas –  świętokrzyskich górali niskopiennych – Kapela Góralska, która porwała do tańca zbójnickiego. Górale częstowali oscypkami i chlebem ze smalcem. Następnie biesiadowaliśmy w Kościelisku. Restauracja „Ku Dolinie” /polecana dla rodzin/, znajdująca się tuż przy wejściu do Doliny Kościeliskiej przywitała nas muzyką i jadłem. Snuliśmy opowieści o Janosiku, dzielnych zbójnikach i o tym, gdzie następnym razem wybierzemy się po przygodę wspólnie ze Stowarzyszeniem „Razem Dzieciom”.

Janosicka imię nigdy nie zaginie
Ani na wirsycku, ni w ciasnyj dolinie


Z góralskim pozdrowieniem Hej!
Karolina Kępczyk





https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=38305