Gm. Osiek: Zakręcił wodę … sąsiadom
2008-04-09 12:26:48

Wielki zgrzyt z prostą - wydawałoby się - awarią wodociągu w Pliskowoli w gminie Osiek. Okazuje się jednak, że spór ma znacznie głębsze podłoże.


Wodociąg został uszkodzony na jednej z posesji w Pliskowoli w gminie Osiek. Właściciel działki mówi, że nie zrobił tego umyślnie. Nie pozwolił jednak ekipie remontowej na usunięcie awarii. Nie pomogła nawet interwencja policji.

- Nie mamy wody od piątku - mówili nam przedwczoraj sąsiedzi właściciela posesji. Dlaczego? Okazało się, że w piątkowy ranek Stanisław Kubik miał zamiar wybrać się ciągnikiem do lasu. Wyjechał, ale przy okazji poważnie uszkodził nitkę wodociągu, która oprócz jego gospodarstwa zasila jeszcze kilka innych. - Ten zawór jest na samym środku przejazdu. Nie zauważyłem i najechałem ciągnikiem - tłumaczy Stanisław Kubik.


staszow_awaria1.jpg
Właściciel odkopuje popsuty zawór. Mówi, że się zagapił i najechał kołem ciągnika. (M. Jarosz)


WŁAŚCICIEL NIE WPUŚCIŁ EKIP

Wydawać by się mogło, że nie ma problemu. Wystarczy wezwać ekipę z "wodociągów”, naprawią i po sprawie. Jednak piątkowa rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Dzierżawcą wodociągu jest firma Propol. W piątek przed południem spółka została poinformowana o tym, że w Pliskowoli kilka gospodarstw nie ma wody. - Ekipa natychmiast pojechała na miejsce, ale nie wpuszczono jej - mówi Edward Barański, prezes spółki.

Okazało się, że na drodze stanął im… właściciel działki, który zamknął bramę wjazdową na cztery spusty. Rozpoczęła się dyskusja pomiędzy pracownikami a właścicielem, jednak bez skutku. Woda się lała, a sąsiedzi przyglądali się, jak Kubik broni "swojego”. Wezwana na pomoc policja z Osieka i Staszowa nic nie wskórała.

W KRANACH SUCHO

Właściciela udobruchać się nie udało. Przepychanki trwały kilka godzin i około 17 zarówno ekipa Propolu, jak i policyjne radiowozy odjechały.

Sąsiedzi zostali bez wody i to przez cały weekend. - Od piątku przynosimy wiaderkami wodę od rodziny - mówi Genowefa Peć. W jej domu mieszkają trzy rodziny. W sumie 10 osób. Do poniedziałkowego południa w domach nadal nie było wody, nie przyjechał też beczkowóz. Miał pojawić się po południu. - Wodę do prania ciągnie się ze studni. A resztę się jakoś utyka - mówi inny sąsiad. Ekipy z firmy Propol zaślepiły tylko rurociąg przed posesją Kubików.

Złości pod adresem rodziny Kubików nikt nie wylewał, ale też nikt nie prosił ich o zgodę na wpuszczenie ekip remontowych. - Jak on policji nie posłuchał, to mnie posłucha? - wzruszała ramionami Genowefa Peć, sąsiadka państwa Kubików.

FINAŁ W SĄDZIE

Swego oburzenia nie kryje Edward Barański, prezes spółki Propol, która dzierżawi wodociąg. Mam decyzję starosty staszowskiego z rygorem natychmiastowej wykonalności, że pan Kubik ma wpuścić na swoją posesję ekipy remontowe - mówi prezes. - Niezależnie od tego będę żądał od pana Kubika odszkodowania z tytułu poniesionych kosztów - dodaje. Chodzi tutaj o wezwanie policji i zabezpieczenie dostaw wody dla odciętych gospodarstw oraz o celowe uszkodzenie zaworu wodociągowego. - Z moich ustaleń wynika, że było to celowe uszkodzenie - mówi prezes Barański.

Zapytaliśmy też o zdanie burmistrza Osieka Włodzimierza Wawrzkiewicza. Ten odpowiedział, że właściciel posesji powinien był pozwolić firmie na usunięcie awarii. Dlaczego zatem wydawałoby się prosta awaria jest tak wielkim zgrzytem? Okazuje się, że jest to tylko mały finał sporu, który trwa od wielu lat. O tym napiszemy więcej w piątkowym "Echu Powiśla”.

Marcin Jarosz

źródło: Echo



https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=3798