Drugi kwietnia 2005 roku… Świat wstrzymał oddech.. zamarł ruch uliczny, sprawy codzienne odeszły na dalszy plan, to, co do tej pory trapiło, bawiło, dawało poczucie sensu przestało mieć znaczenie, nawet politycy zamilkli… powrócił do domu Ojca – ogłosił arcybiskup Sandri… świat się zatrzymał…
27 lat pontyfikatu: setki podróży i wizyt apostolskich, przemówień i
wystąpień, konferencji i audiencji, spotkań tych oficjalnych i
prywatnych. Wszyscy – zdaje się nam – znaliśmy Go dobrze, pewnie, że
nie osobiście, ale za pomocna radia, telewizji prasy, spotkań podczas
Jego pielgrzymek do Ojczyzny, czy naszych wizyt w Rzymie. To był nasz
Papież, Polak, Jeden z nas… Największy z Rodu Polaków, z którym każdy
mógł się utożsamić. Jak pisał Juliusz Słowacki:
Pośród niesnasek Pan Bóg uderza
W ogromny dzwon,
Dla słowiańskiego oto papieża
Otworzył tron…
On rozda miłość, jak dziś mocarze
Rozdają broń,
Sakramentalną moc on pokaże,
Świat wziąwszy w dłoń…


Bliski
był sercu każdego z nas, niezależnie od wyznawanej religii, przekonań,
poglądów filozoficznych czy politycznych. Był człowiekiem wielkiego
ducha i ogromnego serca, który swe nauczanie potwierdzał przykładem
życiem. Uczył tolerancji, w duchu poszanowania poglądów i przekonań
innych, a nie w duchu relatywizmu; walczył o godność każdego człowieka
bez względu na jego stan posiadania czy zajmowane stanowisko, głosząc:
każdy ma prawo żyć, godnie żyć; wprowadzał pokój i budził nadzieję na
lepsze jutro; zachęcał do przebaczenia i darowania uraz w imię miłości
bliźniego; głosił z mocą każdy człowieka ma prawo być traktowany z
godnością, niezależnie od stopnia sprawności psychofizycznej, choroby
czy kalectwa. W Jego gestach, ruchach i słowach wyrażała się wielka
troska o człowieka, o każdego z nas, o moje problemy, o mnie, o moje
sprawy. Jak celnie bowiem zauważył Tadeusz Mazowiecki Papież, mówiąc do tysięcy, zwraca się jakby do każdego z nas z osobna.

Pociągał przykładem życia i nauczania, gdy mówił: musicie
od siebie wymagać! ... Trzeba pokonywać słabość i zniechęcenie,
zrezygnować z rzeczy zbytecznych, … otwierać się na innych. Ale odszedł… pozostawił spuściznę nauczania i przesłania, wezwań i pouczeń, przestróg i próśb… ale odszedł.

Był
osobą szczególnie ważną w dziejach współczesnego świata w historii
państw, społeczeństw i każdego człowieka. Wielu się z nim nie zgadzało,
gdy głosił twarde i bezpardonowe zasady i stawał w obronie słabych i
pokrzywdzonych stając się ich głosem. Wielu szanowało go za żarliwą
wiarę, niezwykła inteligencję, mądrość i podejście do drugiego
człowieka, wielu nawróciło się do Boga pod wpływem jego słów i
przykładu życia.
Ale zdecydowana większość w chwili Jego słabości, osamotnienia w
bólu i cierpieniu zobaczyła siebie samych ze smutnych poranków szarego
codziennego życia; z wieczorów pustki, samotności i niezrozumienia;
zobaczyła siebie zmagających się z przeciwnościami losu, z chorobą i
słabością; wielu doświadczyło także swoistej wewnętrznej przemiany,
przemiany wyrażającej się łzami, odpowiedzeniem sobie na pytanie o sens
istnienia, na interpelacje o sens mojego życia. Bardzo wiele osób tego
pamiętnego drugiego kwietnia 2005 roku przeżyło swoją godzinę 21:37…
godzinę jakiegoś wewnętrznego rozdarcia, godzinę refleksji i zadumy,
godzinę przed Bogiem w prostocie i nagości swej natury bez masek, bez
słów usprawiedliwienia się czy też zrzucenia odpowiedzialności na
innych, stanęło w tej godzinie w zamyśleniu nad sobą samym z dala od
zgiełku świata… wiele osób umarło wtedy dla zgubnych przyzwyczajeń,
pustych frazesów, życia bez celu i sensu. On odszedł. Jego życie,
nauczanie, cierpienie i śmierć odwoływały się do tego, co w każdym
człowieku jest dobre i szlachetne, do tego, co stanowi podstawę
ludzkiej egzystencji, nakazywały jednocześnie i wzywały do pogrzebania
tego wszystkiego, co sprzeciwia się ludzkiej godności, do porzucenia i
wyrzeczenie się tego, co podłe i małostkowe, co nie godne człowieka.


On odszedł… myśmy zostali, możemy oczywiście cały czas żyć w żałobie, ale możemy także z żywymi na przód iść, po życie sięgać nowe i wprowadzać nauczanie Jana Pawła II w czyn, tworząć lepsze jutro, które zaczyna się już dzisiaj … ode mnie i od Ciebie…
Tomasz Ferens fotoreportaż 