Czterolatek zginął w pożarze w Bejscach
2008-03-21 09:30:37

Czteroletni chłopczyk zginął w pożarze budynku, stojącego kilka metrów od jego domu.

Ciało 4-letniego dziecka znaleźli strażacy w spalonym budynku gospodarczym w Bejscach, w powiecie kazimierskim. Do tragedii doszło wczoraj po południu.
Przed godziną 17 w płomieniach stanął budynek gospodarczy, oddalony o kilka metrów od domu. - Kiedy strażacy z pięciu zastępów dojechali na miejsce, cała konstrukcja, złożona z dwóch pomieszczeń, była objęta ogniem. Zawaliła się również część dachu - informowała Magdalena Porwet, rzecznik świętokrzyskiej straży. - Po ugaszeniu pożaru ratownicy znaleźli w pogorzelisku ciało kilkuletniego chłopczyka.

bejsce_pozar1.jpg
Ciało 4-letniego dziecka znaleźli strażacy w spalonym budynku gospodarczym w Bejscach, w powiecie kazimierskim. (archiwum)


MATKA RATOWAŁA
Ofiara tragedii to jedno z pięciorga dzieci mieszkających w gospodarstwie. Z wstępnych ustaleń policjantów wynikało, że przed wybuchem pożaru w domu przebywała ich matka z najmłodszym, 7-miesięcznym maleństwem. Jedno z dzieci miało pójść do kościoła, a trójka bawiła się na strychu budynku gospodarczego, który się zapalił. Ojciec rodziny, jak dowiedzieli się policjanci, przebywa za granicą.

Z wstępnych ustaleń wynika, że matka po zauważeniu ognia zdołała sprowadzić ze strychu po drabince dwoje dzieci, w tym najstarszego z bawiącej się trójki - ośmiolatka. - Czterolatka nie znalazła - informował Krzysztof Skorek, rzecznik świętokrzyskiej policji.

WIERZYLI, ŻE ZNAJDĄ
Pożar rozprzestrzeniał się błyskawicznie, bo stropy budynku były łatwo palne. - Panowała tam bardzo wysoka temperatura, dlatego przez jakiś czas nie dało się wejść do środka - relacjonował dowódca akcji i jednostki ratowniczo-gaśniczej z Kazimierzy Wielkiej Janusz Buła. - Część konstrukcji zawaliła się, został praktycznie szkielet zabudowania. Broniliśmy też stojącego w odległości około 5 metrów domu, bo obawialiśmy się, że ogień może przenieść się na budynek mieszkalny. W tym samym czasie policjanci z psami przeszukiwali okoliczne tereny, bo wciąż nie było wiadomo, gdzie jest jedno z dzieci.

- Nie zakładaliśmy takiego czarnego scenariusza - mówi Marek Rożycki z kazimierskiej Komendy Policji. - Dlatego szukaliśmy chłopczyka poza płonącym budynkiem.
Dopiero po przygaszeniu pożaru strażacy mogli wejść w zgliszcza. Tam znaleźli ciało czterolatka. Obok leżał spalony pies, z którym wcześniej bawiły się dzieci.

Małgorzata Pawelec

źródło: Echo



https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=3695