Już za niespełna 50 tysięcy złotych można stać się właścicielem... zabytku. Prawdziwej 'ariańskiej perły' na Ponidziu.
Chodzi o zbór w Cieszkowach, który trafia do sprzedaży. Przetarg ogłosiła gmina Czarnocin.
Samorząd szuka nabywcy na 13-arową działkę w parku podworskim, na której stoi popadająca w ruinę ariańska świątynia z połowy XVII wieku.
Zdaniem historyków, Lucjana Łacha (z lewej) i Krzysztofa Nurkowskiego, zbór w Cieszkowach wymaga rewitalizacji. (A. Ligiecki)
INSKRYPCJE - PIERWSZA KLASA
- Gminy nie stać na zrekonstruowanie tego zabytku. Staramy się go zabezpieczać, ale byłoby lepiej, gdyby zbór trafił w dobre, prywatne ręce - uważa wójt Marek Pikulski.
Cieszkowska świątynia jest jednym z trzech zabytków po arianach na terenie gminy - obok zboru w Kolosach i "górki luterskiej”, kurhanu w centrum Czarnocina. Liczy sobie 350 lat. Przechodziła różne koleje losu. Po wypędzeniu arian z Polski służyła jako spichlerz dworski, lamus. W zborze mieszkał też członek służby dworskiej. Obecnie wchodzi w skład "majątku” gimnazjum.
- To zabytek czwartej klasy. Ale znajdujące się wewnątrz obiektu unikatowe inskrypcje ariańskie są zabytkiem pierwszej klasy. Malowane sentencje z ewangelii, w języku polskim i łacińskim, to jedyny taki zapis w tej części regionów świętokrzyskiego i małopolskiego - mówi Lucjan Łach, emerytowany nauczyciel, historyk, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Czarnocińskiej.
GNIAZDO RODOWE
Cieszkowy - dzisiaj niewielka wieś między Krzyżem i Czarnocinem - niegdyś były oazą kultury. Do 1909 roku stanowiły gniazdo rodowe Fryczów, potem - do 1945 roku - właścicielami majątku byli Bukowscy.
- Zostali wyrzuceni ze swoich dóbr przez władzę ludową. Potem dworski majątek przekazano Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej z pobliskich Pełczysk. Nikt o niego wtedy nie dbał, tak jak o zbór. Z każdym rokiem coraz bardziej popadał w ruinę - dodaje Krzysztof Nurkowski, historyk, nauczyciel cieszkowskiego gimnazjum.
Piękny, modrzewiowy dwór w połowie lat 50. został zniszczony i rozebrany. Zbór - po dobudowaniu piętra z "kamienia pełczyskiego” - nie znikł z powierzchni ziemi, ale nikt też nie zadbał o jego odbudowę. Kilka miesięcy temu zawalił się dach świątyni. Lejący się z nieba deszcz powoduje przemakanie stropu, wilgoć niszczy inskrypcje, zabytkowe gzymsy i sklepienia.
Rewitalizacja zboru wiąże się z dużymi nakładami finansowymi. Samorząd lokalny nie ma na to pieniędzy. Ratunkiem mogą okazać się prywatni inwestorzy, lecz to, co w teorii wydaje się proste, nie zawsze sprawdza się w praktyce.
ZE ZGODĄ KONSERWATORA
Było już kilka prób sprzedaży świątyni w Cieszkowach. Niestety, nieudanych.
- W połowie lat 70. interesował się zborem konserwator zabytków na Wawelu. Miał konkretne plany, lecz nie udało mu się uzyskać dofinansowania na odbudowę. Zrezygnował - wspomina Lucjan Łach. - Potem mówiło się, że powstanie tu dom pracy twórczej dla naukowców krakowskiej Akademii Pedagogicznej. Ale nic z tego nie wyszło, podobnie jak w innych przypadkach.
Kupić zabytek - wbrew pozorom nie jest to prosta sprawa. Rzecz nie tylko w gotówce. Potencjalny nabywca musi spełnić szereg innych warunków. W tym uzyskać zgodę wojewódzkiego konserwatora zabytków.
- To bardzo ważne. Wymagamy, by kandydat na nabywcę przedstawił program użytkowy zatwierdzony przez konserwatora. Dokument taki określa przyszłą funkcję obiektu oraz plany inwestycyjne potencjalnego właściciela - wyjaśnia wójt Pikulski. - Nie ma mowy na przykład o tym, by kupić nieruchomość, zburzyć zbór i zostawić sobie działkę. Obiekt musi zachować zabytkowy charakter.
JEST CHĘTNY
Co mogłoby mieścić się w ariańskiej świątyni? - Na przykład wytworna kawiarnia. Taka w stylu fin de siecle, w klimacie krakowskiego "Zielonego Balonika”. Byłaby atrakcją przyciągającą turystów na ziemię czarnocińską, na Ponidzie - twierdzą zgodnie Krzysztof Nurkowski i Łucjan Łach.
Cieszkowski zbór kosztuje "tylko” 45 tysięcy 897 złotych. Czy znajdzie się nabywca? W kuluarach mówi się o prywatnym przedsiębiorcy, serio zainteresowanym kupnem zabytku. Czy tak się stanie, dowiemy się dziś w południe, po rozstrzygnięciu przetargu.
Adam Ligiecki
źródło: 