Samorządy mają problem - co zrobić z zamkniętymi szkołami? Nie uda się wskrzesić podstawówki w Stradlicach.
Nie będzie zmiany sieci szkół w gminie Kazimierza Wielka. Samorządowcy "za pięć dwunasta” wycofali się z zamiaru likwidacji - powrócił natomiast temat podstawówek zamkniętych w zeszłym roku.
Działo się to podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej, poświęconej problemom oświaty.
Budynek szkolny w Stradlicach od prawie roku stoi pusty. (A. Ligiecki)
PUSTA SZKOŁA
Chodzi głównie o Stradlice. Uchwałę o likwidacji tej szkoły - podobnie jak w Łękawie, mimo protestu mieszkańców - radni podjęli rok temu. Ostatni dzwonek zabrzmiał tu pod koniec czerwca, a 31 sierpnia placówka formalnie przestała istnieć. Dzieci uczą się teraz w kazimierskiej "jedynce”, budynek stoi pusty.
Podstawówka w Stradlicach należy do "tysiąclatek”. Została wybudowana w połowie lat 60. ubiegłego wieku, przy dużym udziale lokalnej społeczności. Obiekt znajduje się na działce o powierzchni około 2 hektarów, posiada bazę sportową. Mieszkańcy nie mogą pogodzić się z tym, że po likwidacji szkoły nie został zagospodarowany. Opuszczony, powoli popada w ruinę.
- Zlikwidowali szkołę, źle się stało, ale trudno. Tylko co dalej z tym budynkiem? Dlaczego władze gminy nie robią nic, żeby wykorzystać go na inne cele? - pyta Zbigniew Pogoda. - Przecież można byłoby urządzić w nim na przykład wiejską świetlicę, placówkę kulturalną. Jest wiele projektów, przy których można skorzystać również z dofinansowania Unii Europejskiej. A jeśli nie, obiekt należy komuś przekazać, wydzierżawić. Żeby nie stał pusty, bo niszczeje.
NIE MA CHĘTNYCH
Sprawę tę poruszył w trakcie ostatniej sesji Krzysztof Ziętek. - Co dzieje się z budynkami po zlikwidowanych szkołach w naszej gminie? - zapytał burmistrza radny reprezentujący okręg Stradlice.
- Nie ma do tej pory nabywcy na szkołę w Łękawie. Ogłosiliśmy też przetarg na obiekt w Stradlicach. Zainteresowanie, wbrew pozorom, nie jest takie, jakiego byśmy się spodziewali - odpowiedział Adam Bodzioch, dając niedwuznacznie do zrozumienia, że chętni do kupna bądź dzierżawy tych obiektów nie ustawiają się w kolejce.
Co zrobić z budynkami po zlikwidowanych wiejskich podstawówkach - to problem nie tylko kazimierskiego samorządu. Borykają się z nim również inne gminy. Utrzymanie pustostanów kosztuje, bywa więc, że takie obiekty zamieniane są na mieszkania socjalne. Rzadko to jednak zdaje egzamin. Ze względu na kiepski stan techniczny i mało atrakcyjną lokalizację - z dala od dużych ośrodków - nie są też łakomym kąskiem dla przedsiębiorców. To może... szkoła w byłej szkole?
REAKTYWACJI NIE BĘDZIE
Podczas sesji nieoczekiwanie zrodziła się bowiem idea reaktywacji podstawówki w Stradlicach.
- Jak widać, zamknięcie tej szkoły nie przyniosło żadnych korzyści. Czy jest możliwość, panie burmistrzu, by tam nadal uczyły się dzieci? - pytał radny Krzysztof Ziętek.
Adam Bodzioch nie zgodził się z tezą, jakoby likwidacja placówki w Stradlicach była chybionym pomysłem. - Są oszczędności z tego tytułu, choć w liczbach tego nie widać. Nie ma większych wydatków na oświatę - argumentował burmistrz. Wypowiedział się także "na nie” w sprawie reaktywacji. - Po pierwsze, szkoła została już zlikwidowana. Po drugie, z prognoz demograficznych wynika, że będzie coraz mniej uczniów. Poza tym dzieci ze Stradlic dobrze zaaklimatyzowały się w Szkole Podstawowej numer 1 w Kazimierzy - wyliczał Adam Bodzioch. - Dlatego nie widzę możliwości odtworzenia szkoły. Chociaż, to tylko moja opinia.
Adam Ligiecki
źródło: 