Pocisk artyleryjski pełen trotylu miał pójść na złom. Dwie noce strachu przeżyli mieszkańcy podkazimierskiego Gabułtowa.
Wszystko za sprawą "bomby” w centrum wsi, którą znalazca zamierzał... sprzedać w punkcie skupu złomu.
Bomby w centrum Gabułtowa przez niemal dwie doby pilnowali strażacy. (Urząd Miejski)
Wiadomość o tym, że w Gabułtowie znaleziono niewybuch, rozeszła się lotem błyskawicy w sobotę przed wieczorem. Wszczęto alarm. Wiceburmistrz Czesław Kowalski otrzymał telefon o pocisku, gdy akurat szykował się na studniówkę. Sołtys Gabułtowa Halinę Małek ściągnięto... prosto z wesela. - Bomba miała 40 centymetrów długości i owalny kształt. Przypominała dużą, plastikową butelkę po napoju, tylko była oblepiona ziemią. Nie wyglądała specjalnie groźnie - przyznaje pani sołtys.
Teraz wiadomo, jak pocisk znalazł się w środku wsi. Od czasów II wojny światowej leżał w ziemi, lecz gdy rok temu kopano w Gabułtowie staw, został prawdopodobnie wyrzucony przez koparkę powierzchnię. W sobotę znalazł go mieszkaniec wsi, który chadza własnymi ścieżkami. Jakby nigdy nic... wziął niewybuch na ręce, włożył do bagażnika roweru i przewiózł do domu, niedaleko sklepu, który odwiedza codziennie setki ludzi. Przechwalając się głośno, że jak najprędzej, w poniedziałek, sprzeda "to żelastwo” w punkcie złomu w pobliskich Jakuszowicach. Usłyszał to jeden z sąsiadów, który przekazał wiadomość synowi, pracującemu w buskiej policji. Ten zaalarmował funkcjonariuszy.
Kazimierska policja zabezpieczyła i oznaczyła taśmą "bombowe” miejsce. Od soboty dyżury przy pocisku pełnili strażacy z jednostek ochotniczych w Gabułtowie, Zagórzycach i Łękawy. A w nocy z niedzieli na poniedziałek bomby pilnowały... panie - druhny z Gabułtowa: Anna Augustyn, Aneta Widłak, Halina Małek, Anna Klimczyk, w asyście radnego Lucjana Małka.
Wczoraj przed południem do Gabułtowa przyjechali saperzy. Sześciu żołnierzy w dwóch samochodach sprawnie zabrało się do dzieła. - Był to pocisk artyleryjski kalibru 150 milimetrów. Zdaniem saperów, w środku znajdował się trotyl. Przy wybuchu mógł spowodować naprawdę duże szkody - relacjonuje wiceburmistrz Kowalski, który asystował podczas akcji. O drugiej "bombie” mówiła starsza kobieta z sąsiedniej posesji, ale po sprawdzeniu przez saperów okazało się, że na jej terenie nie ma żadnych niewybuchów. Pocisk został zabrany do Kielc, a jutro będzie przewieziony na poligon i zdetonowany.
To drugi w krótkim okresie czasu przypadek znalezienia niewybuchu w rejonie Kazimierzy Wielkiej. Na początku listopada 2007 roku, podczas prac przy układaniu wodociągu w Wojciechowie, operator koparki natrafił na dwa pociski moździerzowe.
Adam Ligiecki
źródło: