Wróciła sprawa likwidacji szkół. Buskie władze wskazują na racje ekonomiczne, mieszkańcy gwałtownie protestują.
Osiem z szesnastu szkół na terenie gminy Busko Zdrój powinno być zlikwidowanych - głoszą wyniki audytu. Ale decydenci z ratusza sięgają po mniej drastyczne środki. Pod nóż mają iść cztery podstawówki.
- Nie dam naszej szkoły! Za nic w świecie! - protestowała z pasją 80-latka podczas spotkania w Mikułowicach. (A. Ligiecki)
Pierwsze na "czarnej liście” są Mikułowice. I właśnie w tej podbuskiej miejscowości odbyło się we wtorkowy wieczór spotkanie władz z mieszkańcami w sprawie zamiaru likwidacji szkoły.
UBYWA UCZNIÓW
W Mikułowicach pojawili się burmistrz Piotr Wąsowicz z zastępcami Mirosław Wieczorkiem i Grzegorzem Lasakiem, naczelnik pionu oświaty Jolanta Maj oraz Jerzy Radziwolski, dyrektor Zespołu Obsługi Przedszkoli i Szkół. Świetlica, w której zorganizowano zebranie wypełniona była po brzegi. Ludzie przyszli bronić swojej szkoły.
Zaczął burmistrz, od liczb. - Od 2005 do 2008 roku w szkołach w naszej gminie ubyło 303 uczniów. To dwanaście 25-osobowych klas. Do oświaty dokładamy z budżetu 5,2 miliona złotych rocznie. Czyli około 20 milionów w ciągu kadencji - wyliczał Piotr Wąsowicz.
Zaraz potem przedstawił swoją wizję funkcjonowania oświaty. - Nie patrzmy tylko przez pryzmat własnej wygody. Szkoła XXI wieku to szkoła, gdzie uczniowie chodzą do normalnych klas, nie łączonych. A lekcja trwa 45 minut, nie 30. Jestem przeciwnikiem klas łączonych - deklarował.
Odmienne zdanie mieli mieszkańcy. - Tylko że więź dziecka w tych małych klasach jest o wiele lepsza niż w molochach - obruszył się Mieczysław Rulski. - Nasza szkoła była ciągle w niełaskach władz, od lat 70. Mówili nam co dwa lata, że idzie do likwidacji. A pańska ekipa mówi nam to co roku! - uderzył "z grubej rury”. - Nie damy nigdzie naszych dzieci!
UTRZYMAĆ, NIE LIKWIDOWAĆ
Poparła go Danuta Witczak-Roszkowska. - Nie patrzmy z perspektywy roku czy dwóch, ale dalej. Konkurencja ma być oparta ma kapitale ludzkim. Dlatego nie mówmy, jak likwidować szkołę, tylko jak ją utrzymać - apelowała.
Do podstawówki w Mikułowicach uczęszcza obecnie 58 dzieci. Z wyliczeń ratusza wynika, że gmina dokłada do niej ponad 370 tysięcy zł rocznie. - Mogę wam tę szkołę zostawić. I dam państwu subwencję - zaproponował nieoczekiwanie burmistrz Wąsowicz. - Nie wystarczy ona jednak nawet na płace dla nauczycieli. Nie jest też możliwe utrzymanie takiej szkoły na bazie stowarzyszenia, do tego potrzebne jest przynajmniej 80 uczniów.
- Nikt nie jest przeciwko wam, ale wykładamy 25 milionów złotych na oświatę. A potrzeby w gminie są ogromne. Także na drogi, kanalizację, inne inwestycje - argumentował wiceburmistrz Lasak.
Nie przekonało to jednak mieszkańców Mikułowic. Temperatura w sali rosła z każdą minutą. - Żadna szkoła nie przynosiła dochodu. I to nie czas, by wyrównywać sobie budżet naszą szkołą. Zawsze jesteśmy dziwnie traktowani - zauważyła z goryczą Krystyna Litwińczyk.
- Pani tworzy nieprawdziwe rzeczy - ripostował Piotr Wąsowicz.
ZA NIC W ŚWIECIE!
Pod koniec spotkania głos zabrała starsza kobieta siedząca w ostatnim rzędzie. - Mam 80 lat, chodziłam do tej szkoły. To my ją budowaliśmy! Dlatego nikt nam tej szkoły nie zabierze! Bo ja jej nie dam! - grzmiała staruszka. - Za nic w świecie!
Mikułowice były pierwsze z "listy zagrożonych”. Tego samego dnia podobne spotkanie zorganizowano w Wełczu. Wczoraj o zamiarze likwidacji władze gminy rozmawiały z mieszkańcami Skotnik Dużych i Widuchowej. Ostateczna decyzja należy jednak do Rady Miejskiej. Sprawa likwidacji szkół ma znaleźć się w porządku sesji rady, 31 stycznia.
Adam Ligiecki
źródło: