Pracownicy staszowskiej firmy poręczyli za swojego szefa. Chcą, by dzięki temu wyszedł z aresztu.
O wpadce korupcyjnej w Staszowie było głośno na początku sierpnia ubiegłego roku. Wszystko rozgrywało się wokół wielkiego projektu budowy i modernizacji kanalizacji sanitarnej dla trzech gmin powiatu staszowskiego. W grę wchodziły grube miliony unijnej dotacji.

Firmą zarządza na mocy
pełnomocnictwa małżonka oskarżonego o korupcję biznesmena. To do niej
przyszli pracownicy firmy i zaproponowali, że własnym podpisem poręczą
za szefa. Zebrano ich ogółem pół tysiąca. (M. Jarosz)
NIECHLUBNA WPADKA
Biznesmena, który, zdaniem policji, proponował 300 tysięcy łapówki, przyłapano na tak zwanym "gorącym uczynku” i osadzono w areszcie. Powodem zastosowania aresztu była - jak tłumaczył rzecznik sądu - obawa matactwa ze strony biznesmena. Mężczyzna za kratami był także wtedy, gdy w grudniu jego akt oskarżenia trafił do staszowskiego sądu. Także i wtedy nie wyszedł jednak na wolność - środek przedłużono do 1 lutego.
Pracownicy staszowskiej firmy nie chcą, aby ich szef był dalej w areszcie. Wpadli więc na pomysł, że poręczą za niego własnymi podpisami. Pod koniec grudnia ubiegłego roku zwrócili się do staszowskiej "Temidy” z pismem, w którym prosili o zamianę środka zapobiegawczego dla ich szefa, aby ich firma mogła normalnie funkcjonować. Pod pismem podpisało się pół tysiąca osób.
Dlaczego to zrobili? - Nie chcemy, aby nasza firma upadła. Ciało bez głowy długo nie pożyje - mówią pracownicy. - Tyle jest afer łapówkarskich, a sprawcy nawet po kilku godzinach są zwalniani z aresztu za poręczeniem majątkowym - dodają. Obywatelski sprzeciw wobec zastosowania aresztu dla biznesmena został przedstawiony sądowi, jednak, jak się okazało, nie wywarł on oczekiwanego przez pracowników wrażenia.
NA NIC PODPISY
Zapytaliśmy więc o te kwestie Artura Adamca, rzecznika Sądu Okręgowego w Kielcach: - Areszt tymczasowy wobec oskarżonego został przedłużony do 1 lutego - mówi sędzia Artur Adamiec, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kielcach. Dodaje, że pismo z podpisami pracowników póki co nie zmieni tej decyzji. Dlaczego? - Za tego typu czyn grozi kara nawet 12 lat więzienia. Sąd, podejmując decyzję, argumentował, że jest to jedyny środek, który zapewni prawidłowość przebiegu procesu - dodaje rzecznik.
- Mówią, że mąż będzie mataczył. Jak upadnie firma, kto wtedy da ludziom pracę? Może o to właśnie chodzi? - mówi poirytowana małżonka oskarżonego. Adwokaci przedsiębiorcy już kilkakrotnie wskazywali, że firma jest jedną z większych w regionie i zatrudnia wielu pracowników.
RUSZA PROCES
Były propozycje poręczenia majątkowego, poręczenia osób publicznych. - Nie chcemy dyskutować nad tym, czy jest winny czy nie. Od tego jest sąd i niech on rozstrzyga sprawiedliwie - mówią ci, którzy podpisali poręczenie. - Chcemy tylko, aby firma nadal się rozwijała. Prawie każdy jej pracownik ma rodzinę. Na chleb trzeba zarobić. Jak firma padnie, to za co będziemy żyć? - pytają. Proces oskarżonego o korupcję biznesmena ma ruszyć niebawem. Są już terminy kilku rozpraw. W połowie stycznia odbędzie się pierwsza z nich.
Sędzia Artur Adamiec nie wyklucza uchylenia aresztu tymczasowego na rzecz innego środka zapobiegawczego. Twierdzi, że nie nastąpi to jednak wcześniej niż przed 1 lutego.
M. Jarosz
źródło: 