Za chlebem panie za chlebem … 2003-09-18 09:48:16
Nosi się szykownie, nieszablonowo jak na polskie przyzwyczajenia w zakresie mody i ubiorów, dom w którym mieszka, jego wnętrze i otoczenie noszą amerykańskie cechy w ustawieniu i wystroju, uśmiechnięty, zawsze pogodny, z humorem godnym pozazdroszczenia, lubi słoneczną pogodę, ludzi i miejsce w którym teraz żyje - Edmund Juszczyk - Polak z amerykańskim obywatelstwem - tu urodzony i wychowany, w świat pojechał „za chlebem" - wrócił po 25 latach pobytu w Stanach Zjednoczonych ... i niby jest u siebie ale ze statusem obywatela amerykańskiego z kartą stałego pobytu w Polsce !?.
Red. Jak to jest panie Edmundzie - niby Polak korzeniami związany z tym terenem a mimo to "Amerykaniec" - obcokrajowiec - w czym jest sprawa?
E. J. widzisz pan - dzisiejsza Polska, to ciekawy i wyjątkowy kraj - takiego na świecie nie znajdziesz. I za to między innymi go kocham … tak jak moją drugą ojczyznę, miejsce urodzenia mojej mamy - Stany Zjednoczone, gdzie jadąc za pracą musiałem określić się o wyborze obywatelstwa. Ponieważ mama urodziła się w USA nie miałem problemów ze swoim tam statusem. I tak dziś po wielu, wielu latach - przyszło mi w swoim kraju, tu gdzie się urodziłem i wychowałem być tym kim jestem w majestacie prawa. Ale czy to ma znaczenie - byłem i pozostałem sobą, jestem Polakiem, chociaż prawnie nadal mam obywatelstwo amerykańskie.
Red. Pana i pańskiej rodziny historia jest niezwykle ciekawym materiałem dokumentującym losy Polaków, charakterystycznym dla XX wieku. Czy mógłby Pan przybliżyć swoje dzieje.
E. J. Czyżby aż tak - ale zaczynam powoli przekonywać się iż jest w tym dużo prawdy. Urodziłem się w Zagajowie gmina Solec Zdrój w rodzinie Jana i Stefanii (z.d. Nizioł) Juszczyków. Mój dziadek - ojciec mamy w początku XX wieku "za chlebem" wyjechał za wielką wodę. Osiadł i pracował w miejscowości Lackowanna w stanie New York. Tam też urodziła się moja mama jako najstarsza z trzech córek rodziny Niziołów. Urodzona w Stanach miała przez całe życie obywatelstwo amerykańskie nawet wówczas, kiedy mając osiem lat wróciła wraz z rodzicami do Polski. Ja urodzony tu na Ponidziu do 14 r. ż. pomagałem w gospodarstwie rolnym prowadzonym przez moich rodziców, szkołę podstawową kończyłem w Rzegocinie następnie szkołę średnią w Jędrzejowie, pracę zawodową podjąłem w Mińsku Mazowieckim i mając 27 lat - też "za chlebem" wyjechałem do miasta urodzenia mojej mamy w Stanach.
Red. Dlaczego zdecydował się Pana na emigrację.
E. J. natura obdarzyła mnie dynamiką w działaniu, przebojowością, byłem niespokojnym duchem, nie interesowała mnie stagnacyjna robota od do, potem telewizorek, kolacyjka i lulu. Marzyło mi się działanie twórcze, szukałem dla siebie pewnej samorealizacji moich pomysłów, wyobrażeń - tego w ówczesnej Polsce lat 70-tych nie mogłem wcielić w życie. Faktem jest również, że zawsze chciałem czegoś w życiu się dorobić, mieć pewien standat jaki czasami pokazywany był w telewizji, czasopismach, widzieć świat. Ot młodość, energia pozwoliły mi jak wtedy wielu Polakom wyjechać poza granicę kraju - „za chlebem" i po realizację moich marzeń !!. Przez 18 lat pracowałem w Lackowanna, Buffalo a następnie osiadłem na 7 lat na Florydzie. Wrosłem w klimat, warunki i sytuację amerykańską, ciężko pracowałem na każdy grosz. Jako syn amerykanki otrzymałem pozwolenie na pracę ale tu po pewnym czasie, chcąc rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek musiałem dokonać wyboru - wyboru obywatelstwa (nie można wówczas było mieć ich dwóch - dwóch moim przypadku polskiego i amerykańskiego). Sercem i duchem pozostałem Polakiem a dokumentacyjnie zostałem w roku 1977 Amerykaninem. Tutaj dodam, że mój brat Emil, który przyjechał do mnie do Stanów 7 lat później już mógł mieć podwójne obywatelstwo natomiast mój tato nigdy obywatelstwa amerykańskiego nie przyjął !. Zacząłem od prostych robót fizycznych ucząc się języka i poznając warunki tutejszej egzystencji. W miarę upływu czasu zawiązywałem znajomości, przyjaźnie, awansowałem w hierarchii zawodowej, byłem szefem produkcji w fabryce kompresorów, przez pewien czas byłem wykładowcą-konsultantem na wydziale inżynieryjno-technicznym uniwersytetu w Buffalo, potem założyłem pub w tutejszej polonijnej dzielnicy. Po trzech latach mojego tu pobytu do Stanów ściągnąłem moją mamę, jakiś czas potem przyjechali mój brat i ojciec.
Z bratem rozkręcaliśmy kolejny interes, zatrudnialiśmy ludzi - było dobrze, powoli zaczęły realizować się moje marzenia. Sprawy rodzinne ściągnęły ojca w roku 1988 do kraju a mając już wówczas 80 lat zdecydował, że już za ocean nie wraca, zaraz potem wraca do Polski mój brat. Często wówczas przylatywałem ze Stanów do kraju, zawsze było mi ciężko stąd odjeżdżać. Po pozostaniu ojca na Ponidziu razem z mamą przeniosłem się na Florydę ale coraz bardziej utrwalała się we mnie potrzeba powrotu. Coś wewnętrznie bardzo mocno ciągnęło tu między złociste pola, śpiewające ptaki, spokój i niewymowne piękno każdego wstającego dnia - ot zacząłem bardzo mocno tęsknić za krajem. Uznając, że spełniły się moje marzenia - w roku 1998 wróciliśmy razem z mamą do Polski. Kupiłem dom w Solcu Zdroju, zagospodarowałem się i funkcjonuję - będąc jak wcześniej mówiliśmy Polakiem z krwi i kości ale z amerykańskimi papierami. Raz jeden starałem się o przywrócenie polskiego obywatelstwa w roku 1989 będąc jeszcze w Stanach. Konsulat polski w Nowym Jorku przekazał mi negatywną odpowiedź z Kancelarii Prezydenta RP - bez podania przyczyn. To zdecydowało, że już po raz kolejny nie występowałem w tej sprawie. Nie chcieli mi formalnie dać tego co mam wpisane w metrykę urodzenie - to nie - ja i tak jestem sobą i nie będę komentował dalej. Władam perfekcyjnie dwoma językami, nie mam problemów w codziennym tu życiu - więc jest OK. !.

Red. I co dalej amerykański Polaku !
E. J. Przyzwyczajony do dynamicznego życia, pracy tu w Solcu Zdroju szukałem zajęcia. Okazja nadarzyła się kapitalna. Przekazany do użytku solecki zalew wybudowany na rzeczce Rzosce potrzebował obudowy infrastrukturalnej, stworzenia podstaw rekreacji i małej gastronomii aby móc pełnić rolę jaką jego twórca, pomysłodawca wójt gminy Andrzej Pałys sobie założył. To było dla mnie wyzwanie. Objechałem Stany wzdłuż i wszerz, wiele tam widziałem, nazbierałem w tym zakresie masę doświadczeń i teraz mogłem to wszystko tu na polskiej ziemi na terenie mojego ukochanego Ponidzia spożytkować. I działa - dzierżawię teren wokół zalewu, powoli obudowuję go potrzebnymi elementami i przyjmuję coraz więcej gości spragnionych bezpiecznego w ciszy w otoczeniu nieskażonej przyrody odpoczynku nad wodą. A że są ku temu tu warunki - to proszę samemu sprawdzić. Czegoś podobnego, w takim ułożeniu terenowym za oceanem nie spotkałem, mimo że jest tam wiele przepięknych miejsc. Nie stanowi to dla mnie źródło zysku, mam zajęcie a chciałbym bardzo aby ten teren nabrał niepowtarzalnego kolorytu i światowego …. no na początek europejskiego standardu !!.
Red. Z czym Pan nie może się tu pogodzić.
E. J. ..... z komplikowaniem sobie życia części Polaków robiących problemy ze spraw błahych, mało istotnych oraz tak pogmatwanych przepisach, że konia z rzędem temu, kto w tym wszystkim znajdzie proste rozwiązanie. Tego nie ma w Stanach - tam białe jest białe a czarne jest czarne i nie szuka się dowodów że … może być inaczej gdyby … i tu następuje obudowanie wieloma kuriozalnymi, całkowicie zbędnymi ograniczeniami prawnymi. Co jak co - w Polsce mamy do granic absurdu rozbudowane przepisy prawa których … w większości się nie przestrzega i nie egzekwuje. Natomiast w sprawach naprawdę ważnych brakuje przysłowiowej kropki nad i żeby przeciąć wszelkie spekulacje. W Ameryce przepisy są przyjazne człowiekowi i jego działaniom - tego właśnie brakuje mi w tu w kraju.
Red. Nie tęskni Pan za drugą ojczyzną.
E. J. Te 27 lat nie są obojętne dla mnie, nie da się ich spakować do worka i postawić na górnej półce. Pozostawiłem tam dom, znajomych, ludzi z którymi prowadzę nadal interesy - zresztą jako dziś obywatel amerykański w każdej chwili siadam w samolot i … w drogę. Zresztą wracam do Stanów również jak do siebie, chociaż nie tak bardzo emocjonalnie jak tu skąd moje korzenie.
Red. Swoim ubiorem, sposobem bycia wzbudza Pan emocje. Czerwone lub żółte spodnie, jaskrawe kolorystycznie koszule i marynarki albo kowbojski kapelusz oraz kamizelka i szeroki pas, nieszablonowe, swobodne z humorem zachowanie - to wyróżnia Pana w otoczeniu a na dodatek szykowny mercedes kabriolet.
E. J. Dla mnie to normalne, jeszcze długo Polacy będą „wyrzucać" z siebie pewne tradycyjne utarte przez lata szablony. Życie jest tak krótkie a zarazem tak piękne, że nie warto sobie tym głowy zawracać a swoim ubiorem trzeba podkreślać nastroje, klimat, pobudzać do radości a nie do zadumy i zdenerwowania. My wszyscy w Polsce musimy zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy zaściankiem Europy i mamy w niej coś do powiedzenia i w wielu dziedzinach naprawdę stanowimy czołówkę.
Red. Co chciałby Pan zmienić.
E. J. chciałbym aby wśród Polaków było więcej zrozumienia więcej zaufania wzajemnego a mniej złośliwości, więcej uśmiechu - reszta potoczy się wówczas innymi torami z zasobnością finansową również. Tego życzę moim rodakom a będących w tej okolicy zapraszam nad solecki zalew i do mnie rodowitego syna soleckiej ziemi z papierami i obywatelstwem amerykańskim, które wcale ale to wcale nie przeszkadza mi w życiu tutaj wśród swoich.
Rozmawiał
Robert Gwóźdź |
|
|