34-letni mieszkaniec Gacek zmarł wczoraj w samochodzie kolegi na ulicy Prendowskiej w Kielcach. Wcześniej zgłosił się do szpitala w Morawicy.
Syn chciał się leczyć, wziął skierowanie na leczenie odwykowe. Kolega zawiózł go swoim samochodem z Gacek (gmina Pińczów) do Morawicy (powiat kielecki). Tam w szpitalu go przebadali i odesłali do domu. To było około godziny 15 - powiedziała wczoraj wieczorem matka zmarłego.

Kolega zmarłego, który zawiózł go i odebrał ze szpitala, miał jeszcze do załatwienia jedną sprawę w Kielcach. Podjechali więc na ulicę Prendowskiej. Tu kierowca zobaczył, że kolega siedzący w samochodzie sinieje i wezwał karetkę. Na pomoc było już za późno. 34-latek zmarł.
- Taka tragedia - mówi matka zmarłego. - Jakby go wzięli do szpitala może by jeszcze żył.
Wczoraj wieczorem policja przesłuchiwała kierowcę, który zawiózł i odwiózł zmarłego 34-latka ze szpitala. Samochód, w którym zmarł mieszkaniec Gacek, został odholowany na policyjny parking.
Czy taki był przebieg wydarzeń i czy mieszkaniec Gacek został odesłany ze szpitala, wczoraj nie udało nam się ustalić. O sprawie dowiedzieliśmy się późnym wieczorem. Czy winien śmierci 34-latka był alkohol, czy była jakaś inna przyczyna śmierci?
Lekarz dyżurny szpitala w Morawicy nie może udzielać informacji o pacjentach. Zastępca dyrektora do spraw lecznictwa Świętokrzyskiego Centrum Psychiatrii Elżbieta Pląder, poinformowana przez nas o sprawie, powiedziała, że ustalenie faktów w takim przypadku należy do prokuratora i policji, gdyż oficjalnie nie wiadomo nawet czy pacjent zgłosił się na izbę przyjęć, czy i dlaczego został odesłany, ani tego co się potem z nim działo. Także przyczynę śmierci mężczyzny wyjaśnić może dopiero sekcja zwłok. Trudno więc w jakikolwiek sposób ustosunkowywać się do sprawy.
Nie jest prawdą, że szpital odsyła pacjentów tylko dlatego, że są pod wpływem alkoholu. O przyjęciu każdorazowo decyduje lekarz dyżurny. Bywa tak, że pacjent ze wskazaniami do leczenia w razie braku miejsc na oddziale odwykowym trafia, gdy wyrazi na to zgodę, na oddział psychiatryczny.
Jak było w tym przypadku i jaki był przebieg zdarzeń ustali policja i prokurator. Do sprawy wrócimy.
Marek MACIĄGOWSKI
źródło: