Konflikt z dyrektorem przedszkola
2007-11-09 09:38:47

Rodzice niepełnosprawnego chłopca otrzymali wezwanie do sądu na rozprawę o… ograniczenia praw rodzicielskich nad małoletnim synem.

 konflikt.jpg
Rodzice musieli udowadniać, że ich rodzina jest normalna, a Bartkowi nie dzieje się krzywda. Specjaliści z Kielc nie mieli co do tego wątpliwości. (M. Jarosz)


Ich zdaniem była to kara za nieposłuszeństwo.

Bartek jest dziesięcioletnim chłopcem ze stwierdzonym upośledzeniem umysłowym w stopniu znacznym. Chłopiec chorował już od siódmego miesiąca ciąży. Ratunkiem dla życia były operacje. Pierwsza odbyła się jeszcze podczas ciąży, kolejna po pierwszym roku życia.

- Przez siedem godzin staliśmy pod drzwiami. Z nerwów nie usiedliśmy na moment - wspominają Urszula i Janusz Gad. Udaną operację przeprowadzili lekarze specjaliści z łódzkiego Centrum Zdrowia Matki Polki.

O trwającym od dwóch lat konflikcie pomiędzy rodziną państwa Gadów, a dyrektorem przedszkola w Połańcu pisaliśmy w czerwcu.

WESOŁY PRZEDSZKOLAK

Od operacji minęło kilka lat i Bartek poszedł do połanieckiego przedszkola. Funkcjonowała tam grupa integracyjna, więc rozwój chłopca mógł być optymalny. Od 2002 roku Bartek był wesołym przedszkolakiem. Tym bardziej, że po kilku tygodniach do przedszkola zaczęła chodzić jego młodsza siostra Sylwia. W pierwszych dniach Bartek trochę marudził i nie chciał przebywać bez rodziców, ale po pewnym czasie zostawał w nowym środowisku, któremu zaczął ufać. Rodzeństwo było zadowolone, rodzice również. Nauczyciele i dyrekcja nie zgłaszali zastrzeżeń odnośnie zachowania dzieci i współpracy z rodzicami.

ZŁEGO POCZĄTKI

Pod koniec sierpnia 2005 roku dyrektor przedszkola Wiesława Ślusarczyk, w porozumieniu ze specjalistami pracującymi w placówce, zadecydowała o tym, że Bartek i Sylwia zostaną rozdzieleni do innych grup. Spotkanie z rodzicami zaplanowano na 1 września, czyli dzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Rozmowa była burzliwa. Argumenty rodziców nie trafiały do dyrekcji i odwrotnie. Rodzice zostali postawieni niejako przed faktem dokonanym.

Rodzeństwo zaczęło źle znosić rozłąkę. - Bartek wpadał w stany lękowe, Sylwia wymiotowała - opowiada Janusz Gad.

TRUDNA ROZŁĄKA

Po kilku dniach Urszula Gad wybrała się z dziećmi do lekarza. Ten wypisał zaświadczenie, w którym stwierdził, że źle znoszą rozłąkę. Rodzice ponownie prosili o przywrócenie dzieci do jednej grupy, posiłkując się zaświadczeniem, ale bezskutecznie.

Postanowili interweniować u Świętokrzyskiego Kuratora Oświaty w Kielcach. Wizytator przybył do przedszkola. Po przejrzeniu dokumentów oraz kilkugodzinnej obserwacji stwierdzono, że wszystko jest w porządku, a dzieciom nie dzieje się krzywda.

Jednak rodzice nadal obstawali przy tym, że dzieciom dzieje się krzywda. Kolejne spotkania zamiast łagodzić konflikt jeszcze go zaostrzały.

POWRÓT NA PROŚBY

W tej sytuacji Urszula i Janusz Gadowie zwrócili się do Rzecznika Praw Dziecka. Jego zainteresowanie spowodowało odwrót w tej sprawie. Pod koniec stycznia 2006 roku dzieci wróciły do jednej grupy. Uzasadnieniem decyzji były... nieustanne prośby rodziców.

ZMIANY W PRZEDSZKOLU

Niedługo potem statut przedszkola uległ zmianie. Do grup integracyjnych nie mogły zostać przyjęte dzieci ze stopniem upośledzenia wyższym niż umiarkowany. Rodzice zwrócili się do ówczesnego burmistrza Połańca, aby zapoznał się z dokumentami i podjął interwencję. Jednak na ostateczną decyzję trzeba było poczekać.

- Nie wiedzieliśmy, czy Bartek zostanie przyjęty, czy nie. Zwróciliśmy się do szkoły podstawowej z prośbą o przyjęcie na nowy rok szkolny i objęcie indywidualnym tokiem nauczania - opowiadają rodzice.

Dyrekcja szkoły podstawowej zgodziła się na to i od 1 września 2006 roku Bartek Gad mógł być uczniem pierwszej klasy.

SĄD NAD RODZINĄ

Tymczasem pod koniec sierpnia do mieszkania państwa Gad zapukał kurator sądowy. Okazało się, że na skutek niepokojów dyrektor Ślusarczyk dotyczących opieki, leczenia i rehabilitacji niepełnosprawnego chłopca, z urzędu wszczęto postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej nad małoletnim synem. - Myślałam, że zemdleję, że się ziemia pode mną zawali - mówi matka.

Rodzina wylądowała przed sądem, aby udowodnić, że "obawy” pani dyrektor są bezzasadne. Sąd polecił przeprowadzenie specjalistycznych badań w Rodzinnym Ośrodku Diagnostycznym w Kielcach.

PROKURATURA ODMAWIA

Wynik był bardzo dobry. Specjaliści z ośrodka jasno wypowiedzieli się, że chłopiec żyje w normalnej rodzinie, jest stale leczony i ma należytą opiekę. - Nie poczuliśmy ulgi, mieliśmy po prostu dość - wspominają rodzice.

Po werdykcie sądu postanowili zwrócić się do prokuratury rejonowej, aby ta wszczęła postępowanie przeciwko Wiesławie Ślusarczyk, dyrektorce przedszkola. Rodzice poparli swoje pismo ponad 20 załącznikami. Prokuratura Rejonowa w Staszowie odmówiła wszczęcia postępowania. Kolejne próby odwołania nic nie wniosły.

SPROSTOWANIE DYREKTORA

Wiesława Ślusarczyk swoje stanowisko w tej sprawie zawarła w obszernym sprostowaniu. Nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Stwierdziła, że nieprawdą jest, iż rodzice chłopca nie byli informowani o potrzebie umieszczenia dzieci w różnych grupach wiekowych. Według niej, rozmowy odbywały się kilkakrotnie, a procedury nie nakładają obowiązku pisemnego powiadamiania o tym fakcie rodziców.

Dzieci zostały przywrócone do tej samej grupy na skutek "powtarzających się próśb rodziców oraz ich natarczywym, obraźliwym i agresywnym zachowaniem” - czytamy. W obszernych wyjaśnieniach Wiesława Ślusarczyk wskazała między innymi, że rodzice nie akceptują choroby swojego dziecka. Nie podała, czym się to przejawia.

MANIPULACJA FAKTAMI?

Faktem jest, że wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej względem małoletniego Bartka nie był autorstwa Wiesławy Ślusarczyk. Dyrektor przedszkola zwróciła się do sądu jedynie z wnioskiem o wgląd w sytuację rodzinną dziecka.
Dyrektor przedszkola swoje obawy sformułowała następująco "Od września 2005 roku obserwuje się niepokojący regres w rozwoju psychoruchowym dziecka”. Dalej czytamy: "Rodzice wielokrotnie deklarowali, że syn będzie korzystał z rehabilitacji i leczenia specjalistycznego. Naszym zdaniem, nie podjęli działań w tym zakresie lub są one mało skuteczne”.

Wrzesień 2005 roku to czas w którym następuje rozdzielenie dzieci. O tym fakcie sąd nie został poinformowany. Wniosek pociągnął za sobą dalszy rozwój wydarzeń.
Nie wiemy, czy ta sama troska o dobro dziecka skłoniła Wiesławę Ślusarczyk 19 września 2006 roku do ubiegania się o ponad 39 tysięcy złotych dotacji z Urzędu Miasta i Gminy na zatrudnienie nauczyciela kontraktowego dla potrzeb niepełnosprawnego Bartłomieja Gada, który... nie był już przedszkolakiem, lecz uczniem szkoły podstawowej. O tym fakcie przypomniał pani dyrektor burmistrz Połańca Jacek Tarnowski.

BŁĄD RODZICÓW

Błąd popełnili też rodzice, bo nie uczestniczyli w mediacjach. To stawia ich w złym świetle, jako tych, którzy nie podali dłoni do zgody. Ale czy rodzina targana po sądach ma ochotę usłyszeć słowo przepraszam? Pewnie tak, choć do tej pory nikt go nie wypowiedział. Zamiast tego matka chłopca otrzymała sms-y z groźbami. Od kogo? Nie wiadomo, ale połanieccy policjanci wyjaśniają tę sprawę.

BURMISTRZ, KURATOR, DYREKTOR

Burmistrz wyjaśniał, analizował, zwracał się do innych instytucji, próbował mediacji, ale efekt był kiepski. Emilia Wojdyła dyrektor Wydziału Wychowania Przedszkolnego, Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego Kuratorium Oświaty w Kielcach powiedziała, że wszelkie procedury sprawdzające względem funkcjonowania przedszkola integracyjnego w Połańcu zostały przeprowadzone bardzo starannie i dokładnie.

Dorota Strugała, dyrektor Przedszkola numer 2 w Sandomierzu, w którym są klasy integracyjne powiedziała nam, że w placówce, którą kieruje, sprawy związane z przeniesieniem niepełnosprawnego dziecka do innej grupy obmyśla się, analizuje i przedstawia rodzicom na długo przed realizacją. - Informowanie rodziców na końcu i stawianie ich niejako pod ścianą niczego dobrego nie wróży - dodaje nasza rozmówczyni.

BARTEK ZNÓW SIĘ UŚMIECHA

Bartłomiej Gad jest obecnie zadowolonym uczniem drugiej klasy Publicznej Szkoły Podstawowej w Połańcu. Jest objęty indywidualnym tokiem nauczania, pod okiem najlepszych nauczycieli. Rodzice nie słyszą już opowieści o regresie chłopca. Wręcz przeciwnie, Bartek zaczyna odnosić swoje pierwsze sukcesy. Po przeżyciach z czasów przedszkolnych ślad powoli zanika.

Wiesława Ślusarczyk w wyjaśnieniach napisała "zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Szkoda, że zabrakło tej zgody przy podejmowaniu decyzji o rozdzieleniu dzieci i przez długie miesiące wzajemnej walki. Niezgoda o mało nie zrujnowała życia normalnej, kochającej się rodziny. Oby nie zrujnowała czyjegoś sumienia.

Marcin Jarosz
źródło: Echo



https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=3007