Staszowianin dostał masło z gumką
2007-11-05 10:09:07

Mieszkaniec Staszowa, po tym co znalazł w kostce masła kupionej w piątkowy ranek. Twierdzi, że do końca życia masła nie kupi.


 maslo.jpg
Przez to znalezisko staszowianin stracił ochotę na śniadanie.
(M. Jarosz)

To na pewno nie jest prezerwatywa, a kawałek rękawiczki - zapewnia producent.

- Żona poszła jak zawsze do tego samego sklepu po zakupy. Od ponad 30 lat kupujemy nabiał w tym samym miejscu - opowiada mężczyzna. W sobotę rano rodzina miała zjeść śniadanie, ale... kostka masła miała w sobie ukryty prezent.

MASŁO Z EKSTRAWKŁADKĄ

- Rozkroiliśmy kostkę i nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom - mówi mężczyzna. Nie chciał, aby jego nazwisko publikowano w gazecie. - Niech to zostanie między nami - powiedział. - Żona tylko zdążyła pobiec do łazienki. Chyba nie muszę opowiadać co było dalej - kontynuuje. W kostce masła dyndała gumka. Nie do żucia, nie do mazania, ale... i tutaj jest problem. Nie wiadomo czy gumowa niespodzianka to fragment rękawiczki. - A może prezerwatywa - mówi mężczyzna.

DZIESIĘĆ ZA JEDNĄ?

Feralną kostkę wyprodukowała Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Bidzinach. Masło ekstra kupiono w sklepie firmowym przy Parkowej w Staszowie. Klient wrócił więc do sklepu, aby opowiedzieć o swoim incydencie. Tam zaproponowano mu zadośćuczynienie. - Osoba z nadzoru powiedziała, że da mi dziesięć kostek masła za tę jedną - mówi staszowianin.

Postanowiliśmy zapytać, skąd w kostce masła kawałek gumy. W staszowskim oddziale dowiedzieliśmy się, że jest to... efekt zaostrzonych rygorów produkcyjnych w związku z normami unijnymi, które nakazują używanie rękawiczek. W siedzibie firmy w Bidzinach, z której wyszła feralna partia, powiedziano nam, że z całą pewnością nie jest to prezerwatywa, tylko kawałek jednorazowej rękawiczki gumowej. W jaki sposób dostała się ona do produktu? Tego nie wiadomo.

SPÓŁDZIELNIA PRZEPRASZA

- Najprawdopodobniej jednemu z pracowników rękawiczka po prostu pękła. Nie zauważył tego i stało się to, co się stało - mówi Marzena Pawlik, kierownik produkcji w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Bidzinach. - Już tego nie odwrócimy. Przede wszystkim chciałabym w imieniu swoim oraz pracowników przeprosić za całe zajście - dodaje.

Mieszkaniec Staszowa nie chciał zadośćuczynienia za zepsute śniadanie, ale nie ma się co dziwić. Nie można mówić o wycofaniu feralnej partii z obiegu, bo prawdopodobnie została już sprzedana. - Przestrzegamy surowych norm i jest to pierwszy taki przypadek - tłumaczy kierownik.

Dodaje, że kroki jakie zostaną podjęte w najbliższym czasie przez spółdzielnię z Bidzin to jeszcze większa kontrola oraz prawdopodobnie zmiana dostawcy rękawiczek. - Klient mówił o prezerwatywie. I rękawiczka, i prezerwatywa mogą pęknąć. Ale z pękniętą prezerwatywą nikt nie leci do gazety - usłyszeliśmy podczas rozmowy.

Marcin Jarosz
źródło: Echo



https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=2974