Powiat kazimierski z pierwszą wizytą w Niemczech. Początek był obiecujący, ale potrzeba czasu.
Prawie jak... premier Kazimierz Marcinkiewicz w Brukseli, starosta
kazimierski Jan Nowak błysnął podczas swojego debiutu w Niemczech.
O
ile szef polskiego rządu przeszedł do historii dzięki potrójnemu "Yes!
Yes! Yes!”, nasz starosta wzbudził zachwyt, dziękując gospodarzom
perfekcyjnie po niemiecku: "Danke! Danke! Danke!”.
W programie wizyty znalazła
się też wymiana upominków - kazimierskie „fanty” prezentują (od lewej):
burmistrz Altenstadt Norbert Syguda, starostowie Jan Nowak i Rolf
Gnadl, tłumacz Roman Litwiniuk. (archiwum starostwa)
ROTUNDA NA PARTERZE
-
Mieliśmy wiele zaproszeń, ale tak się złożyło, że pojechałem do Niemiec
oficjalnie po raz pierwszy. I jestem z tej wizyty bardzo zadowolony -
podkreśla Jan Nowak.
Głównym celem wyjazdu było nawiązanie
stosunków z powiatem Wetteraukreis, który ma swoją siedzibę
administracyjną we Friedbergu. Starosta kazimierski spotkał się ze
swoim niemieckim kolegą - "landratem” Rolfem Gnadlem.
Rozmawiali o różnych sprawach, w tym o wymianie
młodzieży, która stała się punktem wyjścia do nawiązania partnerskich
stosunków między Polakami i Niemcami.
Nasza delegacja złożyła
wizytę w szkole Limesschule Altenstadt, która od kilkunastu lat
utrzymuje kontakty z kazimierskim Liceum Ogólnokształcącym imienia
Marii Curie-Skłodowskiej. Zaraz potem była wizyta w starostwie we
Friedbergu i... ogromne zaskoczenie.
- Dla nas to coś zupełnie
nowego, jeśli chodzi o funkcjonowanie urzędu, sposób załatwiania
interesantów. Wielka sala, rotunda na parterze, to swego rodzaju
centrum dowodzenia. Tutaj petenci mogą załatwić każdą sprawę, bez
chodzenia po pokojach, biurach urzędników - opowiada starosta Nowak. -
Nie ma porównania z powiatem kazimierskim, choćby z tego względu, że
Wetteraukreis jest dużym powiatem, liczącym 320 tysięcy mieszkańców.
Nasz liczy dziesięć razy mniej. Tam w starostwie jest zatrudnionych
tysiąc osób, u nas pół setki. Ale zakres zadań mamy zbliżony.
TO PIERWSZY KROK
W
programie pobytu były także spotkania z władzami miasta Altenstadt,
które w minioną niedzielę podpisało porozumienie o partnerstwie z
Kazimierzą Wielką. Podczas gali biznesowej w Waldsiedlung kazimierzanie
rozmawiali o możliwości nawiązania kontaktów handlowych. Był też
rekonesans w pobliskim Frankfurcie oraz uroczysty wieczór w domu
kultury.
Nie zabrakło rzecz jasna wymiany prezentów. Polacy
podarowali gospodarzom piękny album "Ponidzie” i spory pakiet
materiałów promocyjnych (co warte podkreślenia, w języku niemieckim).
Ci zrewanżowali się też stylowymi gadżetami, w tym dzbankami do picia
słynnego w tym regionie wina jabłkowego i... słonecznikiem w puszce dla
starosty.
Wizyta kazimierskich samorządowców - zarówno szczebla
powiatowego, jak i gminnego - wywołała zainteresowanie niemieckich
mediów. W prasie ukazały się duże artykuły, były relacje telewizyjne.
-
Przyjęto nas serdecznie, podczas rozmów panował ciepły klimat, choć
zdaję sobie sprawę, że to dopiero pierwszy krok. Rozmowy między
Niemcami i Polakami nie są łatwe, także ze względu na uwarunkowania
historyczne - zaznacza Jan Nowak. - Potrzeba nam czasu. Chcielibyśmy
przede wszystkim nadać nowy impuls wymianie młodzieży, a potem nasze
kontakty, mam nadzieję, będą się rozwijać.
CÓRKA ZA TATĘ
Choć,
jak się szepcze za kulisami, w niemieckim starostwie może niebawem
dojść do zmiany na szczycie władzy. W styczniu 2008 roku odbędą się tam
wybory, a Rolf Gnadl nie zamierza ubiegać się o reelekcję.
-
Gdyby tak się stało, w wyborach ma wystartować córka starosty Lisa.
Powiedziała mi to w sekrecie - uśmiecha się Jan Nowak. - Zapewniła też,
że pierwszą wizytę zagraniczną, jako nowy "landrat”, złoży wtedy... w
Kazimierzy.
Adam Ligiecki
źródło: 