Pińczowska pływalnia nie zarabia na swoje utrzymanie. Jakby tego było mało, budująca ją firma domaga się dodatkowych 300 tysięcy złotych.
Zaledwie 12 tysięcy złotych wynoszą średnie miesięczne dochody ze
sprzedaży biletów wstępu na krytą pływalnię Delfinek w Pińczowie.
To bardzo mało, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że miesięczne koszty utrzymania obiektu sięgają 70 tysięcy złotych.
WIĘCEJ PROBLEMÓW
To
nie jedyny problem z najnowszym obiektem sportowym w mieście. Kolejnych
przysporzył wykonawca inwestycji, który domaga się 300 tysięcy złotych
za tak zwane roboty dodatkowe.
Urząd Miasta i Gminy twierdzi, że to żądanie zapłaty jest bezzasadne, więc sprawa zostanie rozstrzygnięta przed sądem.
-
Pływalnia nie mogła funkcjonować jako samodzielna jednostka
organizacyjna i dlatego wiosną tego roku została włączona do struktur
Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Stało się to na mocy uchwały
Rady Miejskiej. Zdecydowano się na taki krok, ponieważ dotacja z
gminnej kasy do pływalni - jako zakładu budżetowego - nie może być
wyższa niż 50 procent kosztów - mówi Iwona Senderowska, rzecznik
prasowy ratusza w Pinczowie.
DZIECI PŁYWAJĄ, GMINA PŁACI
Pływalnia
Delfinek została otwarta jesienią ubiegłego roku. Po blisko roku
przeszła remont techniczny. W czasie wakacji na pływalni były
organizowane bezpłatne kursy nauki pływania dla dzieci. Gmina dołożyła
na ten cel kolejnych 20 tysięcy złotych.
Wraz z nowym rokiem
szkolnym zostały utrzymane ubiegłoroczne decyzje o prowadzeniu nauki
pływania w ramach zajęć z wychowania fizycznego. Będzie z nich
korzystać 320 uczniów pierwszych klas gimnazjów oraz 244 uczniów klas
szóstych szkół podstawowych. Pieniądze na ten cel pójdą z budżetu gminy.
Irena Imosa
źródło: 