Dyrektor Europejskiego Centrum Bajki im. Koziołka Matołka Karolina Kępczyk rozmawia z malarką Anną Osiecką.
Pada. Zimno. Jesienna plucha w Pacanowie. Ja bez słońca nie działam, więc jadę na spotkanie z artystką po energię. Mieszka nad Wisłą. Pochodzi z Krakowa, jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych, od dwóch lat mieszka w Kępie Lubawskiej na terenie gminy Pacanów. Umawiałyśmy się od pół roku i wreszcie…
W domu, a zarazem pracowni malarskiej jest ciepło. Od progu wita mnie przesympatyczna osóbka o śmiejących się oczach – Anna Osiecka. W porcelanowym imbryku parzy się herbata, na stole dziergany obrus, dynie, zasuszone kwiaty. W tle transowa muzyka. Jemy orkiszową domową szarlotkę i galaretkę z truskawkami z ogrodu artystki. Jest przytulnie jak u babci. Bo Pani Anna wyznaje zasadę rodzinną: Trzeba ugościć! I ta gospodyni od szarlotki i truskawek wkrótce ma wystawę w USA! Jak się to robi?
–
Czego
słuchamy?
– To
grupa „Morphine”, trio z Cambridge (USA). Zaczęli w latach
90-tych.
–
To
ważna dla Pani muzyka? Przypomina mi „Archive”, którego słucham
i jeżdżę na koncerty.
– Bardzo
lubię, słucham malując. Słucham różnej muzyki: jazz, klasyczną,
rock, industrial, pop z lat 80-tych, Morphine to trio łączące
elementy stylistyki rocka z elementami bluesa i jazzu. Skład: Mark
Sandman, założyciel, który już nie żyje, Dana Colley, Jerome
Deupree, Billy Conway.
–
Artystka
po ASP zostawia artystyczny Kraków, bohemę, dla małej wioski w
Świętokrzyskim. To dość nietypowe. O co tu chodzi?
– Lubię
wieś. Inspiruje mnie twórczo. Uspokaja. Daje siłę. Cała moja
rodzina to artyści. Jesteśmy wrażliwcami.
–
No
dobrze, ale są też piękne podkrakowskie wioski, tereny
podmiejskie.
– Poza
zasięgiem cenowym. Ofertę w Świętokrzyskim znaleźliśmy w
Internecie. Przeniosłam się razem z rodzicami. Jestem bardzo
rodzinna. Chcieliśmy być razem. Brat mieszka w Anglii, sprzedaż
dużego domu w Krakowie pomogła rodzinie finansowo.
–
Przepraszam
za dygresję. Przeżywam teraz deja vu. Pamiętam, gdy ponad osiem
lat temu 15 sierpnia 2010 roku przeprowadzałam się z Krakowa do
Pacanowa, wszyscy mnie pytali: Po co? Projekt i idea Centrum Bajki
mnie zachwyciły.
– Pani
też 15 sierpnia?
–
A
Pani?
– Tak.
–
Dobre
daty. Jak się mieszka?
– Bardzo
dobrze. Cudowna natura. Wspaniali sąsiedzi. Jest Centrum Bajki.
Widzę perspektywę.
–
Dom
jest jednocześnie pracownią?
– Teraz
tak. W przyszłości marzę, aby w stodole na podwórku stanęła
galeria, przestrzeń do warsztatów z dziećmi, artystyczna
kawiarnia, miejsce, gdzie ludzie spotkają się z ludźmi i ze
sztuką.
–
Doskonały
pomysł, bardzo spójny ze strategią rozwoju Centrum Bajki. Będę
zatem częstym gościem nad Wisłą. Ta gmina potrzebuje kultury i
turystyki. Zaczęło Centrum Bajki, trzeba rozwijać twórcze i
biznesowe idee. Trzymam kciuki. Pani malarstwo jest bardzo
interesujące, bardzo regularne i mocno poukładane jak na artystkę.
Wciągające, trochę transowe, psychologiczne.
– Mnie
fascynuje człowiek. Dobrze Pani odczytuje. Jestem zodiakalnym
Skorpionem, to ta dokładność i precyzja, interesuję się
psychologią stąd obrazy o dwoistości natury człowieka. W każdym
z nas mieszka taki Dr Jekyll i Mr Hyde. Moje obrazy też mówią o
drodze, te wszystkie spirale to drogi, szlaki, podróże, nitki
życia, losu. Cały czas musimy się z czymś zmagać, z drogą,
którą pokonujemy i która jest jeszcze przed nami, stąd określone
barwy, kontrasty, regularne powtórzenia. Droga to cel, ale też
nieskończoność.
–
Start
i meta?
– Od
jakiegoś punktu zaczynamy podróż. Gdzieś ją kończymy.
–
Zajmijmy
się człowiekiem. Gdzie on jest w Pani malarstwie?
– Nie
przedstawiam człowieka jako persony, postaci. Pokazuję to, co w
środku targa człowiekiem. Mamy w sobie tę dobrą naturę,
szlachetną, która chce czynić dobro, wszystkim: sobie, zwierzętom,
ziemi, ale mamy też w sobie taką totalną zołzę. Ja w sobie ją
mam i Pani też. Mamy swoją mroczną naturę, która jest częścią
naszego charakteru. Bez tego nie funkcjonowalibyśmy normalnie.
Dwoistości się ze sobą kłócą, ale żyją w harmonii. Człowiek
ma zawsze wybór i nieustannie się miota.
–
I
to zafascynowało Amerykanów?
– Byłam
dopiero co po obronie magisterki na ASP. Zmęczona po dyplomie, ale
do Desy obiecałam dać jeden z dyplomowych obrazów.
Obraz Sol dobrze
się sprzedał i wtedy odezwała się do mnie MS Gallery. To był
grudzień. Zauważyli moje prace na portalach społecznościowych,
grupach tematycznych. Internet pomaga sztuce. Wysyłam fotografie
swoich prac do galerii w Polsce i na świecie, biorę udział w
konkursach. Otrzymałam wyróżnienie na prestiżowym II Przeglądzie
Sztuki Współczesnej Nowa Awangarda, organizowanym przez Fundację
Eko-Art Silesia i Galerię Szyb Wilson.
–
Ile
prac zostanie zaprezentowanych w MS Gallery?
– Osiem.
Spójny cykl moich abstrakcji.
Obrazy Gargantua, Malum, Atomus, Araneum, Spectare
I, Spectare
II, Ocasus, Ore.
Wszystkie prezentują moje wewnętrzne przemyślenia. Malum odnosi
się do owocu. Bo owoc może być jadalny lub zatruty. Gargantua jako
coś ogromnego, gdyż zmagam się z nadwagą od wielu lat, a artysta
poprzez sztukę mówi o sobie. Obraz przedstawia wielki krytyczny
balon ze spiralą, która się powiększa i wciąga wszystko do
środka. Atomus to
moja wizja wnętrza atomu i reakcji, które mnie zajmują – fizyki
i kosmosu. Wszyscy składamy się z atomów. Araneum to
pajęczyna i znowu o mnie – mam arachnofobię, panicznie boję się
pająków. Artysta wciąż mówi o sobie. Ja nie chodzę do
psychologa. Maluję obrazy.
–
Bardzo
ilustracyjne przedstawienie. Jak długo będą prezentowane Pani
prace w Los Angeles?
– Standardowo
przez miesiąc, a następnie trafią do sprzedaży. Mam roczną umowę
z MS Gallery.
–
Ceny
ustalone?
– Tak
są już wynegocjowane z Galerią. Jestem zadowolona, choć Galeria
bierze 50 proc.
–
Jak
wyglądała logistyka, transport?
– Wszystko
po mojej stronie, pancernie zapakowane . Transport lotniczy.
Najtrudniejsze i najbardziej czasochłonne jest pakowanie. Delikatne
ściągnięcie płótna, zwijanie zewnętrzną stroną z dużą
ilością pianki, folii, stretchu, wszystkiego co ochroni obraz.
Galeria samodzielnie je oprawi.
–
Wystawa
jest niespotykaną promocją Pani twórczości. Staje się Pani
ambasadorką polskiej współczesnej kultury i sztuki. Gratuluję!
Amerykanie są ciekawi polskiej kultury.
– My
jesteśmy cały czas dla Amerykanów egzotyczni. A młodzi artyści
są odważni, już się nie boją. Amerykanie postrzegają nas przez
pryzmat Solidarności i ’89 roku.
–
Zapraszam
do organizacji wystawy Pani prac w Centrum Bajki w przyszłym roku.
– Zgoda.
Przygotuję prace.
–
Dziękuję
za rozmowę. Życzę pulsującej weny, siły świętokrzyskiej
wierzby i żywiołu Wisły. Życzę dobrych i prawdziwych ludzi
wokół.
– Dziękuję.
Rozmawiała
Karolina Kępczyk