To ukoronowanie rozpoczętej cztery lata temu pracy studentów i ich
opiekunów. A łatwo nie było. Rekonstrukcja pieca pudlingowego była
dużym wyzwaniem. Nie zachowała się żadna dokumentacja, nie ma zdjęć ani
opisów. - Ale bardzo zależało nam na tym, by odtworzyć coś, co tu, w
tej fabryce działało. Wszystkie pozostałe eksponaty w tutejszym muzeum
są przywiezione z różnych stron, z innych fabryk - tłumaczy prof.
Marian Kieloch z Politechniki Częstochowskiej, opiekun grupy i
współtwórca projektu rekonstrukcji obiektu. - Podstawą do rekonstrukcji
były dla nas resztki fundamentów pieca, druga wytyczna to otwór w
suficie, przez który przechodził komin. Wzorowaliśmy się też trochę na
konstrukcji podobnych urządzeń niemieckich - opowiada profesor.
Fot. Jarosław Kubalski / AG
Nie ma wątpliwości, że zrekonstruowany piec to rzecz wyjątkowa i na
pewno będzie wielką atrakcją Muzeum Zagłębia Staropolskiego w Sielpi.
- W Europie na pewno nie ma czynnego takiego obiektu, wydaje mi się, że
na świecie też nie. Takiego pieca nie mają nawet w Wielkiej Brytanii,
gdzie został stworzony - podkreśla.
Muzeum mieści się w halach dawnej walcowni i pudlingarni z pierwszej
połowy XIX w., która została zbudowana w ramach programu
uprzemysłowienia ziem polskich, zainicjowanego po 1815 roku przez
Stanisława Staszica. W zakładzie tym wytapiano żelazo, z którego potem
robiono urządzenia, głównie dla rolnictwa.
- Nie ma co, jesteśmy dumni. Mogę tu przyjechać ze znajomymi, rodziną i
powiem im, że te śruby to ja przykręcałam i te cegły układałam, że
dzięki mojej pracy powstał ten piec. Bardzo mnie to cieszy - mówi Beata
Karaś, studentka IV roku Wydziału Inżynierii Procesowej, Materiałowej i
Fizyki Stosowanej Politechniki Częstochowskiej.
Jest w zespole studentów, którzy w ramach obozów studenckich bezpłatnie
konserwują zabytkowe urządzenia fabryczne w muzeum w Sielpi.
Dziewczynom, a jest ich w grupie kilka, nie przeszkadza ciężka praca. -
Najcięższe elementy dźwigają koledzy, poza tym mamy czas na odpoczynek
- mówi Maja Ozga.
Studenci każdego roku spędzają trzy tygodnie w Sielpi. Prace przy piecu
prawie zakończyli. W przyszłym tygodniu będzie rozruch. - Po raz
pierwszy rozpalimy ogień. Czy się uda? Nie ma mowy, by się nie udało -
mówi prof. Kieloch. Żartuje, że teraz największym ich zmartwieniem jest
wytworzenie podczas pierwszego rozpalania pieca białego dymu. - Byłby
to symbol, że się udało - podkreśla.
Ale w tym roku nie zobaczymy pierwszego wytopu żelaza. - Piec musi
wiele godzin się wygrzewać, materiały są świeże. Pierwszy wytop zrobimy
w przyszłym roku podczas kolejnych praktyk - mówi opiekun studentów.
A to nie koniec. Studenci w sąsiedztwie pieca natrafili na resztki
fundamentów po kolejnym urządzeniu. - Prawdopodobnie tu stał młot
pudlingowy, który służył do przekuwania żelaza z pieca, do poprawiania
jego jakości. Jeżeli nasze przypuszczenia się potwierdzą, a wszystko na
to wskazuje, choćby żużel, który odkryliśmy pod warstwą ziemi, to
weźmiemy się za jego rekonstrukcję. To będzie nasze kolejne wielkie
wyzwanie - zapowiada prof. Kieloch.
Piec pudlarski (pudling)
Zastąpił piece fryszerskie. Z trzech pieców pudlingowych otrzymywano
taką wydajność, jak z około 20 fryszerskich, a to dzięki wynalezieniu
przez Anglika Henry'ego Corta nowego sposobu oczyszczania płynnej
surówki za pomocą utleniania.
Fabryka w Sielpi Wielkiej
Zakład uruchomiono w 1842 roku. Produkcję zakończono w 1921 roku. W
1934 roku fabryka w Sielpi stała się pierwszym w kraju zabytkiem
techniki i przemysłu wpisanym do rejestru zabytków. Została
udostępniona zwiedzającym, a równocześnie zaczęto gromadzić plany,
rysunki i dokumenty związane z rozwojem przemysłu w Zagłębiu
Staropolskim w XIX stuleciu. W czasie wojny hitlerowcy rozebrali i
wywieźli niemal wszystkie urządzenia z wyjątkiem koła wodnego. Dopiero
w 1956 roku, gdy rozpoczęło działalność reaktywowane po wojnie Muzeum
Techniki, zabytek otoczono opieką. Rozpoczęła się jego odbudowa i w
1962 roku placówka, jako oddział muzeum, otrzymała nazwę Muzeum
Zagłębia Staropolskiego. Od 1967 roku, z kilkunastoletnią przerwą,
studenci Politechniki Częstochowskiej odbywają tam praktyki,
odtwarzając i rekonstruując elementy dawnego zakładu.
Joanna Gergont