Katastrofa podczas pokazów Air Show
2007-09-03 17:00:46

Zginęli dwaj piloci z zespołu akrobatycznego Żelazny. Ich samoloty zderzyły się na wysokości ok. 30 m, przy prędkości 300 km/godz. Zginęli Lech Marchelewski, założyciel 'Żelaznych', i Piotr Banachowicz. Dla Marchelewskiego miał to być ostatni lot akrobacyjny.





Organizatorzy targów zbrojeniowych do ostatniej chwili zastanawiali
się, czy nie odwołać poniedziałkowych pokazów na lotnisku w Masłowie.
Zaplanowano tam przelot maszyn F-16, skoki spadochronowe oraz pokazy
ćwiczeń wojsk lądowych. Ostatecznie wczoraj zdecydowano, że zmian nie
będzie. - Jesteśmy załamani tym, co się stało i głęboko współczujemy
rodzinom pilotów, którzy zginęli. Ale targi mają poważny charakter i
nie jest to wydarzenie rozrywkowe. To dlatego nie wprowadzamy zmian w
organizacji - mówi Edyta Ruszkowska, rzeczniczka prasowa Targów Kielce.




Bezpośrednim świadkiem tragedii był m.in. Bohdan Gumowski, dziennikarz
Radia Kielce, który na antenie relacjonował radomskie pokazy. -
Patrzyłem na to. Dwie sekundy przed zderzeniem poczułem niepokój.
Słychać było ryk silników samolotów, potem nagle niebo ucichło, ucichli
zmartwiali ludzie - relacjonuje. Po wypadku miał jeszcze cień nadziei,
że jakimś cudem piloci mogli przeżyć. - Kiedy kapelan zaczął mówić
modlitwę, już było pewne, że nie żyją - opowiada Gumowski.



Do tragedii na Air Show doszło w sobotę. Zginęli Lech Marchelewski, założyciel Żelaznych, i Piotr Banachowicz.



Zaraz na miejscu pojawił się prokurator wojskowy. Rozpoczęła pracę
specjalna komisja badania wypadków lotniczych. Przez całą noc na płycie
lotniska szukano wszelkich śladów. Szczątki obu maszyn zostały
odnalezione i ponumerowane. W radomskiej prokuraturze w niedzielę
przesłuchiwani byli pozostali piloci z zespołu Żelazny. Przyczyna
wypadku może być znana nawet za kilka miesięcy. Jak nam powiedział
Robert Czerwiński, szef Prokuratury Rejonowej w Radomiu, brane są pod
uwagę różne przyczyny tragedii, m.in.: błąd pilota, awaria samolotu,
warunki atmosferyczne.



Pokazy rozpoczęły się o godz. 10. Jeszcze przed oficjalnym otwarciem na
niebie pojawili się "Żelaźni". - Ale to tylko zwiastun atrakcji, jakie
czekają na państwa po południu - mówił konferansjer.



Wszystko szło zgodnie z planem. Wypogodziło się, a na niebie zgodnie z
harmonogramem pojawiały się kolejne samoloty i zespoły: Orliki, grupa
Skorpion oraz piloci na samolotach F-16, F-15, F-18. Zaprezentowano
także dynamiczny pokaz walki powietrznej czterech migów 29.



Był kwadrans przed godz. 16. Występ zespołu Żelazny miał potrwać
kilkanaście minut (na oficjalnej stronie pokazów na godz. 16.10 było
zaplanowane spotkanie z zespołem akrobacyjnym przy ich samolotach).
Komentator, znając wyczyny pilotów z "Żelaznych", zapowiedział: - A
teraz zobaczycie państwo coś naprawdę wspaniałego [miał na myśli figurę
akrobacyjną "rozeta", którą za chwilę mieli wykonać piloci - przyp.
red.]. Nagle spiker zawołał: - Nie, to niemożliwe, nie wierzę w to, o
Matko Boska!



Dwa zliny miały minąć się na wysokości ok. 30 m, w odległości ok. 1,5 m
od siebie. U "podstawy figury" zaczepiły o siebie i roztrzaskały się.
To trwało sekundę. Zapadła cisza. Leciały z prędkością 300 km/godz.



Wszyscy natychmiast spojrzeli w niebo. Nie było tam już samolotów,
które jeszcze przed chwilą wykonywały ewolucję. Ktoś krzyknął: - O
Boże! Był wypadek! Część ludzi spacerowała jak wcześniej - jeszcze nie
dotarła do nich informacja, bo radomskie lotnisko ma ponad 45 hektarów.
Po kilku minutach wiedzieli już wszyscy. Tysiące osób biegło tylko w
jednym kierunku: do barierek przy pasach startowych. Słychać już było
tylko syreny karetek i straży pożarnej.



- Boże! Tam chyba zginął Lech - mówił roztrzęsiony Marek Chmiel,
przyjaciel "Żelaznych" od 1990 roku, który siedział koło reporterki
"Gazety" w sektorze prasowym. Trzęsącymi rękami, płacząc, próbował
otworzyć w komputerze zdjęcia, które zrobił przed chwilą. Marek chciał
sprawdzić numery boczne samolotów. Zrobił zbliżenie, na którym widać
roztrzaskaną maszynę. Rozpoznał samolot Lecha Marchelewskiego.



- On nie miał szans - mówi Chmiel. Jeszcze wtedy informacje o śmierci
pilotów nie były potwierdzone. Niestety, po kilkunastu minutach
dziennikarze, a potem publiczność otrzymują tę najtragiczniejszą
informację: piloci nie żyją. - To najsmutniejsze święto lotnictwa od
lat. Biało-czerwona szachownica stała się jeszcze bardziej czerwona -
mówił do publiczności gen. Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych WP.
On zadecydował, by odwołać pokazy. Po tragedii ogłoszono minutę ciszy.
Kapelan z publicznością odmówił modlitwę.



Lech Marchelewski, który zginął w wypadku, to pułkownik rezerwy,
dyrektor Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, pomysłodawca i założyciel grupy
Żelazny. Miał 62 lata. Jak mówił jego przyjaciel Cezary Orzech, miał to
być jego ostatni lot. Wycofywał się z latania akrobatycznego. Inżynier
pilot Piotr Banachowicz był młodym, 24-letnim członkiem aeroklubu,
wylatał 500 godzin.




Monika Firlej, Piotr Burda

Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce

 źródło:Gazeta




https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=2674