Nie chcą pytań z lektur na maturze 2007-09-01 11:00:02
Ile kosztowała lalka w sklepie Stanisława Wokulskiego, albo gdzie Cezary Baryka pierwszy raz zbliżył się do Laury Kościenieckiej? Takie pytania mogą pojawić się na maturze z języka polskiego. Pomysł się nie podoba.
Ta informacja zmroziła przede wszystkim uczniów obecnych pierwszych i
drugich klas, choć w ich przypadku odpytywanie z lektur na maturze nie
jest jeszcze pewne.
Zmiany zasad przeprowadzania matury chce nowy minister edukacji Ryszard
Legutko. Już zapowiedział, że od 2009 roku prezentacje maturalne chce
zastąpić sprawdzianem ze znajomości treści lektur.
Teraz wyglądało to tak. Maturzysta wybierał temat, przygotowywał się do
niego przez kilka miesięcy, potem prezentował go przed komisją.
Nauczyciele mieli czas na zadanie kilku pytań dotyczących prezentacji.
Uczniowie szybko poradzili sobie z taką formą egzaminu. Ci, którzy już
go zaliczyli, za kilkadziesiąt złotych sprzedawali swoje prezentacje
następcom.
Minister chciałby z tym skończyć. Chce też zmusić uczniów do czytania książek, a nie korzystania z opracowań.
- To zły pomysł. Nie zlikwiduje on korzystania z opracowań. Tyle że
może będą one nieco dokładniejsze - uważa Łukasz Strzelczyk, uczeń XI
LO im. Gałczyńskiego i sekretarz Świętokrzyskiej Rady Dzieci i
Młodzieży. - Jak można w niecałe trzy lata przeczytać dokładnie każdą
lekturę. Nie ma na to czasu. Dotychczasowa matura nie jest taka zła.
To, że zdarzają się przypadki kombinowania, nie powinno jej przekreślać
- przekonuje Łukasz Strzelczyk.
Zapowiada, że Świętokrzyska Rada Dzieci i Młodzieży zajmie się tym
tematem na najbliższym posiedzeniu i przedstawi swoje stanowisko
kuratorowi oświaty i ministrowi edukacji.
Minister Legutko zapewnia, że będzie się liczył z opinią nauczycieli. Ci jednak też nie są zachwyceni jego pomysłem.
- Zgadzam się co do tego, że trzeba coś zrobić z egzaminem ustnym, bo
jego forma się już wyczerpała - mówi Małgorzata Miazga, doradczyni
metodyczna z języka polskiego. - Nie można z niego zrezygnować, bo
język polski to nie tylko pisanie, ale także mówienie - dodaje.
Jej zdaniem, pomysł ze szczegółowym sprawdzaniem treści lektur jest
niekorzystny dla uczniów. - Nie przy tej liście lektur, którą mamy
obecnie. Jest dłuższa niż to było w czteroletnim liceum, a mamy tylko
dwa i pół roku. Są tam duże powieści, które wymagają skupienia.
Entuzjaści i tak je przeczytają, choćby w czasie wakacji. Dla ucznia,
który wybiera się na politechnikę, to może być trudne - twierdzi
Małgorzata Miazga.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce źródło:
|
|
|