Na Ponidziu swój chrzest bojowy przeszło 96 późniejszych polskich generałów i marszałków.
Tydzień temu odsłonięto w Działoszycach tablicę poświęconą rocznicy
wkroczenia Pierwszego Strzelecko-Kawaleryjskiego Oddziału Zwiadowczego
Pod Dowództwem Władysława Beliny-Prażmowskiego. Żołnierze weszli do
miasta 3 sierpnia 1914 roku.
Kombatanci z całej Polski przyjechali do Działoszyc oddać hołd „Beliniakom” (I. Imosa)
Galę uświetniło uroczyste
nabożeństwo, manifestacja patriotyczna, wręczenie odznaczeń wystawa
"Historia pocztówką legionową pisana” i występy artystyczne. Odbyła się
także sesja naukowa, podczas której doktor Adam Sznajderski z Wrocławia
wygłosił referat "Wątki legionowe w literaturze polskiej”.
Wśród
licznych gości dominowali kombatanci, działacze stowarzyszeń
historycznych i organizacji patriotycznych z całego kraju. Nie zabrakło
też wielu mieszkańców regionu.
Ruszali z Oleandrów
Rola
owego zwiadu kawaleryjskiego i sam fakt wykonania tej misji przez
siedmioosobowy oddział pod dowództwem Beliny-Prażmowskiego postrzegany
jest dziś jako Dzień Odrodzenia Polskiej Kawalerii. Była to cząstka
rodzącej się nadziei na niepodległość.
Już 2 sierpnia w
krakowskich Oleandrach komendant Józef Piłsudski wezwał do siebie
Belinę-Prażmowskiego i zlecił mu wykonanie tej misji. Jej celem miało
być rozpoznanie stanowisk i siły wojsk carskich w strefie
przygranicznej zaboru rosyjskiego.
"Po wyjściu ze sztabu
zauważyłem rozrzewnione miny mego patrolu, a ponieważ do wymarszu
pozostały 2 godziny, poprowadziłem wszystkich do Hawełki na kieliszek
wiśniaku. Tu dopiero zorientowaliśmy się jak wyglądamy w dorywczo
zabranych cywilnych ubraniach” - wspominał Belina.
Z Beliną
dwiema bryczkami wyruszyli: Zygmunt Karwacki ps. "Bończa”, Janusz
Głuchowski ps. "Janusz”. Antoni Jabłoński ps. Zdzisław, Stefan Kulesza
ps. "Hanka” Stanisław Skotnicki ps. "Grzmot” i Ludwik Skrzyński ps.
"Kmicic”. Wjazd patrolu na teren zaboru rosyjskiego lotem błyskawicy
obiegł rozległy obszar i wywołał panikę wśród nielicznych oddziałów
wojska i pracowników administracji carskiej.
Przez Goszyce i
Skrzeszowice zwiad dotarł do Działoszyc a potem w rejon Jędrzejowa. W
drodze powrotnej do Krakowa Belina-Prażmowski zarekwirował pięć koni z
majątku Kleszczyńskiego i właśnie te konie stały się pierwszymi
wierzchowcami przyszłego I Pułku Ułanów zwanego "Beliniakami”.
6
sierpnia I Brygada Kadrowa pod wodzą Józefa Piłsudskiego przekroczyła
granice zaboru rosyjskiego. Droga na Kielce była wolna od nieprzyjaciół.
Synowie ziemi działoszyckiej
Przy
murze okalającym działoszycką świątynię, w który wmurowano tablicę
pamiątkową, burmistrz miasta Zdzisław Leks przypomniał tydzień temu tło
historyczne owego wydarzenia i przywołał nazwiska znakomitych synów tej
ziemi, którzy w okresie tak zwanego "świtu niepodległości” stanęli z
bronią w ręku, aby walczyć o przywrócenie Polski na mapy świata.
-
Byli wśród nich Jan Zwoliński i Józef Książek, późniejsi burmistrzowie
Działoszyc, Józef Potocki, Bogdan i Stefan Starkiewiczowie, Stefan
Sznajderski czy Aleksander Winiarski, który był jednym z sekretarzy
Józefa Piłsudskiego. Przypomnieć należy także działającą w Dzierążni
Polska Organizację Wojskowa, której komendantem był Leon Kwapiński, a
następnie wachmistrz Jan Dubaj, którego syn porucznik Jan Dubaj jest
dziś razem z nami - mówił burmistrz Zdzisław Leks.
Odsłonięciu
i poświeceniu tablicy towarzyszył hymn narodowy oraz Marsz I Brygady,
odegrany przez orkiestrę z Dzierążni. Sprzed kościoła manifestanci
przeszli na miejscowy cmentarz gdzie przy pomniku powstańców i
legionistów oddano hołd poległym za wolną Polskę. Spoczywają tu polegli
w 1918 roku uczestnicy manifestacji patriotycznej zorganizowanej przez
Polską Organizację Wojskową, sprzeciwiającej się oderwaniu ziem
wschodnich od Polski: Michał Pawęzowski, Stefan Starkiewicz i Wincenty
Robak.
Kampania kielecka
7 sierpnia 1914 roku
"kadrówka” wkroczyła do Miechowa, 8 dotarł do nich Piłsudski. Trwało
dozbrajanie i uzupełnianie umundurowania. 9 sierpnia kompanie batalionu
kadrowego stanęły na biwak w Książu, gdzie tworzono Komisariat Wojsk
Polskich, a po południu oddziały strzeleckie były już w Jędrzejowie.
Jak
region długi i szeroki młodzież rwała się do legionów. 12 sierpnia
aktualny stał się dwuwiersz: "Hej idą strzelce, zdobyli Kielce a za
strzelcami panny z kwiatami”. Ten rozdział naszej historii jest bardzo
starannie udokumentowany - także fotograficznie, a szlak kompani
kadrowej, kilometr po kilometrze opisany ze wszystkimi szczegółami.
U
boku armii austriackiej "kadrówka” rozrastała się liczebnie i była
systematycznie dozbrajana, ale każdy jej krok już wtedy znaczony był
odezwami w języku polskim.
Mało jest wsi i chałup na Ponidziu w
których kobiety nie robiły na drutach skarpet dla legionistów, często
dla swoich synów i wnuków. Próżno szukać dziś rodziny, z której chłopak
nie poszedł "do strzelców”.
Belina nad Nidą
Półtora
miesiąca po wjeździe do Działoszyc - 19 września 1914 roku - porucznik
Belina zajął Wiślicę i spalił most na Nidzie. Później podjazdami nękał
Rosjan - zapuszczając się pod Chroberz i Stopnicę. W oparciu o jego
meldunki komendant Piłsudski rozkazał uderzyć w nocy z 19 na 20
września na 5 dywizję kawalerii rosyjskiej i baterie artylerii konnej w
rejonie Zagórzan i Ostrowiec, a o świcie 23 września oddział Beliny w
Szczytnikach wyciął niemal w pień cały duży oddział carski z kozakami i
dragonami. Tylko ośmiu z nich udało się ujść oklep na koniach. Te
działania stały się motywami płócien Wojciecha Kossaka, a na Ponidziu
pozostały pomniki po tamtych dniach chwały "Beliniaków” i całej
"kadrówki”.
Do 11 listopada 1918 roku było jeszcze daleko, ale w tym regionie Najjaśniejsza Rzeczypospolita była już wskrzeszona.
Generałowie z Ponidzia
Na
Ponidziu swój chrzest bojowy przeszło 96 późniejszych polskich
generałów i marszałków. Wtedy - w 1914 roku - byli to w dużej części
chłopcy liczący sobie od 15 do 19 lat. U boku Piłsudskiego walczyli tu
między innymi Edward Rydz-Śmigły, Kazimierz Sosnkowski, Stefan Rowecki
(19 lat), Felicjan Sławoj-Składkowski, Bolesław Chruściel (15 lat),
Leopold Okulicki (16 lat), Stanisław Mayer (15 lat) oraz 19-letni
Kazimierz Schally, późniejszy generał brygady i szef gabinetu
prezydenta Mościckiego, który był ojcem urodzonego w Wilnie w 1926 roku
Andrew Victora Schally - amerykańskiego biochemika polskiego
pochodzenia, który w 1977 roku został laureatem nagrody Nobla za
odkrycie zjawiska wydzielania hormonów w podwzgórzu mózgu - co
zapoczątkowało neurendokrynologię.
- Pamiętajmy o nich, o
ułanach Beliny i wszystkich synach tej ziemi, dzięki którym żyjemy dziś
w wolnej Polsce. Przekazujmy tę pamięć następnym pokoleniom - apelował
burmistrz Działoszyc Zdzisław Leks.
Irena Imosa
źródło: 