- Polska jest krajem, w którym rzeczywisty czas pracy
jest najdłuższy w Europie i chyba drugi - po Japonii - na świecie.
Czasu na wypoczynek jest rzeczywiście bardzo niewiele - przekonywała w
trakcie debaty w wyższej izbie parlamentu senator Ewa Tomaszewska z PiS.
Słowa
te miały zachęcić pozostałych członków izby do poparcia zakazu handlu w
sklepach przez 12 dni świątecznych w roku, m.in. w Nowy Rok, w święta
Wielkiej Nocy, 1 maja, w Święto Niepodległości (11 listopada), a także
w święta Bożego Narodzenia.

Zakaz
handlu w święta dotyczy tylko "placówek handlowych", czyli sklepów,
które zatrudniają pracowników na podstawie umowy o pracę. Fot. Tomasz Wawer / AG
Zakaz handlu w święta dotyczy
tylko "placówek handlowych", czyli sklepów, które zatrudniają
pracowników na podstawie umowy o pracę. Innymi słowy - małe sklepiki
prowadzone przez osoby mające jednoosobową firmę i niezatrudniające
pracowników będą mogły swobodnie w święta sprzedawać. Handel w święta
będą mogły prowadzić również stacje benzynowe oraz apteki.
Senatorowie
do ustawy wnieśli dwie poprawki. Po pierwsze wydłużyli czas na wejście
w życie przepisów z 30 dni do trzech miesięcy. To oznacza, że sklepy po
raz pierwszy będą zamknięte nie w Święto Niepodległości, jak chciał
Sejm, ale prawdopodobnie w Boże Narodzenie.
Senatorowie
starali się uszczelnić ustawę, bo zdaniem Biura Legislacyjnego Senatu
zakaz łatwo było ominąć. Ze względu na niefrasobliwość posłów sklepy
mogły nadal pracować w święta, powołując się np. na "użyteczność
społeczną i codzienne potrzeby ludności".
Senat w środę
zakończył również prace nad nowelizacją ustawy o świadczeniach opieki
zdrowotnej. Boją się jej aptekarze, producenci i hurtownicy leków.
Zgodnie
z nowelizacją aptekarze i lekarze nie mogą - pod groźbą więzienia -
przyjmować prezentów od koncernów farmaceutycznych, jeśli prowadzi to
do zwiększenia sprzedaży leków podlegających refundacji. Z szacunków
kanału TVN
Med wynika, że na promocje leków na receptę - czyli głównie na prezenty
dla lekarzy - koncerny farmaceutyczne przeznaczają blisko 900 mln zł
rocznie.
PO i SLD, powołując się na opinie prawników, od dawna
zarzucały, że proponowane przepisy są wyjątkowo nieprecyzyjne. Za
łapówkę może być uznany np. wyjazd na medyczną konferencję fundowany
przez koncern farmaceutyczny. A takie wyjazdy są zgodne z prawem
unijnym.
Obecny na posiedzeniu Senatu wiceminister zdrowia
Bolesław Piecha wyjaśnił, że "zwyczajowo" można przyjąć długopis czy
torbę, ale nic ponadto; natomiast w przypadku sponsorowanych szkoleń
trzeba zastanowić się nad proporcją między wykładami a programem
rekreacyjnym. - Seminarium może być, jeśli jest to cykl wykładów, ale
jeśli jest to 40-minutowy wykład podczas 2-tygodniowej wycieczki, to
nie możemy przymykać na to oka - powiedział Piecha. W jego opinii
kwestie te za każdym razem będzie musiał wyjaśniać sąd.
Senat
chce również, aby ustawowo zobowiązać lekarzy i felczerów do
wypisywania na recepcie numeru PESEL (do tej pory regulowało to
rozporządzenie ministra zdrowia).
TVN
Kurs:
22.62
Zmiana:
0.02
Zmiana proc:
0.09%
27-07-2007 godz. 15:53