Dyrektorzy szpitali buntują się przeciw NFZ
2007-07-19 17:00:42

- Nie podpiszemy aneksów do kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia - mówią zgodnie dyrektorzy szpitali podlegających marszałkowi województwa. Nie chcą się zgodzić na ograniczenia, jakie wprowadza zarządzenie prezesa NFZ.



- Podpisania umowy, która byłaby ewidentnie niekorzystna dla mojej
placówki, zabrania mi ustawa o finansach publicznych. A w aneksie,
którego spodziewam się po wprowadzeniu w życie zarządzenia prezesa NFZ,
będą zapisy, które są bardzo niekorzystne i mogą narazić placówkę na
straty - mówi Stanisław Góźdź, dyrektor ŚCO.



Wczoraj w Świętokrzyskim Urzędzie Wojewódzkim spotkali się dyrektorzy
szpitali podległych marszałkowi województwa. - Zdecydowaliśmy, że
placówki, które podlegają marszałkowi, nie podpiszą aneksów do umów.
Warunki zaproponowane przez NFZ nie przystają do rzeczywistości. W
czasie, kiedy szpitale strajkują i wiele znajduje się w złej sytuacji,
działania funduszu powinny iść w drugą stronę - mówi Marek Gos, członek
zarządu województwa.



Dodaje, że zarządzenie prezesa uderza szczególnie w placówki, w których
przeprowadzanych jest wiele zabiegów, i to wysokospecjalistycznych.



- Wprowadza się zapisy, które spowodują, że fundusz zapłaci mniej za
operacje, podczas których wykonywanych jest kilka procedur. Jeśli
chodzi o ŚCO, są to głównie dość skomplikowane i drogie procedury -
mówi Gos.



Dyrektorzy podkreślają, że w obecnej sytuacji fundusz nie będzie
zwracał nawet za wszystkie materiały, których użyto podczas operacji.



W szpitalach prowadzone są analizy, które mają określić, na jak duże
straty narażone byłyby placówki, gdyby podpisały aneksy. - Tylko w
przypadku Świętokrzyskiego Centrum Kardiologii byłoby to prawie 600
tys. zł - dodaje Gos.



Niepodpisanie aneksów grozi zerwaniem kontraktu przez Narodowy Fundusz
Zdrowia. - Liczymy się z tym, ale nie mamy innego wyjścia - mówi Gos.



Zarządzeniem prezesa zbulwersowany jest Krzysztof Grzegorek, poseł i
członek komisji zdrowia. - Lekarze robią to, co powinni, czyli jeśli
operują pacjenta, to wykonują podczas tej operacji zabiegi, które są
niezbędne. Fundusz natomiast płaci tylko za jeden. Czyli żeby dostać
wszystkie pieniądze, które się nam należą, powinniśmy raz operować
jedną dolegliwość, a za kilka miesięcy kolejną. To jakaś chora sytuacja
- mówi Grzegorek.



Rzecznik świętokrzyskiego oddziału NFZ ma nadzieję, że uda się jednak
dojść do porozumienia. - Rzeczywiście, przygotowywane są aneksy do
umów, które są spowodowane zarządzeniem prezesa. Jeśli obydwie strony
będą chciały dojść do porozumienia, uda się je osiągnąć - mówi Mariusz
Pasek, rzecznik świętokrzyskiego oddziału NFZ.







Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce

 źródło:Gazeta




https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=2293