Staszowskie lecznice mogą za kilka miesięcy przestać istnieć.

Pacjenci przyzwyczaili się do oflagowanego szpitala i strajku w służbie zdrowia, ale nikt nie przypuszcza, że szpital może przestać istnieć.
Strajk w służbie zdrowia trwa. Lekarze wrócili do pracy, ale tylko na trzy miesiące. Co to oznacza dla pacjentów? Nic dobrego. Jedynym warunkiem jest dogadanie się z samorządami.
Według związków zawodowych, w staszowskich lecznicach około 80 procent wszystkich lekarzy złożyło wymówienia z pracy. Termin wypowiedzenia trwa trzy miesiące. Od pierwszego października nie będzie miał kto operować w szpitalu. Problem może pojawić się już we wrześniu, gdy lekarze wezmą zaległe urlopy.
100 PROCENT WYPOWIEDZEŃ
Związkowcy mówią o tym, że w Szpitalu Powiatowym w Staszowie na czterech oddziałach wszyscy lekarze złożyli wypowiedzenia z pracy. Chodzi tu o oddziały wewnętrzny, intensywnej terapii, neurologii i laryngologii. Po jednym lekarzu zostanie na oddziałach chirurgii oraz ginekologii. Dyrektor szpitala powiedział nam, że ilość wymówień nie jest tak duża, ale gdyby lekarze faktycznie odeszli z pracy, wówczas przestałyby one funkcjonować.
W Miejsko-Gminnym Ośrodku Zdrowia jest niemal identycznie. - Wymówień nie złożyli lekarze pracujący w Wiśniowej i Wiązownicy oraz dyrekcja ośrodka zdrowia - mówi Piotr Roch, przewodniczący Związku Zawodowego Lekarzy w tej placówce. Dodaje, że sam nie złożył jeszcze wymówienia, ale zrobi to do końca lipca.
PRZYCHODNIA ODMAWIA?
Lekarze wskazują również na to, że pacjenci Miejsko- Gminnego Ośrodka Zdrowia byli często odsyłani na inne terminy, lub do innych placówek. - Sam mam kilku takich pacjentów, którzy skarżyli się, że nikt ich nie przyjmie, bo jest strajk - mówi Piotr Roch.
Dodaje, że finansowanie ośrodka zdrowia jest inne niż na przykład szpitala. - Przychodnia przez cały czas otrzymuje pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia i tłumaczenie pacjentom, że jest strajk i nie uzyskają pomocy, jest wprowadzaniem ich w błąd - dodaje Roch. Nie udało nam się wczoraj skontaktować z dyrekcją miejsko-gminnej lecznicy.
KTO ZROBI PIERWSZY KROK?
Protest stanął w miejscu. Trwa wzajemne wyczekiwanie na pierwszy krok. Dotychczasowe rozmowy ze strajkującymi lekarzami nie przyniosły rezultatu. Kolejny etap rozmów ma rozpocząć się z końcem lipca. Dyrektor szpitala będzie przekonywał swoich pracowników do zmiany sposobu zatrudnienia. Jego zdaniem, dużo lepsze warunki finansowe dałoby lekarzom przejście z etatów na własną działalność gospodarczą i wykonywanie umów kontraktowych.
Również władze miasta spotkają się z kierownictwem podległej placówki oraz lekarzami. Na razie w staszowskim Urzędzie Miasta trwa skrupulatne analizowanie wyników finansowych przychodni w tym półroczu.
(NIE)CZARNY SCENARIUSZ
Co, jeżeli rozmowy zakończa się fiaskiem i minie okres wypowiedzenia? Lekarze odejdą z pracy. Chyba, że równie solidarnie wycofają się z wypowiedzeń, które złożyli. Do tej pory w szpitalu zrobiły to zaledwie dwie osoby. Fiasko rozmów i brak porozumienia oznacza, że zarówno szpital, jak i przychodnia przestaną istnieć z powodu braku kadry. Lekarze sobie poradzą, powstaną prywatne lecznice. Dla pacjentów będzie to oznaczało koniec bezpłatnych badań i wizyt lekarskich.
- Mogę śmiało powiedzieć, że nie wszystkich będzie stać na wizyty lekarskie - mówi Jacek Kiełtucki, szef Związku Zawodowego Lekarzy w staszowskim szpitalu.
Jednak dyrektor placówki uspokaja. - Nie zakładam, że szpital przestanie istnieć - mówi Marek Tombarkiewicz. - On musi istnieć, i musi się rozwijać - dodaje.
We wrześniu staszowski szpital będzie składał projekty inwestycji. W grę wchodzi budowa nowego skrzydła, w którym mieściłby się między innymi nowoczesny blok operacyjny.
Władze miasta oraz dyrektor przestrzegają przed wszelkimi spekulacjami. Terminy większości wypowiedzeń mijają dopiero za 75 dni. Wiele jednak zależy od efektów rozmów, które odbędą się tu, w Staszowie. Już za 75 dni nie będzie o czym rozmawiać, a zapłacą za to pacjenci. Nikt inny.
Marcin Jarosz
źródło: 