Czy była przewodnicząca Rady Nadzorczej buskiego uzdrowiska bezprawnie dostała 90 tysięcy złotych? Takie doniesienie sprawdza policja.
Według informacji, która dotarła do policji i prokuratury, była
przewodnicząca Rady Nadzorczej miała bezpodstawnie dostać z kasy
uzdrowiska około 90 tysięcy złotych jako zwrot kosztów przejazdu.
Chodzi
o okres między lipcem 2002 roku a pierwszym kwartałem ubiegłego roku.
Pani przewodnicząca mieszkała wówczas nieopodal Warszawy, a do Buska
dojeżdżała na posiedzenia Rady Nadzorczej. Według doniesienia, które
teraz sprawdzają policjanci, kobieta miała być na tej trasie wożona
samochodem służbowym, ale jednocześnie miała otrzymywać zwrot kosztów
przejazdu – tak jakby dojeżdżała do Buska własnym autem. Czy to prawda?
- To ma wyjaśnić prowadzone postępowanie – mówi
ostrożnie Marek Rupniewski, zastępca komendanta powiatowego policji w
Busku. – Postępowanie sprawdzające wszczyna się wówczas, gdy
dysponujemy materiałami uprawdopodabniającymi popełnienie przestępstwa
– zaznacza równocześnie komendant.
Na razie „w sprawie” toczy
się postępowanie, czyli nikomu nie postawiono żadnych zarzutów. –
Wiemy, że anonim w tej sprawie został wysłany do wielu instytucji, do
prokuratury, nawet do ministerstwa. W tej chwili właśnie, z polecenia
Ministerstwa Skarbu, Rada Nadzorcza analizuje dokumenty.
O
dokumentację prosiła też policja – mówi Tadeusz Oryniak, prezes zarządu
Uzdrowiska Busko - Zdrój. – Ta pani najpierw była członkiem rady, później
przez jakiś czas przewodniczącą. Nie składała nigdy zleceń typu: proszę
mnie odwieźć. Jeżeli nawet można by mówić o jakichś nie należnych
pieniądzach, to na pewno nie o tak dużej kwocie. Ale na razie za
wcześnie na jakiekolwiek wnioski, bo można kogoś skrzywdzić. Poczekajmy
na ustalenia śledztwa.
/mow/
źródło: