Mieszkańcy Czostkowa nie mogą się doprosić o wycięcie gałęzi drzew. Siedem rodzin żyje w ciągłym strachu.
Po nawiedzających ostatnio wieś Czostków wichurach ludzie ci nie śpią
po nocach. Boją się o własne życie. Wszystko przez rosnące obok ich
domów dwie trzydziestometrowe topole. Ostatnio spadająca gałąź urwała
linkę od słupa. Ludzie drżą z obawy o bezpieczeństwo swoich dzieci.
Boję się o nasze dzieci -
mówiła przy stercie powalonych gałęzi Grażyna Bierońska, trzymając na
rękach dwuletniego wnuczka Dawidka. (R. Banaszek)
Wójt po Ameryce jeździ…
-
Wójt po Ameryce jeździ, a nas zostawił na lodzie - denerwuje się
Stanisław Podgórski. - Nic się nie zmieniło od czasu, jak opisywaliście
w "Echu Dnia” te topole - informuje Grażyna Bierońska. - Byłam u wójta
po raz kolejny, żeby go prosić o wycięcie tych gałęzi, ale go nie było
w gminie - mówi zawiedziona kobieta. Sprawę topól opisywaliśmy nie tak
dawno. Po naszym artykule wójt Józef Siwek obiecał, że zaraz wyśle na
miejsce pracownika Wydziału Ochrony Środowiska z gminy, a gałęzie z
topoli być może usunie Ochotnicza Straż Pożarna. - Nikogo nie było -
mówią nam miejscowi. Mijały dni, wiatry trzęsły drzewami, a ludzie
spodniami ze strachu o własne życie, patrząc w górę na złowieszcze
topole, których gałęzie łamały się na wietrze jak zapałki.
Urwało drut
Mieszkańcy
Czostkowa obserwując prognozę pogody na najbliższe dni obawiali się i
ostrzegali na łamach prasy, że lipiec będzie wietrzny i burzowy, ale
władza najwyraźniej nic sobie z tego nie robiła. Na efekty nie trzeba
było długo czekać. Niewielki poniedziałkowy wiatr zrobił swoje. Z
jednej z topól urwał się konar, osunął się wprost na drut od
oświetlenia ulicznego i zrywając go runął wprost na drogę.
Linka
zawisła częściowo na ogrodzeniu Stanisława Podgórskiego, którego nie
było wówczas w domu, a reszta razem z połamanymi gałęziami leżała na
drodze.
Dzieci w szoku
- Widziałam, jak
ludzie wracali się samochodami, gdy chcieli przejechać tą drogą, którą
blokował konar - opowiada Grażyna Bierońska. - Wysłałam pod wieczór
wnuczkę do sklepu po chleb. Gdy dziecko doszło do tej zerwanej linki na
drodze, stanęło, ani w tę, ani w tę stronę, nie wiedziało jak ma iść.
Przestraszyłam się - dodaje pani Grażyna. - Szczęście od Boga, że to
był kabel oświetleniowy i prąd w mieszkaniach był. Przez poniedziałkową
noc nasza ulica była ciemna. Przyjechali pracownicy posterunku
energetycznego z Małogoszcza i zabrali kabel. We wtorek rano go
założyli - mówi Ryszard Bieroński.
Najbardziej zagrożeni
Mieszkańcy
Czostkowa uważają, że teraz po każdym wietrze będą się rwać gałęzie
topól. - Już linki lecą nam na głowy. Aż strach pomyśleć, co by się
stało, gdyby przechodziły tędy dzieci i spadło na nie. Co ta władza
sobie z nas robi!? - pyta się Grażyna Bierońska. - Do czego to podobne,
żeby takie olbrzymy rosły nad domami! - dziwi się Leokadia Bębenek.
Najbardziej zagrożone są domostwa: Stefana Cabaja, Stanisława
Podgórskiego, Ryszarda Bierońskiego, Franciszka Hołowni, Krystyny
Celejowskiej, Leokadii Koper i Leokadii Bębenek.
Żyją pod strachem
Pod
ciągłym strachem - tak wygląda od dłuższego czasu życie kilku rodzin
mieszkających w sąsiedztwie dwóch olbrzymich topól. Drogą, przy której
rosną niebezpieczne drzewa chodzi do pobliskiego sklepu dużo
miejscowych dzieci. Tędy uczęszczają też do szkoły. Pod topolami
przebiega linia napięcia.
- A tu się ma na wiatry… - zauważa
Stanisław Podgórski. Drzewa, o których mowa, rosną na prywatnym placu,
na który właściciel zagląda ponoć tylko w weekendy. Na co dzień mieszka
w Sędziszowie w powiecie jędrzejowskim. - Rozmawiałam z nim. Mówi, że
się zgadza na wycinkę tych drzew, ale nie stać go na to. Tłumaczy się,
że to nie on sadził te drzewa, tylko zakład Silikaty - twierdzi Grażyna
Bierońska.
Prosili wójta…
Ludzie kilkakrotnie
pisali podania do wójta gminy Krasocin, żeby zajął się ścinką tych
niebezpiecznych drzew. - Ostatnie podanie napisaliśmy w tym roku, po
tej wichurze w styczniu. Prosiliśmy wójta, żeby skrócili konary, bo jak
liście zaczną puszczać, może dojść do tragedii - opowiada Ryszard
Bieroński. - Byłam parę razy u wójta Siwka. Powiedział mi, że nie ma
dźwiga, a drzewa rosną na placu prywatnym i on nic nie może zrobić -
twierdzi żona pana Ryszarda - Grażyna. - I ja się widziałem z wójtem w
sklepie. Obiecał mi, że się zajmie tą sprawą - dodaje sąsiad Franciszek
Hołownia. Józef Siwek tłumaczy się, że nie ma odpowiedniego dźwigu, a
właściwie tak zwanej zwyżki, żeby obciąć wysoko usytuowane konary. -
Chcemy wynająć taki sprzęt - informuje.
To nie są pomniki przyrody!
Topole
sadzone były jak powstawał zakład Silikaty Ludynia, ponad 40 lat temu.
- Obsadzali drogę topolami i tak to rosło. Ani to pomnik przyrody… -
drapie się po głowie Ryszard Bieroński. - Wszędzie topole obrzynali, a
tu nie chcą? - dziwi się na opieszałość władz gminy Krasocin Zofia
Kokosza. - Panie, pomóż nam! Chcemy, żeby chociaż obcięli te konary, a
kikuty drzew niech stoją, nie będą przeszkadzać - prosiła nas Grażyna
Bierońska. Teraz wszystko w rękach wójta. Na jego pomoc liczą cały czas
mieszkańcy Czostkowa, ale jakoś nie może nadejść, pomimo kilkakrotnych
obietnic...
Rafał Banaszek
źródło: 