Lekarze z włoszczowskiego szpitala wrócili wczoraj do pracy po 49 dniach nieobecności.
Nie kończą jednak protestu, tylko zmieniają jego formę. Nadal też grożą odejściem
Wprawdzie
włoszczowscy lekarze zadeklarowali, że będą przychodzić do pracy, ale
dalej będą prowadzić strajk administracyjny związany z niewypełnianiem
dokumentacji. Między innymi nie będą wystawiać zwolnień dla pacjentów.
Na drzwiach szpitala i przed
jego wejściem głównym na razie nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o
komunikaty strajkowe. (R. Banaszek)
JEST POROZUMIENIEM
W
poniedziałek, 9 lipca, nastąpił przełom w rokowaniach dyrekcji
włoszczowskiego szpitala ze strajkującymi lekarzami. Dyrektor Marian
Oracz podpisał porozumienie z komitetem strajkowym, na mocy którego
lekarze zobowiązali się do przerwania absencyjnej formy strajku i
przystąpienia od wtorku do pracy. I tak się stało. Wczoraj włoszczowscy
lekarze po raz pierwszy od 21 maja wrócili do pracy w szpitalu.
Powodem
decyzji o przerwaniu strajku, było - zdaniem dyrektora szpitala - to,
że lekarze musieli zdać sobie sprawę, że pacjenci mogą zrezygnować z
usług szpitala, któremu groziło bankructwo oraz że mogą nie otrzymać
wynagrodzeń w lipcu, co wyraźnie podkreślał ostatnio dyrektor Zespołu
Opieki Zdrowotnej. - Nie było dnia, żebym z nimi nie rozmawiał i
tłumaczył, jak szkodliwa jest forma ich strajku dla naszego szpitala.
Tłumaczyłem, że nie jesteśmy dużym, strategicznym ośrodkiem zdrowia,
który może rzutować na decyzję rządu - twierdzi Marian Oracz.
Z ABSENCYJNEGO NA ADMINISTRACYJNY
Przez
przerwanie strajku absencyjnego nie należy rozumieć, że protest
włoszczowskich lekarzy zakończył się ostatecznie. - Zmieniliśmy tylko
jego formę, podobnie jak jest w całym województwie świętokrzyskim -
informuje Leszek Orliński, przewodniczący oddziału terenowego
Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy we Włoszczowie.
-
Owszem, będziemy chodzić do pracy, ale dalej będziemy prowadzić strajk
administracyjny, polegający na niewypełnianiu dokumentacji do
Narodowego Funduszu Zdrowia. Jesteśmy do dyspozycji pacjentów do 30
września. Po tej dacie, zgodnie ze złożonymi wypowiedzeniami umów
pracy, odchodzimy ze szpitala - zapowiada doktor Orliński.
Chodzi
o wypowiedzenia 27 lekarzy (na 56 zatrudnionych we włoszczowskim
szpitalu), którzy chcą odejść z pracy z dniem 30 września. Dyrektor
Zespołu Opieki Zdrowotnej cały czas wierzy, że do tego nie dojdzie. - W
każdej chwili istnieje możliwość wycofania i zniszczenia tych
wypowiedzeń - zaznacza Marian Oracz.
WSZYSTKO W RĘKACH LEKARZY
Jak
informuje dyrektor Oracz, komitet strajkowy lekarzy wykazał wolę do
nadrobienia strat finansowych powstałych w czasie strajku. A te nie są
małe. Nie tak dawno Marian Oracz informował radnych powiatowych, że
straty z tytułu niezrealizowania kontraktu z Narodowym Funduszem
Zdrowia przekroczyły już milion złotych. - Na oddziałach rehabilitacji
i reumatologii strajk spowodował straty niemożliwe do wykonania do
końca roku - twierdził dyrektor.
- Liczę jednak, że kontrakt
roczny może być na niektórych oddziałach wykonany. Teraz wszystko w
rękach lekarzy. Ważne jest, że wrócili. Przy ich dobrej woli i okazaniu
troski o pacjenta oraz szpital wszystko jest do naprawienia - wierzy
Marian Oracz. - Jestem zadowolony z tego, że wróci normalność, że wrócą
pacjenci, którzy mieli u nas opiekę i nie będą musieli się leczyć gdzie
indziej - dodaje szef włoszczowskiego Zespołu Opieki Zdrowotnej.
Pocieszające
jest również to, że pomimo tego, że włoszczowskie pielęgniarki są cały
czas w sporze zbiorowym z dyrekcją szpitala, to jednak akcji
protestacyjnej na razie nie ma we Włoszczowie. - Pielęgniarki są w
pełnej dyspozycji. Nie cierpią na tym pacjenci - informuje dyrektor
Oracz.
Rafał Banaszek
źródło: 