Starsze małżeństwo zginęło w makabrycznym wypadku w Staszowie.
Dwie osoby - 82-letnia kobieta i jej 96-letni mąż zginęli wczoraj w wypadku w Staszowie. Jechali fiatem uno wraz z 56-letnią córką i 37-letnią wnuczką zakonnicą. To ona kierowała. Samochód zderzył się z ciężarowym kamazem.

Krucha blacha samochodu złożyła się jak harmonia. (M. Jarosz)
Jest tuż po dziesiątej rano. Cztery osoby jadą fiatem uno staszowską ulicą Pocieszka w stronę cmentarza. Zbliżają się do łuku drogi. Uno wpada w zakręt. Ułamek sekundy nieuwagi decyduje o życiu.
Osobówka nie "mieści się” na łuku i wpada wprost pod ciężarowego kamaza. Wbija się w niego, a siła uderzenia odbija auto na kilka metrów. Kierowca ciężarówki szybko wysiada z auta i dzwoni po pomoc. Z jadącej za nim "śmieciarki” wyskakują mężczyźni i dobiegają do wraku.
RATUJCIE MOJĄ CÓRKĘ
Wszędzie pełno szkła, słuchać jęki uwięzionych w zmasakrowanym aucie osób. Kobieta siedząca na tylnim siedzeniu obok pasażera nie rusza się. Nie żyje. Mężczyźni próbują ratować pozostałych.
- Ratujcie moją córkę - woła pasażerka siedząca na tylnim siedzeniu. Mijają sekundy, minuty. Po prawej stronie na tylnim siedzeniu starszy mężczyzna woła o pomoc. Dusi się, przygniata go siedzenie. Mężczyźni wyrywają drzwi, odpychają fotel. Nadjeżdża pogotowie i straż pożarna, która ratuje uwięzionych ludzi.
Tak w wersji świadków wyglądała ta tragedia. Pracownicy staszowskich służb komunalnych jako pierwsi byli na miejscu wypadku i ratowali ludzi. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon 82-letniej kobiety. Pozostała trójka wylądowała w szpitalu.
TRAGICZNA NIEUWAGA
Kierująca osobówką 37-letnia kobieta, notabene zakonnica, oraz jej 56-letnia matka znalazły się na oddziale chirurgii, natomiast 96-letni mężczyzna przez kilka godzin walczył o życie na oddziale intensywnej terapii staszowskiego szpitala. Zmarł około godziny 15.
Z ustaleń policji wynika, że przyczyną wypadku była nieuwaga kierującej samochodem osobowym. - Nie mogłem nic zrobić - mówi kierowca ciężarówki. Mówi, że zjechał maksymalnie na bok i prawie się zatrzymał, ale osobówka leciała wprost na niego. Tragedia wydarzyła się 300 metrów od cmentarza.
Pocieszka jest dość wąską ulicą, w dodatku pobocza są porośnięte bujną trawą, która skutecznie ogranicza widoczność, zwłaszcza na zakrętach.
Marcin Jarosz
źródło: 