Trwa konflikt pomiędzy rodziną niepełnosprawnego Bartka, a dyrektorką przedszkola w Połańcu. Sprawa oparła się nawet o sąd.
Dwa lata temu dyrektorka przedszkola integracyjnego w Połańcu
rozdzieliła niepełnosprawnego Bartka z siostrą, z którą przez trzy lata
był w jednej grupie. Bez powiadomienia rodziców i bez ich zgody.
Rodzina cały czas musi udowadniać, że jest normalna.
Rodzina ma dość ciągłego
udowadniania, że są normalni. - Chcemy sprawiedliwości, ale zbyt wiele
osób się jej obawia - mówią rodzice dzieci. (M. Jarosz)
O sprawie
Bartka informowaliśmy rok temu, kiedy niepełnosprawnego chłopca
przeniesiono do innej grupy bez uprzedzenie o tym rodziców oraz bez ich
zgody. Dopiero interwencja rzecznika praw dziecka spowodowała, że po
kilku miesiącach rodzeństwo znów mogło być razem.
DECYZJA PODJĘTA BEZ KONSULTACJI
-
O tym, że moje dzieci mają być w innych grupach dowiedziałam się na
placu zabaw od znajomej - mówi Urszula Gad, matka dzieci. Mimo kilku
prób skontaktowania się z dyrektorką przedszkola integracyjnego nie
udało się wyjaśnić całej sprawy. - Pani dyrektor zadzwoniła do mnie dwa
dni przed rozpoczęciem roku z informacją, że dzieci zostaną rozdzielone
do innych grup. Kiedy próbowałam jej powiedzieć, że to nie jest dobry
pomysł, usłyszałam, że decyzja już jest podjęta i nie można jej zmienić
- mówi matka.
I tak zostało, dzieci płakały, wymiotowały, Bartek
przeżywał to bardzo mocno i zaczynał wpadać w stany lękowe. Mimo próśb,
zaświadczeń lekarskich dyrektorka przedszkola nie pozwoliła dzieciom
wrócić do jednej grupy. Dopiero interwencja rzecznika praw dziecka
zmieniła ten stan.
Ale chłopak nie wrócił ot tak do dawnej
formy. Integracja zamiast mu pomóc, znacznie zaszkodziła. Rodzice byli
wściekli, ale dyrektorka powołując się na konsultacje lekarskie i
specjalistyczne twierdziła, że rozdzielenie było dla dobra dziecka, a z
pewnością nie zaszkodziło mu.
"WĄTPLIWOŚCI” PANI DYREKTOR
Rodzice
postanowili zwrócić się o interwencję do kuratora oświaty, jednak w
międzyczasie dostali wezwanie do sądu. Okazało się, że Wiesława
Ślusarczyk, dyrektorka przedszkola integracyjnego w Połańcu, wystąpiła
z wnioskiem... o ograniczenie praw rodzicielskich. Uzasadniając swoje
"obawy” o stan zdrowia fizycznego i psychicznego stwierdziła, że Bartek
jest zaniedbywany, nie leczony i nie rehabilitowany.
-
Myśleliśmy, że zwariujemy - mówią rodzice. Zlecono przeprowadzenie
szczegółowych badań psychologicznych. Rodzice wyników się nie obawiali.
- Nikt mi nie udowodni, że nie kocham własnych dzieci. Ta sprawa miała
być karą za podważenie decyzji pani dyrektor - powiedziała Urszula Gad.
Wyniki
jednoznacznie obaliły "wątpliwości” pani dyrektor. O tym, że dziecko
wychowuje się w normalnej rodzinie wypisano ze szczegółami na kilku
kartkach opinii. Jeszcze przed sprawą dyrektorka przedszkola
powiedziała, że to sąd rozstrzygnie, kto ma rację. Sąd się
wypowiedział, ale jak się okazuje na tym nie koniec. Rodzina cały czas
musi udowadniać, że chłopiec ma się dobrze i rodzina jest normalna.
Teraz
10-letni już Bartek jest uczniem pierwszej klasy szkoły podstawowej.
Uczy się też dobrze i jest zadowolony. Nauczyciele mają o nim bardzo
dobre zdanie, widzą i chwalą jego postępy. Dlaczego zatem w przedszkolu
był taki problem?
NIC SOBIE NIE ZARZUCA
- Nie mam
sobie nic do zarzucenia - mówi dziś Wiesława Ślusarczyk matce dziecka,
którą oskarżyła o zaniedbania. Kuratorium Oświaty w Kielcach również
nie dostrzegło niczego zdrożnego w działaniach dyrektorki placówki
integracyjnej. Rodzice chłopca interweniowali w prokuraturze, jednak
bez skutku. Jacek Tarnowski, burmistrz Połańca, od dwóch miesięcy nie
ustosunkował się do sprawy, mimo że zapewniał rodziców o woli
rozwiązania tego sporu.
- Będę domagała się zwolnienia pani
dyrektor, ale w Połańcu jest to bardzo trudne. Łatwiej zmusić normalną
rodzinę do tłumaczenia się, że nie jest patologią i ciągać ją po sądach
niż udowodnić oczywistą pomyłkę. Za naszą krzywdę nikt nie poniesie
konsekwencji - mówi matka chłopca.
Głównym argumentem obrony pani dyrektor jest jej doświadczenie i staż pracy. W tym roku prawdopodobnie odejdzie na emeryturę.
Marcin Jarosz
źródło: 